Archiwa kategorii: Uncategorized

Podwyżki energii nie tylko dla gospodarstw domowych…


Powstanie specjalny fundusz, z którego rekompensowany będzie wzrost cen prądu – poinformowali w poniedziałek przedstawiciele resortu energii. Skorzystać z niego będą mogły gospodarstwa domowe i sektor MŚP. Koszt rekompensat ma sięgnąć 4-5 mld zł – szacuje ME.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski poinformował na poniedziałkowej konferencji prasowej, że powstanie nowy fundusz efektywności energetycznej i rekompensat, z którego zadaniem będzie stworzenie „pewnej poduszki na ten trudny okres”.

W połowie listopada Urząd Regulacji Energetyki otrzymał wnioski taryfowe na sprzedaż energii na przyszły rok od wszystkich czterech sprzedawców z urzędu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że firmy energetyczne planują podwyżkę cen prądu od nowego roku.

Wiceminister energii Tadeusz Skobel poinformował na konferencji, że prezes URE nową taryfę na 2019 r. powinien zatwierdzić ok. 15 grudnia.

Minister energii podkreślił, że za wzrost cen prądu odpowiada m.in. rosnąca cena uprawnień do emisji CO2. Jest ona szczególnie istotna dla gospodarek opartych głównie na paliwach kopalnych, węglu.

Według wyliczeń ME cena energii w taryfie G w 2019 roku może wynieść 302 zł/MWh wobec 242,2 zł/MWh w 2018 roku. Skobel poinformował z kolei, że w stosunku do 2013 roku wzrost cen energii w taryfie sięgnie w przyszłym roku około 7 proc. Taryfą G objęte są przede wszystkim gospodarstwa domowe.

Jak wyjaśnili przedstawiciele ME rekompensatami objęte będą gospodarstwa domowe, sektor MŚP, hospicja czy domy opieki społecznej. System obowiązywać będzie przez rok, a jego koszt sięgnąć – według ministerstwa 4-5 mld zł.

Wiceminister Skobel wyjaśnił, że z rekompensat wyłączone będą firmy, które korzystają z pomocy de minimis, a także podmioty, które mają wieloletnie umowy na dostawy prądu. Według resortu, w tym ostatnim przykładzie oferowane ceny za energię są „na tyle atrakcyjne, że nie zachodzi potrzeba wspierania ich w ramach tego sytemu”.

Skobel dodał, że w przypadku gospodarstw domowych, rekompensaty będą naliczane „automatycznie”. Z kolei w przypadku firm, będą one musiały wystąpić z odpowiednim wnioskiem. Rekompensaty mają zacząć być wypłacane w kwietniu 2019 roku – wskazał wiceminister.

Ministerstwo wyjaśniło, że do funduszu rekompensat trafią środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, darowizny i zapisy, czy wpłaty z koncernów energetycznych posiadających powyżej 1 mln klientów.

Minister Krzysztof Tchórzewski przypomniał, że zwrócił się do spółek energetycznych, by te znalazły oszczędności, które mogłyby przeznaczyć na rekompensaty. W przyszłym roku ma być to ok. 1 mld zł. „Cieszę się, że wyszły na przeciw oczekiwaniom (…) W ramach ME wyceniliśmy, jeśli chodzi o możliwości spółek energetycznych, że te oszczędności są możliwe na ok. 1 mld zł, żeby wprowadzić odpowiednie środki do tego funduszu efektywności energetycznej i rekompensat” – powiedział. „Stosowna ustawa jest przygotowana. W najbliższym czasie zostanie skierowana pod obrady Sejmu i Senatu” – zapewnił wiceminister energii Tadeusz Skobel.

info PAP

KOMENTARZ MÓJ – MIAŁY BYĆ PODWYŻKI TYLKO DLA INDYWIDUALNYCH ODBIORCÓW CZYLI DLA 🙂 LUDU ….. MIAŁO TO UCHRONIĆ LUD PRZED PODWYŻKAMI PRODUKTÓW HANDLOWYCH W TYM ŻYWNOŚCI

A JEDNAK OKAZUJE SIĘ ŻE ZAKŁADY PRODUKCYJNE RÓWNIEŻ ZAPŁACĄ WYŻSZE CENY O 50 % W PRZYPADKU ODBIORCÓW INDYWIDUALNYCH JEST TO DUŻO

ALE W PRZYPADKU ZAKŁADÓW PRODUKCYJNYCH SZCZEGÓLNIE PRODUCENTÓW ŻYWNOŚCI ZAKŁ. MIĘSNE , PIEKARNIE I TP WŁĄCZNIE Z PRODUCENTAMI ROLNYMI

PODWYŻKA O 50 % TO PRAWDZIWY CIOS

dla przykładu podam koszt miesięczny zużycia energii elektrycznej w małej piekarni która dobowo wypieka 2000 bochenków chleba

JEST TO SUMA OKOŁO 8000 ZŁ

ZATEM O ILE WZROŚNIE CENA CHLEBA JEŚLI PO PODWYŻCE RACHUNEK MIESIĘCZNY BĘDZIE OPIEWAŁ NA KWOTĘ OKOŁO 12 000 ZŁ

O RESTAURACJACH I INNYCH USŁUGACH N.P FRYZJER NIE WSPOMINAM

 

Macron KAPITULUJE ! ? czyli opór i walka ma sens.


Francuski prezydent Emmanuel Macron pod wpływem społecznych protestów wygłosił orędzie do narodu, w którym starał się odpowiedzieć na postulaty „żółtych kamizelek”.. Zapowiada on więc podwyżkę płacy minimalnej o sto euro miesięcznie już od przyszłego roku, zwolnienie z podatków wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny, a także nawołuje pracodawców do wypłaty specjalnych premii na zakończenie roku.

Przemówienie francuskiej głowy państwa było szeroko zapowiadane, ponieważ w ostatnich tygodniach przez ulice francuskich miast przetoczyły się protesty „żółtych kamizelek”, czyli osób demonstrujących głównie przeciwko podwyżce akcyzy na benzynę. Ostatecznie Macron w ostatnich dniach na pół roku zawiesił wprowadzenie nowych obciążeń dla zwykłych obywateli, przy czymk w swoim orędziu do francuskiego narodu nie poruszał tej tematyki.

Skupił się on bowiem na zaspokojeniu oczekiwań Francuzów w inny sposób. Tym samym Macron zapowiedział wzrost płacy minimalnej o sto euro miesięcznie już od przyszłego roku (w ostatnich dniach rządzący sprzeciwiali się takiemu rozwiązaniu), odstąpienie od pobierania podatku od wypracowanych nadgodzin, a także zwolnienie z opodatkowania premii na koniec bieżącego roku, do wypłacenia których ma przekonać w najbliższym czasie francuskich przedsiębiorców.

Jednocześnie Macron usprawiedliwiał obniżkę niektórych podatków dla najbogatszych, w tym głównie obciążeń fiskalnych dotyczących posiadaczy nieruchomości. Jego zdaniem osoby bogate są potrzebne Francji do odbudowy miejsc pracy we wszystkich sektorach gospodarki, przy czym ma on rozmawiać z nimi na temat „pomocy narodowi, aby odniósł sukces”. Dodatkowo Macron postuluje walkę z unikaniem opodatkowania przez wielkie korporacje.

Od 16 grudnia do 1 marca mają z kolei odbywać się narodowe konsultacje na temat transformacji ekologicznej i społecznej, które mają dotyczyć najważniejszych pytań odnoszących się do zmian klimatycznych. Ponadto Macron chce szerokiej dyskusji na tematy związane z „głęboką tożsamością narodową” oraz imigracją. Możliwe jest tez wprowadzenie „bardziej sprawiedliwej ordynacji wyborczej”, aby francuscy politycy w większym stopniu odwoływali się do głosu społeczeństwa.

Macron ponadto potępił zamieszki występujące podczas demonstracji „żółtych kamizelek”, ponieważ jego zdaniem postulaty Francuzów były słuszne, lecz sama przemoc była nieuzasadniona. Zdaniem francuskiego prezydenta „nic nie usprawiedliwia” ataków na policjantów, żandarmów czy polityków.

Na podstawie: lefigaro.fr,

Nadija Sawczenko – Śmierć głodowa w Banderowskich kazamatach


W wyniku „suchej głodówki” Nadiji Sawczenko poczerniały ręce – twierdzi jej siostra Wira Sawczenko.

O domniemanym stanie zdrowia ukraińskiej deputowanej, która od marca br. siedzi w ukraińskim areszcie oskarżona o próbę zamachu stanu, poinformowała w poniedziałek w mediach społecznościowych jej siostra Wira.

