Kiedy Związek Radziecki upadł pod koniec 1991 r., świat wydawał się gotowy na nową, spokojniejszą erę, w której nie będzie już nawiedzany przez strach przed nuklearnym Armageddonem. Głównym następcą Związku Radzieckiego była niekomunistyczna Rosja, która chciała stać się częścią demokratycznego, kapitalistycznego Zachodu. Prezydent George HW Bush i jego najważniejsi doradcy wykazali się znacznymi umiejętnościami dyplomatycznymi, aby zarządzać ostatnimi latami Związku Radzieckiego i jego ostatecznym upadkiem. Ich głównym osiągnięciem było uzyskanie zgody Moskwy na zjednoczenie Niemiec i członkostwo w NATO. Ukryty kompromis (niestety nigdy nie spisany) polegał na tym, że NATO nie rozszerzy się poza wschodnią granicę nowo zjednoczonych Niemiec.

Kontrast pomiędzy łagodnym zakończeniem pierwotnej zimnej wojny a obecnym stanem stosunków między Zachodem (zwłaszcza Stanami Zjednoczonymi) a Rosją nie może być wyraźniejszy i bardziej niepokojący. Ingerencja NATO w konflikt zbrojny między Ukrainą a Rosją stała się pełnoprawną wojną zastępczą dla sojuszu. Jako przywódca NATO Stany Zjednoczone podjęły szereg niezwykle niebezpiecznych kroków w kierunku eskalacji. Najnowszą prowokacją jest decyzja administracji Joe Bidena zezwalająca Ukrainie na użycie taktycznych systemów rakietowych amerykańskiej armii dalekiego zasięgu (ATACMS), zdolnych trafić na odległość co najmniej 300 km w głąb Rosji. W odpowiedzi Moskwa przyjęła nową doktrynę nuklearną , ostrzegając, że użycie takich rakiet przez ukraińskiego pełnomocnika NATO oznaczałoby, że Moskwa jest oficjalnie w stanie wojny z sojuszem pod przewodnictwem USA. Być może prezydent Rosji Władimir Putin blefuje, ale ryzyko konfliktu nuklearnego między NATO a Moskwą wydaje się obecnie bardzo wysokie, pisze Ted Galen Carpenter .

  Kryzys rakietowy 2.0: Nikaragua pozwala Rosji na budowę baz wojskowych

To gorzka ironia losu, że decyzję o zezwoleniu Ukrainie na użycie amerykańskich rakiet, które mogą wywołać III wojnę światową, podjął najbardziej kulawy amerykański prezydent. W 59. minucie 11. godziny przywódcy Partii Demokratycznej wywarli presję na Bidena, aby wycofał się z wyścigu prezydenckiego. Zrobili to, ponieważ dowody na jego pogorszenie funkcji poznawczych stały się niezaprzeczalne. Jednak jego następczyni Kamala Harris przegrała wybory prezydenckie z kandydatem Republikanów Donaldem Trumpem.

Stwierdzenie, że administracja Bidena nie ma mandatu do podjęcia tak kluczowej decyzji w sprawie wojny i pokoju, byłoby monumentalnym niedopowiedzeniem. Można jednak śmiało powiedzieć, że obecna ekipa ds. polityki zagranicznej nie jest wyłącznie odpowiedzialna za zrujnowanie stosunków z Rosją i sprowokowanie nowej zimnej wojny o konsekwencjach nuklearnych. To „osiągnięcie” było wysiłkiem obu stron, który trwał ponad 3 dekady.

Pod koniec rządów George’a H. W. Busha sondaże w Rosji wykazały, że prawie 80 procent Rosjan pozytywnie ocenia Stany Zjednoczone. Pod koniec rządów Billa Clintona prawie taki sam odsetek miał negatywną opinię.

