Dusiłowanie zamachu na Donalda Trumpa 13 lipca przypomniało światu język egzystencjalnego strachu, jakim od ośmiu lat amerykańska lewica zalewa Trumpa i jego zwolenników. Syndrom zaburzenia Trumpa jest forsowany i promowany przez media rządowe oraz wybranych i mianowanych pracowników rządowych, takich jak sam Biden. Nienawiść i strach establishmentu przed Trumpem są jednoznaczne.

Gratulacje Bidena i jego sojuszników dla Trumpa brzmią pusto. Dlaczego mieliby być szczęśliwi, że człowiek, którego uważają za Hitlera, który zakończy Amerykę, przeżył coś, co wyglądało na strzelaninę nadzorowaną przez tajne służby, która spełniłaby wszystkie ich nadzieje? Nie są – pisze Karen Kwiatkowski .

Ale przed 13 lipca też nie byli zadowoleni. Głębokie państwo było nieszczęśliwe przez długi czas, na długo przed wyborem Trumpa w 2016 r., i nadszedł czas, aby przyjrzeć się bliżej zakorzenionemu, nadętemu, podżegającemu do wojny, zadłużonemu i powszechnie pogardzanemu „głębokiemu państwu”. Ten stały rząd – z krajowymi i międzynarodowymi decydentami, którzy opowiadają się za własnym wzbogaceniem, własną bezkarnością oraz własną kontrolą i egzekwowaniem tak zwanego porządku opartego na zasadach – Iz. Nie. Szczęśliwy.

Co dziwne, stan głęboki powinien być bardzo szczęśliwy. Transfer bogactwa do klas rządzących i tych, które faworyzują, ewolucja kontrolowanego i zmilitaryzowanego państwa, szalejący podział i atomizacja Amerykanów, zautomatyzowane pobieranie codziennych podatków z całej gospodarki, obowiązkowa Rezerwa Federalna – wszystko to jest dzieje się szybko i staje się coraz szybsze. Głęboki stan urósł logarytmicznie i wydaje się potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Jednym z powodów jego niezadowolenia jesteśmy my sami. Z perspektywy naszych stałych władców „my, ludzie” staje się męczące. Te same technologie, które umożliwiają totalitaryzm, umożliwiają także i chronią wolność, prywatność, wolność słowa i innowacje. Komunikacja, która pomaga państwu kształtować i dzielić populację, może również jednoczyć ludzi, budować i wzbogacać społeczność znacznie wykraczającą poza mandaty, dyrektywy i kontrolę rządu. Dziś prawdziwej edukacji nie zapewniają już i nie kontrolują struktury autorytarne. To, czego nasze dzieci uczą się w ramach edukacji państwowej, w tym na poziomie uniwersyteckim, to niewiele i nie jest tak, jak nam się wydaje. Ważne jest to, że nie jest to coś, czego państwo myśli, że uczy – zarówno uczniowie, jak i nauczyciele bezpośrednio widzą niekompetencję, autorytaryzm i niesprawiedliwość państwa i uczą się potępiać, ignorować, udaremniać i okazywać nieposłuszeństwo – nawet jeśli naprawdę chcą wiedzieć, to jedno lub dwa kliknięcia. Wcale nie takie były oczekiwania głębokiego państwa.

  Lewicowy magazyn Time przyznaje, że istniał spisek mający na celu usunięcie Trumpa i zainstalowanie Bidena

Naszym audytorom nic nie wychodzi tak, jak planowali, i wygląda na to, że stały rząd nie będzie tak trwały, jak im się wydawało. Nas jest wielu, ich jest niewielu. My, ludzie, jesteśmy silniejsi niż Waszyngton i ten podstawowy fakt w końcu zaczyna docierać do DC.

Etienne de la Boetie wyjaśnił to na wieki przed internetem i smartfonami. Po prostu nie ma wystarczającej liczby naszych „władców”, aby zmusić resztę z nas do zrobienia czegokolwiek bez naszej zgody, naszej uległej chęci przyłączenia się, posłuszeństwa i odgrywania wyznaczonej roli.

Dawanie przykładu również nie sprawdziło się w przypadku naszych przywódców politycznych. Nasz rząd, biurokraci na każdym szczeblu, nawet wojsko i tajne służby, zostali osłabieni – i głupsi – przez paranoiczny autorytaryzm, segregowaną ahistoryczną lewicę i założenie równości. Inkluzywność zainfekowała dosłowny Gabinet Owalny – kampania Bidena jest broniona i kłamana, podczas gdy głębokie państwo planuje „kolejne kroki”.