„Właśnie byłam u Nadiji na widzeniu. Piąty dzień SUCHEJ GŁODÓWKI!!! Wygląda bardzo źle.” – napisała Wira Sawczenko na Facebooku podkreślając, że nie widziała jej takiej nawet w rosyjskim więzieniu, gdzie Nadija również głodowała. „Gdy człowiek tak raptownie przechodzi na suchą głodówkę, gaśnie w oczach. Twarz o nieżywym kolorze. Czernieją ręce od zgęstniałej w żyłach krwi. W nocy skurcze. Bolą nerki. Oczy jeszcze świecą życiem.” – opisała domniemany wygląd siostry Wira Sawczenko.

W swoim wpisie siostra ukraińskiej deputowanej zarzuciła hipokryzję wszystkim, którzy „robili PR na Nadiji”, a obecnie milczą o tym, że „na Ukrainie odbywa się to samo, co w Rosji”.

Nadija Sawczenko ogłosiła głodówkę 5. grudnia wraz z odmową przyjmowania płynów. Na jej koncie na Facebooku pojawiło się tego dnia oświadczenie, w którym napisano, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy szantażuje jej adwokatów domagając się od nich podpisania dokumentu o zapoznaniu się z materiałami śledztwa w zamian za zgodę na odwiedziny jej rodziny oraz umożliwienie jej rejestracji jako kandydata na prezydenta. Podpisanie dokumentu przez adwokatów ma jakoby służyć szybkiemu rozpoczęciu jej procesu.

Nadija Sawczenko to pilot ukraińskich sił zbrojnych, w 2014 roku wzięta do niewoli przez donbaskich separatystów i przekazana władzom rosyjskim. Pod zarzutem zabicia dwóch rosyjskich dziennikarzy spędziła w rosyjskich aresztach i więzieniach dwa lata, gdzie również ogłosiła długotrwałą głodówkę. W październiku 2014 roku zaocznie wybrano ją do ukraińskiego parlamentu z list Batkiwszczyny Julii Tymoszenko. W maju 2015 roku rosyjskie władze wymieniły ją na skazanych na Ukrainie dwóch żołnierzy GRU. Z rąk Petra Poroszenki otrzymała tytuł Bohatera Ukrainy. W 2016 roku została usunięta z partii, z której list dostała się do parlamentu z powodu spotkania z przywódcami separatystów w Mińsku. Sawczenko zaczęła oskarżać władze Ukrainy o niechęć do politycznego rozwiązania konfliktu donbaskiego i celową kontynuację wojny.

Według ukraińskiej prokuratury generalnej, Sawczenko uczestniczyła w przerzucie broni z terenów znajdujących się pod kontrolą donbaskich separatystów, która miała być wykorzystana do ataku na Radę Najwyższą – ukraiński parlament. Agencja UNIAN podała, że w związku z planowaniem przewrotu Sawczenko grozi nawet dożywocie.

Przypomnijmy, że w październiku br. Ołeh Sencow, Ukrainiec odbywający karę więzienia w rosyjskiej kolonii karnej, ogłosił, że kończy głodówkę zaczętą jeszcze w maju tego roku.

Kresy.pl / pravda.com.ua

Putin ją wypuścił WALTZMAN ZAGŁODZI NA ŚMIERĆ 

FILM -Uwaga ! Niebezpieczni „GOŚCIE” agenci trzeciego poziomu , sączą słodką truciznę


Według niedawnych doniesień medialnych obóz „dobrej zmiany” ma zakaz mówienia o szerokim napływie imigrantów do Polski, aby Prawo i Sprawiedliwość nie straciło w zbliżających się wyborach do Sejmu i Parlamentu Europejskiego. Sprawą zajął się jednak sympatyzujący z władzą tygodnik „Do Rzeczy”, który zauważa rosnącą lawinowo liczbę cudzoziemców przebywających w naszym kraju, coraz więcej popełnianych przez nich przestępstw, a także brak realnych działań rządzących mających na celu sprowadzić do ojczyzny polskich emigrantów.

Artykuł „Coraz więcej imigrantów” ukazał się dzisiaj w najnowszym numerze gazety, a jego autorem jest znany skądinąd dobrze nacjonalistom redaktor Wojciech Wybranowski. To właśnie on przed rokiem sporządził mało obiektywny tekst, w którym mimo zamieszczonych wypowiedzi przedstawicieli Szturmowców, sugerował cały czas rzekome związki „Czarnego Bloku” z poglądami neonazistowskimi. Tym razem Wybranowski stanął jednak na wysokości zadania i przedstawił sporą garść faktów niewygodnych dla rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczonej Prawicy.

Dziennikarz rozpoczyna swój tekst od kwestii Międzynarodowej Konferencji w Sprawie Globalnego Porozumienia na rzecz Imigracji, która pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych rozpoczyna się już dzisiaj w marokańskim Marrakeszu. Wybranowski przypomina, że rządzący odmówili podpisania tego dokumentu jako zagrażającego bezpieczeństwu narodowemu, ale kilka miesięcy wcześniej podpisali inną „deklarację z Marrakeszu”, również promującą ruchy migracyjne.

Bez względu na treść i sens obu porozumień, dziennikarz „Do Rzeczy” stwierdza, że i tak od dłuższego czasu do Polski bez żadnych deklaracji masowo napływają imigranci. Przy okazji przytacza przykład swojego rodzinnego miasta, czyli Poznania, gdzie w okolicach jednej z arabskich restauracji (będącej miejscem spotkań obcokrajowców z Afryki i Bliskiego Wschodu) coraz częściej dochodzi zwłaszcza do przypadków zaczepiania młodych kobiet. Właściciel firmy działającej niedaleko lokalu mówi z kolei o ich agresywnych zachowaniach, w tym wszczynanych bijatykach.

W dalszej części tekstu Wybranowski przytacza dane publikowane między innymi na naszym portalu, a więc pochodzące głównie z informacji publikowanych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców. Dotyczą one właśnie lawinowego wzrostu liczby obcokrajowców napływających do Polski, w tym tych pochodzących z państw muzułmańskich. Dziennikarz przypomina więc, że w 2015 roku ówczesna premier Ewa Kopacz deklarowała przyjęcie „uchodźców” z Bliskiego Wschodu, co było jedną z głównych przyczyn wyborczej porażki Platformy Obywatelskiej i tym samym zwycięstwa centroprawicy.

Polacy obawiali się wówczas m.in. przestępstw popełnianych przez imigrantów spoza Europy, którzy zwłaszcza w państwach zachodnich słyną z nagminnego łamania prawa. „Do Rzeczy” zwraca więc uwagę, że obawy te mają potwierdzenie w statystykach, ponieważ Ukraińców dotyczy obecnie 80 proc. listów gończych wydanych za obcokrajowcami, natomiast w ubiegłym roku liczba przestępstw dokonywanych przez cudzoziemców wzrosła o blisko 40 proc. w stosunku do roku wcześniejszego. Ponadto w policyjnej bazie osób poszukiwanych widnieją m.in. obcokrajowcy poszukiwani za handel ludźmi, sutenerstwo, zabójstwa czy działalność terrorystyczną.

Tygodnik przypomina też kilka najgłośniejszych spraw kryminalnych z udziałem imigrantów. Chodzi m.in. o atak na policjantów w Zgierzu przez grupkę imigrantów zza wschodniej granicy, działalność ukraińskiego gangu zmuszającego Polaków torturami do wydania im pieniędzy i kosztowności, czy też mord na mieszkańce Łodzi dokonany przez Gruzina. Dodatkowo Wybranowski pisze o chorobach przywożonych przez imigrantów, zwłaszcza w kontekście rosnącej liczby zachorowań na odrę czy krztusiec na sąsiedniej Ukrainie.

Artykuł kończy przypomnienie nacisków lobby biznesowego na masowe sprowadzanie pracowników spoza granic naszego kraju, a także domaganie się przez nich jeszcze szerszego otwarcia granic. Wybranowski przypomina jednak, że rząd nie zrobił nic w kierunku zachęcenia pracodawców do inwestycji w zatrudnione przez siebie osoby, co powoduje, iż do Polski nie wracają emigranci do państw zachodnich, ani też repatrianci z Kazachstanu. Sprowadzanie imigrantów z dawnych republik sowieckich i krajów islamskich ma być więc najprostszym rozwiązaniem, lecz istnieją obawy czy Polska jest w ogóle na to przygotowana.

Na podstawie: „Do Rzeczy”.

Namiestnik „Jerozolimski”urzędujący w Warszawie ODPALIŁ CHANUKOWE ŚWIECE …


Podobnie jak w Sejmie, tak i w Pałacu Prezydenckiej doszło do uroczystości odpalenia świec z okazji żydowskiego święta Chanuki. Prezydent Andrzej Duda nie ograniczył swojej aktywności jedynie do obsługi zapałek, dlatego można było posłuchać jego dorocznego bredzenia o tysiącletniej wspólnej historii Polaków i Żydów, czy też o mieszkających w naszym kraju Żydach jako „wielkiej polskiej tradycji”.