Trudno było uznać ten rozwój za zaskakujący. Podczas swojej kadencji Clinton i jego nienawidzący Rosji doradcy (zwłaszcza ambasador ONZ, a później sekretarz stanu Madeleine Albright) kilkakrotnie antagonizowali Moskwę . Waszyngton robił wszystko, co w jego mocy, aby zaatakować dawnych religijnych i politycznych klientów Rosji, Serbów, gdy federacja jugosłowiańska upadła. Największym ciosem dla stosunków Wschód-Zachód była jednak decyzja administracji Clintona o rozszerzeniu NATO o Polskę, Czechy i Węgry.

Następca Clintona, George W. Bush, kontynuował i zintensyfikował politykę prowokowania i antagonizowania Rosji. Późniejsze rozszerzenia NATO sprowadziły amerykańską potęgę militarną do bezpośredniego sąsiedztwa Rosji poprzez dodanie nowych członków, takich jak trzy republiki bałtyckie, Słowacja, Bułgaria i Rumunia. Najbardziej prowokacyjna była próba Busha włączenia Ukrainy do sojuszu . Chociaż Niemcy i Francja tymczasowo zablokowały natychmiastowe kroki mające na celu uczynienie Ukrainy członkiem, ostateczny cel Waszyngtonu był bardzo jasny.

Putin i inni urzędnicy coraz częściej ostrzegali przed coraz większą liczbą członkostwa Ukrainy w NATO. Waszyngton i jego kluczowi europejscy sojusznicy zignorowali te ostrzeżenia, ale w 2014 roku stało się jasne, że Kreml nie blefuje. Kiedy prezydent Barack Obama i kluczowi przywódcy europejscy pomogli obalić ogólnie prorosyjskiego prezydenta Ukrainy i zainstalować reżim podporządkowany NATO, Moskwa wzięła odwet stanowczo, niszcząc strategiczny, ale w dużej mierze zaludniony przez Rosję Półwysep Krymski, aby przejąć Ukrainę.

Stosunki między Zachodem a Rosją uległy dalszemu pogorszeniu. Jesienią 2021 roku Kreml zaproponował nowe stosunki z Zachodem, odpowiadające minimalnym żądaniom Rosji. Wśród żądań znalazło się m.in. zagwarantowanie Ukrainie neutralnego statusu, co wykluczało perspektywę ewentualnego członkostwa Kijowa w NATO. Kreml zażądał także wycofania zaawansowanej amerykańskiej broni z najbardziej wysuniętych na wschód członków NATO. Sprowadziło się to do postawienia ultimatum i gdy administracja Bidena z pogardą potraktowała żądania Moskwy , w lutym 2022 roku Kreml rozpoczął inwazję na Ukrainę na pełną skalę. Ofensywa ta, w połączeniu z decyzją Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników o nałożeniu na Rosję ostrych sankcji gospodarczych, wywołała eskalację kryzysu militarnego.

  Twardo mówiąca armia brytyjska nie jest w stanie wypełnić nawet stadionu Wembley; NATO równie słabe

Nie jest pewne, czy prezydent-elekt Trump zamierza zakończyć niebezpieczny konflikt z Moskwą Wbrew stronniczemu mitowi, że Trump jest marionetką Putina, jego rzeczywista polityka podczas pierwszej kadencji była niezmiennie twarda . Możemy jednak mieć nadzieję, że w pełni zrozumiał, jaką katastrofą stał się dla obu krajów romans Waszyngtonu z Ukrainą. Przywrócenie dwustronnych stosunków opartych na współpracy z Rosją jest niezbędne dla pokoju na świecie.

Niepokojące jest jednak to, że Trump może nie dostać takiej szansy, nawet jeśli będzie chciał wycofać się z kuszącej otchłani. Ustępującej administracji Bidena pozostały u władzy prawie dwa miesiące i jeśli przywódcy rządów tego chcą, to więcej niż wystarczająco czasu, aby pogrążyć kraj w wojnie nuklearnej. Zachowanie Bidena w ostatnich tygodniach, zwłaszcza zezwolenie Ukrainie na atak na Rosję za pomocą dostarczonych przez USA rakiet dalekiego zasięgu, jest bardziej niż lekkomyślne. Dziedzictwo Bidena już jest złe, ale może się pogorszyć.