Trump stał się przystępnym głosem i ikoną dla dużej grupy Amerykanów, którzy stali się sceptyczni co do status quo głębokiego państwa. Wyjaśnianie ruchu Trumpa jako ograniczonego miejsca spotkań, rodzaju ujścia zapewniającego, że Amerykanie pozostaną rządzeni, podczas gdy głębokie państwo będzie kontynuować zaległy imperialny wyzysk Ameryki Północnej, nie jest wystarczające. Cudowne chybienia kul zabójcy ( oraz szaleńcze rzadkości towarzyszące temu wydarzeniu ) świadczą o ledwo kontrolowanym chaosie nie tylko w administracji Bidena, ale we wszystkich agencjach i organizacjach rządu federalnego.

  Trzy „inne” powody, dla których chcą za wszelką cenę powstrzymać Trumpa

Nasze mosty i linie kolejowe, autostrady, szkoły, więzienia, a nawet budynki rządu federalnego to rozpadające się katakumby stanu. Jednak najbardziej pusta i niepokojąca jest zepsuta i dysfunkcjonalna ideologia dzisiejszego państwa amerykańskiego. Konstytucja – Konstytucja, która nie ograniczyła chciwości i rozwoju rządu federalnego – jest przydatna tylko w poprawkach, o których wspominają prawnicy. To szwedzki stół na przebudzenie sępów i niewiele więcej. Republika jest niemożliwa, tak jak każda republika istniałaby w imperium stref czasowych. Amerykańska „demokracja” i „głosowanie” to naprawdę pole bitwy, cytując zgrzybiałego okupanta Białego Domu. Gry rozgrywane w amerykańskich wyborach, lokalnych, stanowych czy krajowych, są częścią Ameryki niemal od jej powstania. W miarę jak korzyści dla ludzi i organizacji mających wpływ na państwo i kontrolujące je stawały się coraz większe i bardziej lukratywne, gry stawały się coraz poważniejsze i wyrafinowane.

Biorąc pod uwagę sposób, w jaki Ameryka wybiera swojego prezydenta, zwyciężyć może najbardziej niepopularny kandydat. Możliwe jest również, że wygra najpopularniejszy kandydat. Tak czy inaczej, cała populacja jest już przygotowana na nielegalnego „prezydenta”.

„Głębokie państwo”, czyli stały rząd i tak liczyło na zwycięstwo, tak w tym roku, jak i w przeszłości. Jednak „przyzwalając” na nieposłuszeństwo i nieprzestrzeganie wyników wyborów w 2016 r., a następnie próbując zakazać nieposłuszeństwa i nieprzestrzegania wyników wyborów w 2020 r., głębokie państwo nabrało na siebie niezwykle wysokiego poziomu ryzyka.

Nerwowość i brak równowagi w głębokim stanie stwarzają niesamowitą okazję, zdarzającą się raz na sto lat. Mamy sytuację niepodobną do niczego, co widzieliśmy od czasu, gdy król Jerzy III zaciągnął swój dług podczas wojen francuskich i indyjskich, co doprowadziło do jego zasadniczej niezdolności do kontrolowania swoich brytyjskich poddanych w Nowym Świecie i ich fundamentalnego braku szacunku dla jego rzekomej władzy. To możliwość dosłownej i praktycznej wolności, życia w miejscu, gdzie nikt nie jest naszym panem. W przeciwieństwie do „nowego świata”, w którym biegniemy po wolność – nasz nowy świat może być po prostu miejscem, w którym trzymamy się wolności. Pośród zbankrutowanego, szalonego i niestabilnego konstruktu politycznego w Waszyngtonie można teraz domagać się wolności tam, gdzie stoimy.

  Och, spójrz, widzisz to?

Zdecydowanie inspiruje mnie rudowłosy mężczyzna – nie, nie Trump. Ten ! On „coś widział, coś powiedział”, a „państwo” nie zrobiło nic, żeby pomóc. To historia, która dzieje się w każdej sekundzie, każdej minucie każdego dnia. 13 lipca światu wyraźnie ukazały się kompetencje państwa i jego całkowita niekompetencja. Nic nowego, ale bardzo ekscytujące!

Czterdzieści lat temu Nancy Reagan była krytykowana za jej podejście do zachowania trzeźwości oparte na zasadzie „po prostu powiedz nie”. Dzieje się tak dlatego, że nawet 40 lat temu Stany Zjednoczone były całkowicie przesiąknięte ideologiami marksistowskimi i socjalistycznymi, które marginalizowały jednostkę i podważały jej autonomię fizyczną, ekonomiczną i moralną. Dziś protekcjonalne państwo Ameryki i fałszywie autorytarna ojczyzna są dyskredytowane, zdezorganizowane i nie wierzy się im. „Po prostu powiedz nie” jest naturalną – i właściwą – reakcją na jej żądania.