Kancelaria Prezydenta już kilka dni temu zapowiedziała uroczystość, którą w Pałacu Prezydenckim zapoczątkował jeszcze Lech Kaczyński. Tradycję tę podtrzymuje obecnie jego pilny uczeń, dlatego obecna głowa państwa podkreślała znaczenie tego wydarzenia z powodu jego rzekomych związków ze stuleciem odzyskania niepodległości przez nasz kraj. Duda twierdził więc, że zapalenie chanukowego świecznika jest symbolem przetrwania Żydów „polskich”.

„Bardzo dziękuję, że możemy w to święto, święto Chanuki  – w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości – spotkać się jako wspólnota ludzi mieszkających w Polsce, jako wspólnota tych, którzy stanowią polskie społeczeństwo, którzy chcą być razem” – bredził więc prezydent, który dodawał, iż Żydzi są „wielką polską tradycją”, a historia współistnienia Polaków i Żydów liczy sobie rzekomo już tysiąc lat.

Podobnie jak w środę w Sejmie, tak i teraz w uroczystości wzięli udział m.in. były ambasador Izraela Szewach Weiss oraz przedstawiciele żydowskiej sekty z organizacji Chabad-Lubawicz.

Na podstawie: prezydent.pl, dorzeczy.pl.

Zobacz również:

Chanukowe świece znowu w Sejmie

FILM – unikalny – Holandia włączono TESTOWO PRZEKAŹNIK 5G – masakra


Miasto Denn Haag (Holandia) – w okolicach dworca kolejowego zainstalowano pierwszy testowy maszt 5G, zobacz co działo się z ptactwem

 ptaki wpadły w szał, zdechło kilkaset sztuk.

===================

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało wstępną wersję wytycznych Strategii 5G dla Polski. Lektura długa i nużąca, dlatego też postaramy się przekazać wam tylko najważniejsze informacje w niej zawarte. Najistotniejszy wydaje się być harmonogram wdrożeniowy. Ministerstwo zakłada, że dzięki sprzyjającym warunkom do inwestycji, pierwsi Polacy będą mogli już korzystać z dobrodziejstw sieci 5G już w 2020 roku.

Ministerstwo Cyfryzacji obrało sobie za cel, tu wiernie cytuję dokument: przyspieszenie i usprawnienie procesu inwestycyjnego, obniżenie kosztów utrzymania wybudowanej infrastruktury, terminowe udostępnienie widma radiowego a także aktywne uczestnictwo na arenie międzynarodowej w zakresie wdrożenia sieci 5G oraz przegląd obowiązujących rozwiązań regulacyjnych w zakresie telekomunikacji w celu zapewnienia, że są one przystosowane do nadchodzących potrzeb związanych z rozwojem technologii mobilnych.

Strategia 5G dla Polski: pierwsze miasto w sieci 5G już w 2020 r. Większość miast w 2025 r.

Strategia 5G dla Polski zakłada, że w 2020 r. sieć 5G ma być dostępna co najmniej w jednym dużym ośrodku miejskim. Co ciekawe, rekomendowanym miastem pokazowym ma nie być stolica, a Łódź. Główne szlaki komunikacyjne i pozostałe duże miasta mają być objęte zasięgiem sieci 5G już w 2025 r.

Już w tym roku Ministerstwo chce pod względem legislacyjnym przygotować grunt pod przyszłe inwestycje. Prezentowanych planów w dokumencie jest wiele. Tym kontrowersyjnym może być zakaz powielania infrastruktury telekomunikacyjnej przez instytucje publiczne z uwagi na potencjalny konflikt z unijnym rozporządzeniem WiFi4EU, motywującym te instytucje do zapewniania nieodpłatnego bezprzewodowego lokalnego dostępu do Internetu w miejscach publicznych.

Problemów z jakimi będzie musiało się zmierzyć Ministerstwo Cyfryzacji jest wiele. Należą do nich polskie normy promieniowania elektromagnetycznego, które ograniczają możliwości rozbudowy sieciowej infrastruktury, oraz prawo budowlane, z powodu którego dostęp do publicznej infrastruktury – w tym komunalnej – jest dla operatorów utrudniony lub kosztowny.

Częstotliwości, jakie mają być wykorzystane, to zakresy 700 MHz. 3,4-3,8 GHz i 26 GHz.

POWYŻSZY TEKST TO INFORMACJE DLA DEBILI I TUMANÓW ……….. 

których w Polsce jest przygniatająca większość coś około 95 % i to oni !! jako większość !

doprowadzą do wprowadzenia tej technologii w Polsce ….

A TERAZ DLA NORMALNYCH I DOCIEKLIWYCH …….. czyli dla około 5 % Polskiego społeczeństwa …… W IMIĘ WYGODY I POSTĘPU A NAS WŁAŚNIE TUMANY OKRZYKNĄ

DURNIAMI I CIEMNOGRODEM …… „DYKTATURA CEBULAKÓW ” TRWA !! A SKUTKI BĘDZIEMY PONOSILI MY !! ŚWIADOMI !! I TO BĘDZIE NASZA WINA !! BO TO MY !! NIE PRZEGONILIŚMY W STOSOWNYM CZASIE IDIOTÓW PRZYGŁUPÓW I DEBILI OD MOŻLIWOŚCI PROJEKTOWANIA NAM PRZYSZŁOŚCI ……..

DO RZECZY

Technologia 5G groźna dla zdrowia

Cały problem w technologii 5G tkwi w jej szkodliwości dla ludzkiego zdrowia.

W 2015 r. ponad 230 naukowców wystosowało specjalny list do przedstawicieli ONZ z ostrzeżeniem przed skutkami szkodliwego promieniowania pola elektromagnetycznego.

3 września 2017 roku ponad 180 naukowców i lekarzy z 36 krajów podpisało apel, w którym domagali się od Unii Europejskiej wprowadzania zakazu technologii 5G w Europie

Głównie chodzi o to, że sieć 5G może korzystać z nowego rodzaju fal, które mogą niekorzystnie wpływać na organizm człowieka.

Mogą negatywnie wpływać na mózg oraz  na rozwój nowotworów w jego ciele.

Wiąże się to z masywnym zwiększeniem promieniowania wytwarzanego przez fale radiowe, które w technologii 5G można przesyłać tylko na krótkich dystansach.

Co za tym idzie, odbiorniki będą instalowane mniej więcej co 75 metrów.

Oznacza to, że ich zagęszczenie nawet na małym terenie będzie olbrzymie, a ludzie, chcąc nie chcąc będą co rusz narażeni na bardzo silne promieniowanie.

W swoim liście naukowcy i lekarze pisali:

Przesyłanie informacji w sieci 5G odbywa się prawidłowo tylko na niewielkich odległościach.

Poza tym jej sygnał ciężko przechodzi przez ciała stałe. Stąd, w celu jej uruchomienia, trzeba będzie wybudować wiele nowych anten, jedna powinna przypadać przynajmniej na 10 – 12 domów.

W takich warunkach niemożliwym będzie uniknięcie ekspozycji na jej promieniowanie.

Przy zwiększonej ilości przekaźników technologii 5G, lwia część połączeń, tj. 10 do 20 mld, przypadnie na Internet Rzeczy (m.in. lodówki, pralki, kamery do monitoringu, samosterujące samochody).

W związku z tym przeciętny obywatel Unii Europejskiej będzie znacznie bardziej narażony na zwiększoną i długoterminową ekspozycję na RF-EMF.

Tymczasem ani UE, ani przedstawiciele samej Polski nic nie zrobili sobie z apelu i nadal widzą w technologii 5G szansę na lepszą przyszłość.

Pytanie tylko – dla kogo?

+ dodatek dla dociekliwych 

Technologia 5G i pole elektromagnetyczne

Naukowcy z całego świata zwracają przede wszystkim uwagę na to, że upowszechnienie technologii 5G istotnie zwiększy naszą ekspozycję na pole elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (tzw. RF-EMF), które już teraz jest emitowane przez sieci: 2G, 3G, 4G i Wi-Fi.

Wdrożenie masowego korzystania z sieci 5G będzie wymagało wybudowania wielu nowych anten, ponieważ przesyłanie informacji w tych częstotliwościach działa prawidłowo jedynie w niewielkich odległościach.

Jeżeli więc zaczniemy masowo korzystać z sieci 5G niemożliwym stanie się uniknięcie ekspozycji na jej promieniowanie.

 

technologia-5g.jpg
Technologia 5G fot.123rf.com

 

Zwiększona ilość przekaźników sprawi, że będzie ona wykorzystywana m.in. przez lodówki, pralki, kamery do monitoringu, samosterujące samochody.

W związku z tym przeciętny obywatel Unii Europejskiej nie uniknie zwiększonej i długoterminowej ekspozycji na RF-EMF.

Szkodliwość RF-EMF

O szkodliwość RF-EMF naukowcy donoszą już od kilku lat. Pisało o tym ponad 230 naukowców z ponad 40 krajów w liście skierowanym do ONZ i WHO z 2015 roku.

Potwierdziły to badania amerykańskiego National Toxicology Program (NTP) oraz działająca przy WHO Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, która zaklasyfikowała pole elektromagnetyczne o częstotliwości między 30 KHz a 300 GHz do grupy czynników prawdopodobnie rakotwórczych.

Udowodniono, że pole elektromagnetyczne emitowane przez urządzenia elektryczne
i bezprzewodowe szkodliwie wpływa na rośliny, ludzi i zwierzęta (powoduje wzrost zachorowań na raka mózgu i serca).

 

technologia-5g.jpg
fot.123rf.com

 

Istnieje potwierdzony związek między tym polem a wzrostem zachorowań na nowotwory, wzrostem ilości szkodliwych wolnych rodników, uszkodzeń genetycznych, zmian strukturalnych i funkcyjnych układu rozrodczego, luk w pamięci i trudności w uczeniu się, zaburzeń neurologicznych i ogólnego złego samopoczucia.

Objawy te coraz częściej pojawiają się u Europejczyków, którzy narażeni są na długoletnią ekspozycję na pole elektromagnetyczne i sieci bezprzewodowe.

W 2016 Europejska Akademia EUROPAEM stwierdziła, że:

„[…]istnieją silne dowody na to, że długoterminowa ekspozycja na pole elektromagnetyczne może powodować wzrost zachorowań na nowotwory, Alzheimera i bezpłodność. Częściej jednak mamy do czynienia z objawami nadwrażliwości na EMF, m.in. bólami głowy, trudnościami
z koncentracją, problemami ze snem, depresją, brakiem energii, zmęczeniem i symptomami grypopodobnymi”.

 

Ignorowanie zasady ostrożności

W swoim apelu lekarze i naukowcy zwracają uwagę na fakt, że upowszechnienie technologii 5G ignoruje przyjętą w 2005 roku przez Unię Europejską zasadę ostrożności, która głosi, że:

„Jeśli istnieje ryzyko, nawet słabo rozpoznane przez naukowców, że działalność człowieka mogłaby doprowadzić do nieakceptowalnej szkody, to należy podjąć wszelkie działania mające na celu niedopuszczenie lub minimalizację skutków tej szkody”.

Tym samym, zgodnie z przyjętą przez Radę Europy w 2011 roku „Rezolucją 1815”:

„Należy podjąć wszelkie uzasadnione kroki w celu zmniejszenia ekspozycji na pole elektromagnetyczne, głównie częstotliwości radiowe emitowane przez telefony komórkowe, szczególnie w przypadku dzieci i młodych ludzi, najbardziej narażonych na zachorowania na nowotwory mózgu”.

Co więcej, zasady dopuszczalności doświadczeń na ludziach związanych również
z wprowadzeniem sieci 5G i zwiększeniem emisji RF-EMF reguluje pochodzący z 1945 roku Kodeks Norymberski, w którym napisano:

„Nie powinno przeprowadzać się żadnego eksperymentu, co do którego z góry można mieć wątpliwości czy nie doprowadzi do śmierci lub uszkodzeń organizmu ludzkiego”.

A jak wiadomo z dotychczas opublikowanych prac naukowych, sieć 5G stanowi realne niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzkiego.

O niebezpieczeństwie tym informuje nawet Europejska Agencja Ochrony Środowiska:

„Istnieje wiele przykładów na to, jak w przeszłości, po zignorowaniu zasady ostrożności, mieliśmy do czynienia z poważnymi i często nieodwracalnymi szkodami wyrządzonymi zdrowiu
i środowisku. Trzeba pamiętać, że ekspozycja na czynnik szkodliwy może trwać wiele lat, zanim jego szkodliwość zostanie dowiedziona”.

Bezpieczeństwo w interesie przemysłu

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze – takim jednym zdaniem można byłoby podsumować rozważania naukowców na temat tego, dlaczego ignorowane są doniesienia
o szkodliwości ekspozycji RF-EMF na ludzkie zdrowie i bezpieczeństwo.

Dowody dotyczące szkodliwości promieniowania odnoszą się do poziomu znacznie niższego niż tego, który Międzynarodowa Komisja ds. Ochrony Przed Promieniowaniem Niejonizującym uznała za bezpieczny.

W związku z tym należałoby opracować nowe wytyczne, jednak ze względu na konflikt interesów członków komisji, którzy mają powiązania z firmami telekomunikacyjnymi i elektrycznymi, ich aktualizacja jest ciągle odwlekana.

Nikt do tej pory nie podjął także zaproszenia do dyskusji przedstawicieli dziedzin medycznych, głównie onkologów, którzy mogliby przedstawić związki pomiędzy RF-EMF a kancerogennością.

Apel do Unii Europejskiej

W związku z powyższym lekarze i naukowcy apelują do Unii Europejskiej, aby:

  • Podjęła wszystkie możliwe działania, które mogą zapobiec rozpowszechnianiu sieci 5G, dopóki naukowcy nie dowiodą, że jest ono bezpieczne dla obywateli Unii Europejskiej,
    a zwłaszcza dla kobiet ciężarnych, dzieci, niemowląt i środowiska.
  • Poinformowała swych obywateli o zagrożeniach płynących z promieniowania RF-EMF oraz nakłoniła kraje członkowskie do wprowadzenia w życie zapisów „Rezolucji 1815”.
  • W trybie natychmiastowym wyznaczyła grupę niezależnych i bezstronnych ekspertów
    z dziedziny zdrowia i pola elektromagnetycznego, która ponownie mogłaby przeanalizować jego promieniowanie pod kątem szkodliwości oraz:
  • a) ustalić nowe bezpieczne poziomy ekspozycji;
  • b) określić łączny poziom ekspozycji tego promieniowania na obywateli Unii Europejskiej;
  • c) opracować i wdrożyć zasady dotyczące unikania promieniowania przekraczającego nowe bezpieczne limity.
  • Zabroniła branży bezprzewodowej lub telekomunikacyjnej wpływania na urzędników Unii Europejskiej podczas podejmowania decyzji dotyczących uruchomienia sieci 5G.
  • Była przychylna zaakceptowaniu i realizacji zastępowania technologii bezprzewodowej – telekomunikacją technologią przewodową.
  • https://www.odkrywamyzakryte.com/technologia-5g/

SZTURM LUDU NA EUROPEJSKI PARLAMENT POLICJA W DEFENSYWIE


Regularne walki w Brukseli! Policja broni instytucji UE przed „żółtymi kamizelkami”. W ruch poszły armatki wodne i gaz łzawiący. WIDEO

 

Wzorem Francji, także w stolicy Belgii doszło w sobotę do wystąpień niezadowolonych obywateli. Protestujący próbowali wedrzeć się do brukselskiej siedziby Parlamentu Europejskiego.

Portal Euronews cytuje dane belgijskiej policji, według której na ulicach Brukseli pojawiło się w sobotę około tysiąca manifestantów. Zebrali się w dwóch dystryktach – Arts Lois i Porte de NamurIch, ale ich manifestacja szybko przeniosła się do centrum miasta gdzie znajdują się głównie instytucje władz belgijskich oraz organów Unii Europejskiej. Policja próbowała nie dopuścić obywateli pod te gmachy ustanawiając strefy zamknięte, odgrodzone zasiekami z drutu kolczastego. Uczestnicy manifestacji wznosili hasła ustąpienia obecnego centroprawicowego rządu Belgii z powodu rosnących kosztów życia zwykłych obywateli.

Wystąpienie miało gwałtowny przebieg. Demonstranci używali rac i rzucali kamieniami w funkcjonariuszy. Doszło do zniszczenia witryn sklepowych i samochodów. Uczestnicy manifestacji usiłowali wedrzeć się do budynku Parlamentu Europejskiego. Policja użyła pałek, gazu łzawiącego, a także armatki wodnej. Rzecznik brukselskiej policji Ilse Van De Keere zakomunikowała zatrzymanie około 400 osób. Według telewizji France24 70 z nich zostało aresztowanych. Manifestacja i starcia z policją trwały około pięciu godzin.

FRANCJA RELACJA

Gaz łzawiący i starcia z policją! Prawie tysiąc osób zatrzymanych, 135 rannych. Szef MSW Francji: Protest „Żółtych kamizelek” pod kontrolą

Według MSW, w samym Paryżu naliczono 8 tys. demonstrantów. W całym kraju dokonano około 700 aresztowań, ale nie zapobiegło to starciom protestujących z siłami porządku i czynom chuligańskim. Ponownie podpalano samochody, atakowano sklepy i próbowano wznosić uliczne barykady.

W stolicy policja podjęła tym razem silniejsze działania prewencyjne, zatrzymując już rano kilkaset osób, przeważnie pod zarzutem dołączenia do grup przygotowujących „akty przemocy przeciwko ludziom lub niszczenie mienia”. Według policyjnych danych, do godzin popołudniowych w Paryżu dokonano co najmniej 600 aresztowań czyli więcej niż przez całą sobotę, 1 grudnia.

Marsz protestujących ku pałacowi prezydenckiemu zablokowała na Polach Elizejskich policja, strzelająca granatami z gazem łzawiącym. Niesiono tam wielki transparent z żądaniem ustąpienia prezydenta Emmanuela Macrona i rozpisania przedterminowych wyborów.

Po raz pierwszy od początku publicznych wystąpień „żółtych kamizelek” na paryskich ulicach pojawiły się opancerzone pojazdy żandarmerii.

20.20.

W czasie sobotnich protestów „żółtych kamizelek” rannych zostało 135 osób, w tym 17 policjantów, a zatrzymano prawie tysiąc ludzi – poinformował szef MSW tego kraju Christophe Castaner. Protesty są „pod kontrolą” – zapewnił.

19.50. Jak powiedziała publicznemu radiu France Inter rzecznika MSW, po ubiegłotygodniowych zamieszkach szef resortu Christophe Castaner nakazał siłom bezpieczeństwa dostosowywanie ich strategii do okoliczności.

 

A W POLSCE ZA 20 DNI PODWYŻKA CEN PRĄDU DLA ODBIORCÓW INDYWIDUALNYCH CZYLI DLA LUDU  W GÓRĘ 

I CO ? I NIC POLACY TO BARDZO ZAMOŻNI LUDZIE 🙂 

TAK ZAMOŻNI ŻE SPRZEDAJĄ WŁASNĄ KREW …. ALE SWOIM WŁADCĄ NAWET…… 🙂 DLA SWOICH KATÓW I OPRAWCÓW GOTOWI SĄ NA BARDZO WIELE POŚWIECEŃ  

OBEJRZYJ FILM ………

 

Film A.Jabłonowski/Olszański o szambie portalu zbudowanego dla Polaków przez obcych


Witam wrzucam film ściągnięty z y.t kanału „takt tv” ponieważ ten film zniknie

źródło-https://www.youtube.com/channel/UClCD9blON5yTvISWflPk7hg

A zawiera bardzo mocną analizę jak Polacy skaczą sobie do oczu na RINGU ZBUDOWANYM DLA POLAKÓW GDZIE WALCZĄ POLACY Z POLAKAMI A SĘDZIUJĄ IM OBCY ……. DLA TEGO MNIE TAM JUŻ NIE MA …

ANALIZA FRANCJA – JEST NADZIEJA . POLSKA – W AGONII


Witam no na reszcie pojawia się co raz więcej publicystów którzy w sposób celny ! to znaczy odważny i językiem prostym i dosadnym opisują sytuacje aktualną ,

w końcu ja amator mogę sobie chyba dać już spokój z pisaniem nagrywaniem . BO !! DO TEJ PORY TO JA W ZASTĘPSTWIE A NAWET ZAMIAST . DZIENNIKARZY , ANALITYKÓW , PROZAIKÓW ET CE TERA PRZEZ 10 LAT MUSIAŁEM TO ROBIĆ ……. kilka razy nawet pisałem z zarzutem w treści „CZY JA MUSZĘ KURWA MAĆ ROBIĆ ZA WAS ROBOTĘ ?

no tak ale poniższy tekst w końcu uznaję za . zwolnienie mnie z tego ZASTĘPSTWA

mam nadzieje że pojawi się więcej i więcej takich publicystów

JA CHYBA NA PEWNO JUŻ WSZYSTKO NAPISAŁEM I POWIEDZIAŁEM 5000 WPISÓW NA BLOGU OKOŁO 2000 NAGRAŃ AV I AUDIO …….. PRZEGLĄDAM SWOJE ARCHIWUM I 🙂 SYTUACJA JEST KOMICZNA WŁAŚCIWIE MAM NAGRANY ALBO NAPISANY JAKIŚ MATERIAŁ KTÓRY PASUJE DO SPŁYWAJĄCYCH NIUSÓW Z WYDARZEŃ WYDAWAŁO BY SIĘ NOWYCH I ZASKAKUJĄCYCH 🙂 A JA MAM ZA KAŻDYM RAZEM GOTOWCA KTÓREGO TRZEBA TYLKO UAKTUALNIĆ O NOWĄ DATĘ I NAZWISKA AKTORÓW POLITYCZNYCH ZMIENIĆ BO OKOLICZNOŚCI I SEDNA TYCH SPRAW PASUJĄ IDEALNIE

ZATEM A ZRESZTĄ POPATRZCIE NA TEN FILM I PORÓWNAJCIE Z SYTUACJĄ OPISANA PONIŻEJ …………. SZCZEGÓLNIE W POLSCE  🙂

 

 

p.s ZROBIĘ TAKI MAŁY FILMIK DZISIAJ ….. 🙂 A TERAZ ZAPRASZAM TEKST PONIŻSZY WARTY UWAGI !

W przeciwieństwie do Polaków, Francuzi ciągle są narodem, który jest w stanie pogrozić politykom nieco bardziej niż tylko wpisami na Facebooku, i który jest w stanie wyjść na ulicę by zająć się sprawami swojej przyszłości, nie tylko przeszłości – pisze Karol Kaźmierczak

Manifestacje jakie przetaczały się przez ostatnie tygodnie nad Sekwaną są być może ostatnim okrzykiem starej Francji, a być może początkiem rewolucji politycznej. Jakkolwiek by nie było, Polacy, a szczególnie polscy prawicowcy niewiele z nich zrozumieli.

Detonatorem wystąpień społecznych była decyzja rządu Edouarda Philippe’a o podwyższeniu podatku paliwowego. Posunięcie to wpisywało się w agendę macronowskiego liberalizmu, dla którego ekologia jest okiem puszczanym do lewicowego elektoratu by tym szybciej przełknął gorzką pigułkę bynajmniej nie lewicowej polityki gospodarczej i socjalnej tego obozu. Decyzja rządu, który jest właściwie autorskim gabinetem prezydenta Emmanuela Macrona, zmobilizowała do wyjścia na ulice setki tysięcy obywateli w całej Francji. Do pierwszych masowych wystąpień doszło 17 listopada, kiedy to masy „żółtych kamizelek” postanowiły nie tylko blokować ważne i mniej ważne drogi, ale wlały się również do centrów wielkich miast, w tym na paryskie Pola Elizejskie czy Plac Charlesa De Gaulle’a. Władze nie zamierzały tolerować blokad i wysłały przeciw manifestantom uzbrojoną po zęby policje, która nie żałowała obywatelom ani pałek, ani gazu łzawiącego. Już wówczas obrażenia odniosło ponad 400 osób w tym 28 policjantów, co sygnalizuje, że demonstranci stosowali nie tylko bierny opór.

Uliczna rewolta

Sytuacja powtarzała się w ciągu kolejnych sobót i niedziel, a brutalność policji i wściekłość obywateli jedynie narastały. Wzrastała też liczba protestujących, która 1 grudnia sięgnęła liczby 136 tys. według szacunków francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, co i tak wydaje się liczbą zaniżoną. Nie pomogła demonstracja siły ze strony władz – brutalne szturmy oddziałów do tłumienia zamieszek, ani nagrania snajperów rozstawionych na dachach paryskich kamienic. Wszystko wskazywało na rozwój ruchu protestacyjnego oraz coraz mniejszą kontrolę rządu nad sytuacją, bo przy okazji ulicznych bojów o podłożu politycznym w imigranckich dzielnicach uaktywnili się wandale i złodzieje rabujący co popadnie. Zresztą i same „żółte kamizelki”, a przynajmniej niektóre grupy w ramach protestów, nie przebierały w środkach by pokazać rządowi swój brak akceptacji dla jego decyzji – stąd płonące samochody, napisy na fasadzie Łuku Triumfalnego, blokady składów paliw, niszczenie drogowych fotoradarów. Francuzi zabrali się do protestów z rewolucyjnym zapałem, a przecież wiemy, że na robieniu rewolucji znają się jak mało kto. O czym pamięta każdy rezydujący w Paryżu rząd.

Radykalizm się opłacił i ruch protestacyjny odniósł pierwsze taktyczne zwycięstwo. Rząd nie poważył się na dalszą eskalację konfliktu i 4 grudnia ogłosił zawieszenie podwyżki na sześć miesięcy. Dzień później, wobec zapowiedzi kolejnych manifestacji w Paryżu Macron już osobiście wykonał pełen odwrót i zdecydował się na całkowitą rezygnację z wprowadzenia nowego podatku. Oczywiście ten taktyczny sukces może łatwo zamienić się w strategiczną klęskę, jeśli władzom po prostu uda się wziąć obywateli na przeczekanie i za pół roku wdroży podatek korzystając ze społecznej demobilizacji. Plan rządzących może się powieść, bo ruch „żółtych kamizelek” jest spontaniczny i całkowicie nieformalny. Konsekwentna niechęć jego uczestników do wyłaniania przywódców i tworzenia jakichkolwiek struktur odzwierciedla pluralizm ich ruchu, w który włączyli się zarówno samozadeklarowani prawicowcy jak i lewicowcy, zwolennicy Marine Le Pen i Jean-Luca Mélenchona, radykalni nacjonaliści i bojówkarze antify. Między tymi ostatnimi dochodziło zresztą do ostrych starć w przestrzeni protestów, a patriotyczne „żółte kamizelki” otoczyły szczelnym kordonem Grób Nieznanego Żołnierza, chroniąc go przed mniej patriotycznymi uczestnikami wystąpień.

Detonatorem społecznego wybuchu nieprzypadkowo była kwestia podatku zwiększającego koszty używania samochodu. Uderzał on w masy mieszkańców prowincji pokonujących codziennie samochodem dziesiątki kilometrów by dostać się do pracy. Wszystko w kontekście postępującej degradacji publicznego transportu lokalnego i drożenia jego usług oraz upadku ekonomicznej funkcji wielu mniejszych miast czy deindustrializacji całych przemysłowych regionów. Ludzie ci odebrali podatek ekologiczny jako kolejną fanaberię opływających w dostatki paryskich burżujów w czasie gdy oni sami muszą ograniczać swoje wydatki i z trudem przychodzi im odkładanie jakichkolwiek oszczędności z comiesięcznej zapłaty. Przywiązani do egalitaryzmu i socjalnej funkcji państwa Francuzi zauważyli, że polityka fiskalna nie służy już wyrównywaniu szans obywateli na dostatnie życie lecz wręcz pogłębia dysproporcję ich statusu materialnego. A przecież Francja była, według danych Eurostatu, drugim państwem w Unii Europejskiej pod względem wysokości obciążeń podatkowych. Wyprzedziła ją tylko Finlandia. Jednocześnie „biedni pracujący” Francuzi z prowincji w znacznie mniejszej mierze korzystają z polityki socjalnej państwa niż wieczni bezrobotni z imigranckich gett w wielkich metropoliach. Dzielnic zasilanych kolejną falą nielegalnych imigrantów uzyskujących dostęp do jeszcze bardziej rozbudowanych świadczeń w ramach procedury rozpatrywania wniosków azylowych.

Postulaty „żółtych kamizelek”

Ruchu „żółtych kamizelek” nie można rozpatrywać w kategoriach protestu przeciwko jednemu podatkowi. Zresztą jeszcze w listopadzie manifestanci sformułowali szeroki zestaw aż 45 postulatów, który przedstawili rządowi. Domagają się między innymi odrzucenia projektu zakazu używania oleju opałowego jako napędowego przez rolników, co przygotowuje parlament. Domagają się również eliminacji z produkcji biopaliw importowanego oleju palmowego. Krytykując jego zakupy przez francuski koncern naftowy Total (co zostało nazwane „policzkiem wymierzonym francuskiemu rolnictwu”) żądają wsparcia dla rodzimych upraw roślin oleistych.

„Żółte kamizelki” domagają się dodatkowych dopłat dla tworzenia etatowych miejsc pracy przy jednoczesnym obniżeniu świadczeń socjalnych typu assistant i likwidacji przywilejów emerytalnych wybranych grup. Dotowane miałyby być również firmy inwestujące na prowincji. Protestujący chcą zwiększenia dodatków mieszkaniowych i wsparcia dla studentów na zagospodarowanie się i na korzystanie z instytucji kulturalnych. Żółte kamizelki domagają się przywrócenia podatku solidarnościowego od 330 tysięcy największych bogaczy, zwiększenia prorodzinnych ulg podatkowych oraz ograniczenia pensji i dotacji dla członków rządu i parlamentu. Żądają ustalenia płacy maksymalnej na poziomie 15 tys. euro. Chcą też likwidacji nowych rygorystycznych przepisów dopuszczenia do ruchu pojazdów ze starszymi silnikami Diesla i ponownego zwiększenia prędkości maksymalnej na drogach lokalnych z 80 do 90 km/h. „Żółte kamizelki” sprzeciwiają się także przymusowi szczepień. Wysunięto również postulaty polityczne, przedterminowych wyborów parlamentarnych, likwidacji izby wyższej – Senatu oraz zwołania „uczestniczącego” zgromadzenia obywateli, odnawianego co 6 miesięcy i częstszych referendów.

Obok tego zestawu pojawiały się jeszcze pojedyncze postulaty powiązania wzrostu płacy minimalnej i świadczeń społecznych ze wzrostem inflacji, zablokowania ekspansji sieci hipermarketów i wsparcia dla drobnego handlu, również poprzez darmowe parkowanie dla samochodów dostawczych dowożących towar do małych sklepów w dużych miastach, a także powstrzymania przenoszenia produkcji przez francuskich kapitalistów do państw z tańszą siłą roboczą. Manifestanci chcą skutecznego opodatkowania globalnych koncernów takich jak Google czy Amazon, ale też ochrony francuskiego rynku pracy poprzez wprowadzenie obowiązku pracy wszystkich obcokrajowców na zasadach zatrudnienia obowiązujących w prawie francuskim. „Żółte kamizelki” zażądały również natychmiastowych deportacji wszystkich tych imigrantów, którym odmówiono już prawa do azylu.

Szeroki zakres postulatów ruchu „żółtych kamizelek” oddaje skalę niezadowolenia z polityki liberalnego obozu rządzącego i skłania do wniosku, że protesty mogą trwać nadal, lub po okresie uspokojenia wybuchną z nową siłą. Już zapowiedziano zresztą manifestację na kolejną sobotę. Jak wskazują sondaże, od początku masowych wystąpień „żółte kamizelki” mają poparcie ponad 70 procent Francuzów, a aż 15% z nich akceptuje nawet używanie przemocy przez manifestantów.

Nowy podział polityczny

Hasła „żółtych kamizelek” to mieszanina lewicowych postulatów tradycyjnej klasy robotniczej, postulatów drobnych przedsiębiorców i niższej klasy średniej, a w końcu dążeń obywateli do rewitalizacji, urealnienia demokratyczności mechanizmów władzy, na które, jak czują, stracili realny wpływ. Obrazuje to jak zmienia się polityka i podziały socjo-polityczne we współczesnej Europie. Nie ma już sensu analizowanie jej przez pryzmat przeciwieństwa konserwatywno-liberalnej prawicy i postępowej, etatystycznej lewicy. Główny podział polityczny organizujący systemy władzy i funkcjonowanie społeczeństwa zaczyna się wyrażać w walce lokalistów i globalistów. Ci pierwsi to wszyscy wierzący, że państwo narodowe i tradycyjne struktury społeczne ciągle są gwarancją ich bezpieczeństwa, statusu materialnego, a także tożsamości i kultury z którymi się identyfikują i którymi żyją.

Lokaliści nie wierzą w głoszoną przez liberalnych globalistów „teorię skapywania” to znaczy, że jeśli biznes wielkich korporacji będzie się kręcił i nakręcał nominalny PKB to wszyscy się wzbogacą. Lokaliści nie wierzą w wolny przepływ kapitału, ludzi i towarów. Nie chcą emigrować by godnie zarabiać i nie chcą by imigranci psuli warunki zatrudnienia na ojczystym rynku pracy. Są w końcu populistami, wierzą, że prości ludzie mają prawo i potrafią rządzić państwem, że nie jest to domena zastrzeżona dla technokratów. Jednocześnie w niektórych sprawach żądają od państwa wycofania się, braku kontroli, zezwolenia na oddolną społeczną samoorganizację.

Podział na lokalistów i globalistów odzwierciedla podział na masy, które przegrywają na globalizacji oraz elity, które na niej zyskują (oraz obywateli, którym będące częścią elity media głównego nurtu zdołały wmówić, że nie przegrywają). Jest to podział mocno zakorzeniony w stosunkach ekonomicznych, ale znajdujący często wyraz także na poziomie postaw kulturowych. Coraz bardziej wpływa na scenę polityczną, co znajduje wyraz we wspomnianym podejmowaniu kojarzonych z lewicą postulatów ekologicznych przez Macrona, liberała bankierskiego chowu. Ale też w lewicowym programie społeczno-gospodarczym Frontu Narodowego, a obecnie Zgromadzenia Narodowego. Nieprzypadkowo zresztą w postprzemysłowych regionach popierających partię Le Pen protesty „żółtych kamizelek” przybierały największe rozmiary. Ruch ten jest właśnie rebelią lokalistów.

Krzyk starej Francji

Na ulice wyszli w swej masie rdzenni, biali Francuzi, posiadający własne firmy bądź zatrudnienie, zamieszkujący prowincję. Często byli to ludzie w wieku co najmniej średnim, nie brakowało osób, które myślały już raczej o swojej perspektywie emerytalnej, co widać na wielu nagraniach z protestów. Ludzie ci głosowali do tej pory na różne partie ale właśnie odnaleźli wspólny, łączący ich, interes, który być może spróbują przekuć w jakiś program. A być może program ten podsunie im któryś z istniejących aktorów politycznych lub środowisko nieobecne na scenie, ale wykrystalizowane poza nią. Z równie wykrystalizowanymi szerszymi koncepcjami politycznymi. Taką rolę próbują odegrać radykalne frakcje nacjonalistyczne, skądinąd o socjalnym programie, czy też radykalni lewicowcy. W tym sensie ich bijatyki mają głęboki polityczny sens, prawda jest bowiem taka, wbrew temu co się wydaje wielu Polakom, że wpływ polityczny wynika nie tylko z tego jak daleko dany pogląd odpowiada interesom wspólnoty i jej uwarunkowaniom, ale wymaga fizycznej obecności jego głosicieli w przestrzeni publicznej, w centrum zbiorowych działań. Polityczną zmianę można promować i przygotować na portalach społecznościowych, z pewnością jednak nie uda się przy ich pomocy takiej zmiany przeprowadzić.

Ruch „żółtych kamizelek” różni się od rebelii studenckiej 1968 r. do której jest porównywany ze względu na skalę wystąpień. Uczestnicy protestów sprzed półwiecza również występowali w sposób spontaniczny i bez formalnej struktury, także kontestowali całą scenę polityczną, łącznie z oficjalną partią komunistyczną. Studentów jednoczyła jednak powszechna na uniwersytetach nowolewicowa ideologia, będąca mieszaniną trockizmu i postulatów szkoły frankfurckiej. Wszystkie późniejsze wielkie manifestacje we Francji zawsze były organizowane przez wielkie struktury takie jak partie, związki zawodowe czy fundacje. „Żółte kamizelki” nie wpisują swoich doraźnych postulatów w żadną szerszą koncepcję, nie chcą ogłaszać się lewicą czy prawicą, dawać jakiejkolwiek partii prawa do bycia ich rzecznikiem i widać wyraźny opór przed sformalizowaniem struktury, choćby samego kierownictwa. Jest to zresztą symetryczna odpowiedź na strategię Macrona, który przed wyborami prezydenckimi w 2017 roku twierdził, że jest ponad podziałem na lewicę i prawicę. Ruch „żółtych kamizelek” jest więc dalszym ciągiem demontażu dotychczasowej sceny partyjnej, ukształtowanej we Francji po drugiej wojnie światowej, a nie odpowiadającej już współczesnym podziałom socjo-politycznym.

Ruch z jakim mamy do czynienia to oczywiście tylko ferment, czysta kontestacja. Ale przecież odgrywa ona swoją rolę w delegitymizacji obecnego reżimu politycznego i to na wielu poziomach, ucząc na przykład obywateli, że media głównego nurtu to zakłamani sojusznicy rządu, a państwo jest słabe, mimo brutalności nie potrafi sprostać występującym na ulicach obywatelom, jak zatem ma ich bronić przez terrorystami czy przestępcami. Taki ruch przygotowuje więc pole dla politycznej kontrpropozycji wobec elity. A że jej sformułowanie nie jest łatwe – to oczywiste po tylu latach politycznej poprawności egzekwowanej nie tylko przez cenzurę medialną, ale i ściganie pewnych poglądów z określonych paragrafów kodeksu karnego. Po tylu latach systemu wyborczego eliminującego realnych kontestatorów, kiedy to Front Narodowy zdobywając kilkanaście procent głosów nie otrzymywał ani jednego mandatu w parlamencie. Po tylu latach odcinania od finansowania, by znów powołać się na przykład FN, któremu komercyjne banki odmawiały kredytów niezbędnych dla prowadzenia kampanii wyborczej (to właśnie dlatego Front zwrócił się do banków należących do Rosjan). Ze wszystkich tych powodów można wątpić czy da się zrealizować we współczesnej Francji radykalną polityczną zmianę wbrew politycznej i ekonomicznej elicie, poprzez standardową procedurę wyborczą. Historia Francji pokazuje, że kolejne reżimy wykazywały się sporym konserwatyzmem w potocznym tego słowa znaczeniu, a generalne zmiany dokonywały się poprzez rewolucyjne zrywy lub wymuszały je przegrane wojny. Same „żółte kamizelki” nawiązały do tych narodowych doświadczeń, gdy na Łuku Triumfalnym któryś z uczestników manifestacji namalował napis: „Ścinaliśmy głowy za rzeczy mniejsze niż to”. Wbrew wiecznie przedwczorajszym reakcjonistom, rewolucjonizm okazuje się częścią francuskiej tradycji i tożsamości.

Uliczne wystąpienia „żółtych kamizelek” mają jednak nie tylko lokalne znaczenie. Skupiona wokół Macrona konfederacja polityków zblatowanych z wielkim biznesem to nie tylko elita rządząca Francją. To także obóz polityczny, który chce wykorzystać Francję jako bazę i narzędzie przekształcenia Unii Europejskiej w federalne superpaństwo kontynentalne. Młody prezydent Francji całkowicie otwarcie ogłaszał taką wizję i groził marginalizacją polityczną państwom, które jej nie poprą. Macron był wielką nadzieją kosmopolitycznych elit w całej Europie. Szczególnie w sytuacji dekompozycji sceny politycznej w Niemczech i słabnięcia pozycji Angeli Merkel. Dziś prezydent Francji jest słabszy niż niemiecka kanclerz, jego sondażowe notowania są już tak marne, że dalszą część kadencji będzie musiał prawdopodobnie poświęcić polityce wewnętrznej. To dobra wiadomość dla Polski.

Miałka debata

Polskie reakcje na wydarzenie we Francji potwierdzają jedynie miałkość debaty publicznej w naszym kraju oraz poziom podatności społeczeństwa na manipulacje ze strony naszych polityków. W polskiej dyskusji o wydarzeniach we Francji, i odnosi się to zarówno do komentarzy polityków i publicystów, jak i obywateli na portalach społecznościowych, dominuje swoiste poczucie wyższości nad Francuzami charakteryzowanymi jako wandale i zadymiarze. Dla liberalnych polityków i mediów obecne protesty to nieodpowiedzialne wystąpienie, „populistyczna” uzurpacja obywateli, którym brakuje wiedzy i odpowiedzialności by uznać, że „reformy” proponowane przez światłego prezydenta Macrona to niezbędna droga do tego by Francja i Europa rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Media prorządowe i zwolennicy PiS, odnotowując brutalność sił bezpieczeństwa, całą swoją energię poświęcają na udowadnianie z kolei światłości władz Polski, która miała rzekomo już przeprowadzić w Polsce zmiany o jakie walczą Francuzi, a nawet jeszcze lepsze. Obóz rządzący najwyraźniej bardzo obawia się oddolnej mobilizacji ludzi na ulicach, a przykładem tego niech będzie wymiana zdań między wiceprezesem Ruchu Narodowego Krzysztofem Bosakiem a doradcą zarządu TVP, a niegdyś byłą szefową „Wiadomości” Marzeną Paczuską.

O tym, że środowisko PiS najbardziej boi się kontestacji ze strony narodowców niech świadczy bardzo agresywna interwencja policji wobec uczestników zorganizowanej właśnie przez nacjonalistów blokady lubelskiego marszu homoseksualistów. Kontrastowała ona z bardzo delikatnym obchodzeniem się policjantów z uczestnikami manifestacji liberalnej opozycji, mimo, że w oficjalnej narracji obozu rządzącego propagowanej przez sprzyjające mu środki masowego przekazu, to właśnie „totalna opozycja”, jest głównym przeciwnikiem i zagrożeniem dla Polski.

W bardziej niszowych kręgach samozadeklarowanych prawicowców dochodzą do tego dogmatyczne formułki bagatelizujące ruch „żółtych kamizelek” jako „lewacki’, a jego działania jako „walkę o socjal”, „o kiełbasę” czy w końcu potępiające każdą próbę robienia polityki na ulicy. Co zresztą jest spełnieniem marzeń medialnych propagandystów obozu PiS, dążących do pacyfikacji nastrojów społecznych wizją obywateli kontentujących się „dobrą zmianą”.

Media rządowe i prorządowe używając protestów do krytyki wrogiego Polsce i jej władzom Macrona, jednocześnie wykorzystują je także do uderzenia w eurokratów. Podkreślając, że ci nie widzą zagrożenia dla francuskiej demokracji i praworządności w brutalnym tłumieniu protestów społecznych, podczas gdy wytoczyli najcięższe działa z powodu reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Wskazanie na tę hipokryzję jest słuszne, ale przecież zdecydowanie nie jest to najważniejszy wniosek jaki można wyciągnąć z tego co się dzieje na Sekwaną. Warto aby media publiczne zajmowały się nie tylko propagandą, ale też próbami całościowego opisania procesów społeczo-politycznych.

Husarze przeciw komunie

W przeciwieństwie do Polaków, Francuzi ciągle są narodem, który jest w stanie pogrozić politykom nieco bardziej niż tylko wpisami na Facebooku, i który jest w stanie wyjść na ulicę by zająć się sprawami swojej przyszłości, nie tylko przeszłości. Charakterystyczne, że Polacy są zdolni do masowego wyjścia na ulicę jedynie przy okazji obchodów historycznych wydarzeń i świąt upamiętniających bohaterów naszej historii. Polacy chętnie uczestniczą w marszach ku czci „żołnierzy wyklętych” lub oddają cześć powstańcom warszawskim. Największą manifestacją w kraju jest Marsz Niepodległości, nie mający w zasadzie żadnych haseł politycznych. Oczywiście to dobrze, że Polacy niejako oddolnie prowadzą politykę historyczną lub uczestniczą w polityce historycznej kreowanej przez instytucje publiczne. Niestety polityka historyczna to jedyna polityka jaką Polacy potrafią jako społeczeństwo prowadzić. Ma ona duże znaczenie dla wzmacniania narodowej tożsamości i spójności. Jednocześnie jednak to jednostronne zaangażowanie obywateli pozwala politykom, którzy dobrze opanowali granie na patriotyczną nutę, łatwo manipulować społeczeństwem. Wystarczy siebie obsadzić w roli następców choćby owych „żołnierzy wyklętych”, a Grzegorza Schetynę, w latach 80. młodego działacza opozycyjnego Niezależnego Zrzeszenia Studentów uciekającego przed milicją na ulicach Wrocławia, w roli „komuny”. Bo tak przecież, zupełnie na poważnie, wielu sympatyków PiS określa taką neoliberalną partię jaką jest Platforma Obywatelska. Wiadomo, że skoro grozi przejęcie władzy przez potomków UB, „resortowe dzieci”, nikt nie będzie przejmował się drobiazgami takimi tak jak ten czy inny podatek nałożony przez Mateusza Morawieckiego.

Polacy siedzący na tyłkach przed komputerami, wpisami na portalach społecznościowych dający wyraz swojej wyższości nad Francuzami rozrabiającymi na ulicach Paryża, to wręcz żałosny obraz. Równie żałosny jak wtedy gdy siedzieli na tyłkach po wybuchu afery taśmowej, gdy wyszedł na jaw poziom niesterowności państwa i skala pasożytnictwa obsadzających jego struktury polityków i urzędników. Polacy siedzieli na tyłkach gdy Donald Tusk jednym pociągnięciem długopisu przerzucił odkładane w ich imieniu miliardy złotych z OFE do ZUS. Polacy nadal siedzą przed monitorami gdy rząd PiS całkowicie otworzył granice Polski przed imigracją zarobkową, w dokładnie ten sam sposób jak od lat 70. XX wieku robiły to władze RFN. I to mimo tego, że wątek powstrzymania imigracji, podbudowany stawianiem Niemiec jako negatywnego przykładu, był jednym z głównych wątków kampanii wyborczej PiS. Polacy toczą swoją „walkę” na lajki i tłity w czasie gdy rząd sprowadza Polskę do statusu republiki bananowej, która poprawia swoje ustawy pod dyktando władz Izraela, USA, a nawet Komisji Europejskiej, której w swej propagandowej narracji miał dawać nieustępliwy odpór. Rolnicy nie wychodzą na ulicę, gdy tania ukraińska żywność zalewa polski i unijny rynek, bo politycy POPiS wspólnie popierali wysokie bezcłowe kontyngenty na produkty rolno-spożywcze z Ukrainy w ramach zbliżania jej do Europy. Nie wyciąga ich z gospodarstw istna rzeź trzody chlewnej, prowadzona przez administrację na skalę niespotykaną w żadnym innym państwie w którym pojawiła się ASF. A przecież wyborcy PiS to często mieszkańcy wsi i patriotyczny sort obywateli, werbalnie ceniących narodową suwerenność jako najwyższą wartość. Reminiscencje Rzeczypospolitej od morza do morza zasłaniają Polakom obraz Polski wykorzystywanej i rozgrywanej przez państwa tak słabe jak Litwa czy Ukraina. W ramach partnerstwa z którymi rząd PiS pozwala na dyskryminację i wynaradawianie zamieszkujących je Polaków.

Zdziecinniały naród

Gra symbolami i historycznymi motywami zabija u nas prawdziwą politykę, która zawsze jest starciem interesów grupowych i interpretacji interesu wspólnego z myślą o przyszłości. Tylko w ramach tej uprawianej przez polityków gry, dumni potomkowie husarzy i „żołnierzy wyklętych”, zapełniający ich wizerunkami swoje profile na Facebooku, mogą jednocześnie godzić się na szybko następującą zmianą struktury etnicznej Polski, czyli na zmianę naszej tożsamości w przyszłości. Jako Polacy nie potrafimy wspólnie identyfikować swoich realnych interesów, interesu narodowego, a nawet własnych interesów grupowych. Nie potrafimy odpowiadać na ich łamanie przez rządzących wspólnymi, społecznymi działaniami politycznymi. Gdy robi się biednie i niewygodnie wybieramy indywidualne strategie przetrwania. Pakujemy się i wyjeżdżamy na emigrację. Z komentarzy potomków husarzy można nierzadko usłyszeć lekceważenie dla Francuzów walczących „o kiełbasę”. Jednocześnie Polacy milionami opuścili swoją ojczyznę właśnie „za kiełbasą”, aby poprawić swój indywidualny status materialny.

Nie potrafimy nawet formułować języka debaty, który w sposób zrozumiały i konstruktywny artykułowałby interesy o których piszę. Przerzucamy się często przesadnymi, prawie zawsze wywiedzionymi z historii określeniami – „targowicy” lub „dyktatury”, „komuny” lub „faszyzmu”. W ustach Polaków te wielkie i dramatyczne słowa pozostają tylko farsą, bo nie idzie za nimi żadne odpowiadające im powagą zaangażowanie. Dlatego farsą pozostaje całe nasze życie społeczno-polityczne. Francuzi nie mówią o rozbiorach i dyktaturze, tylko o bolesnej dla ich portfeli podwyżce, a i tak potrafią ze swoich słów wyciągnąć bardzo poważne konsekwencje, aż do ruszenia z pięściami na policjantów włącznie. To właśnie konsekwencja między słowami a czynami odróżnia dorosłych od dzieci. Ostatecznie dekadencja, która toczy Francję nie od dziś, jest przypadłością tylko ludzi dojrzałych i dojrzałych społeczeństw. Natomiast łatwość z jaką polscy politycy rozgrywają społeczeństwo symbolami i korumpują patriotyzmem, sprowadzając patriotyczne emocje obywateli do roli paliwa dla mobilizacji poparcia wyborczego, karze myśleć o naszym narodzie jako narodzie infantylnym.

Wszechobecne w Polsce biadolenie nad spalonymi we Francji samochodami i rozbitymi witrynami to kolejny dowód na zdziecinnienie Polaków. Tak jakby przy masowych, spontanicznych ulicznych wystąpieniach można było całkowicie uniknąć takich ekscesów. Tak jakby manifestacje pozbawione tego rodzaju przejawów gniewu ludu mogły zrobić wrażenie na okopanej na swych stanowiskach elicie osłanianej przez falangi ciężkozbrojnej policji. U nas jednak osoby z całkowitą powagą określające się mianem „antysystemowców” będą czerpać satysfakcję z tego jak spokojnie i grzecznie przebiegł Marsz Niepodległość, z wyraźną wyższością wobec chuligaństwa Francuzów. By jednocześnie w najcięższych zarzutach uprawiać krytykę partii rządzącej za nie spełnianie obietnic wyborczych.

Ta potrzeba uznania za bycie grzecznymi przez opinię publiczną w państwach zachodnich, tak jak ją sobie w filisterskich kategoriach wyobrażamy, zdradza zresztą kolejny zakorzeniony kompleks Polaków. Francuzi tym razem nie szukali uznania obcych, ani własnych władz. Po prostu walczyli o swoje. Warto abyśmy się czegoś od nich nauczyli.

Karol Kaźmierczak

WAŻNE UZUPEŁNIENIE POWYŻSZEGO DLA TYCH 3 % ZAMIESZCZAM BO NIEMA TO JAK ZESTAWIĆ KILKU PROBLEMÓW ……. WTEDY MA SIĘ NOWY WGLĄD NA CAŁOŚĆ REALIÓW

FILM + JAK PIS W 3 LATA ZGNOIŁ 1/4 POLSKICH HODOWCÓW – ROLNIKÓW !

I FILM !! ten film nagrany kilka miesięcy temu ……. i pasuje wniosek ? POLACY NIE ROBIĄ ZUPEŁNIE NIC W SWOICH SPRAWACH

WIDEO BLOG MIZIAFORUM / JACKCALEIB

%d blogerów lubi to: