wyobraźcie sobie kreskówkę o klubie walki. Obecny mistrz, przynajmniej w jego mniemaniu, to duży, podły facet ubrany w czerwień, biel i błękit. Niestety, jest słaby, ma już za sobą lata świetności i cierpi na ataki demencji starczej. Jego pseudonim sceniczny to Wujek Sam.

Obaj najlepsi konkurenci Sama to niedźwiedzie: dziki rosyjski niedźwiedź brunatny i wielka chińska panda. Niedźwiedź brunatny jest muskularny, złośliwy i bardzo wytrzymały: osaczony może wyrządzić ogromne szkody. Panda wydaje się łagodna, ale z roku na rok staje się większa. Już wkrótce panda wielka będzie mogła odłożyć łapę i zmiażdżyć Sama jak robaka, nawet bez połowicznego wysiłku – pisze Kevin Barrett .

Co powinien zrobić Sam? Czy powinien najpierw walczyć z jednym niedźwiedziem, a potem z pandą? A może po prostu przejść na emeryturę i przeżyć, żeby odebrać emeryturę?

A co powiesz na to potencjalnie tragikomiczne zakończenie: Sam, pławiąc się w starzejącej się głupocie i naćpany własnym zapasem pychy, bije się w pierś, arogancko wykrzykuje ultimatum i nalega, aby wejść na ring jednocześnie z obydwoma niedźwiedziami.

Widzowie kreskówki o klubie walki dobrze by zrobili, gdyby postawili na niedźwiedzie.

Oczywiście geopolityki nie można sprowadzać do kreskówkowych stereotypów. Ale przywódcy amerykańskiego imperium podejmują tak lekkomyślne, komicznie głupie decyzje, że stworzony przez nich spektakl przypomina odcinek Toma i Jerry’ego lub Roadrunnera. A ze całej ich błędnej nadmiernej pewności siebie, ich fantazja o jednoczesnym zadaniu militarnej porażki Rosji i Chinom jest być może najbardziej idiotyczna.

Szkoła myślenia odpowiedzialna za obecną porażkę – neokonserwatyzm – została założona przez fana kreskówkowej rozrywki typu dobry-zły-facet. Leo Strauss, mentor Paula Wolfowitza, lubił uproszczone filmy dobre i złe, zwłaszcza westerny, w których bohater w białej czapce kontra złoczyńca w czarnej czapce. Strauss uczył swoich uczniów, w tym Wolfowitza, jak używać takich melodramatycznie uproszczonych historii do prania mózgów masom, zastrzegając dla siebie makiaweliczne dążenie do władzy dla samej władzy.

Na początku lat 90., kiedy zimna wojna dobiegła końca i pokój międzynarodowy wydawał się nieuchronny, Wolfowitz niemal w pojedynkę zapewnił, że tak nie jest. 18 lutego 1992 Wolfowitz opublikował wewnętrzny dokument rządu USA, Wytyczne planowania obronnego, w którym nakreślił to, co stało się znane jako Doktryna Wolfowitza, zgodnie z którą Stany Zjednoczone nalegały, aby na zawsze stać się jedyną na świecie superpotęgą i jednolitym hegemonem planetarnym, który pozostanie:

  Bojkot rachunków za energię zyskuje ogromne poparcie w całej Europie, a liderem jest akcja „Don’t Pay UK”.

Naszym pierwszym celem jest zapobieżenie ponownemu pojawieniu się rywala, czy to na terytorium byłego Związku Radzieckiego, czy gdzie indziej, stwarzającego zagrożenie rzędu wielkości tego, które stwarzał wcześniej Związek Radziecki. Jest to dominujący czynnik leżący u podstaw nowej regionalnej strategii obronnej i wymaga, abyśmy starali się zapobiec dominacji wrogiego mocarstwa nad regionem, którego zasoby pod skonsolidowaną kontrolą byłyby wystarczające do wygenerowania potęgi światowej.

Doktryna strategiczna Wolfowitza była globalnym odpowiednikiem niesławnego izraelskiego planu Odeda Yinona mającego na celu bałkanizację Azji Zachodniej. Podobnie jak Izraelczycy, którzy robią wszystko, co w ich mocy, aby utrzymać narody Azji Zachodniej słabe i podzielone, Stany Zjednoczone pod przewodnictwem neokonserwatystów po zakończeniu zimnej wojny starały się zapewnić, że cały świat pozostanie słaby i podzielony.

Jednak po oszustwie dotyczącym „nowego Pearl Harbor” z 11 września 2001 r. Izraelowi udało się porwać armię amerykańską w celu ataku i degradacji Azji Zachodniej, nawet gdy Rosja odbudowywała władzę pod rządami Władimira Putina, a Chiny znajdowały się w ciągu trzydziestu lat dwucyfrowego wzrostu gospodarczego. wzrost gospodarczy zmierzał do statusu superpotęgi.

Do 2015 roku Rosja stała się wystarczająco silna, aby połączyć siły z Iranem i udaremnić kierowaną przez USA próbę zmiany reżimu w Syrii. Media nałożyły czarny kapelusz na Putina, który od tego czasu stał się główną „piętą” (określenie złego faceta w wrestlingu zawodowym) neokonserwatywnych propagandystów.

Ale choć Putin jest przedstawiany jako złoczyńca z kreskówek, Chiny są numerem 2 na wschodzącym świecie i największym zagrożeniem dla imperialnej hegemonii Stanów Zjednoczonych. W 2020 r. gospodarka Chin, skorygowana o siłę nabywczą, była już o 20% większa niż amerykańska. Udział Chin w światowej produkcji wyniósł aż 35%, czyli prawie trzykrotnie więcej niż udział Stanów Zjednoczonych.

Zanim Stany Zjednoczone obudziły się ze snu z gorączką globalnej wojny z terroryzmem, który w rzeczywistości był globalną wojną z islamem dla Izraela, stanęły w obliczu największego koszmaru Wolfowitza: (ponownego) pojawienia się dwóch nowych rywali, a mianowicie Rosji i Chin , a także potężny Iran, który nadal stanowczo sprzeciwia się syjonizmowi i imperializmowi. W tym momencie mądrzejsi przywódcy amerykańscy porzuciliby swój arogancki unilateralizm i staraliby się umocnić jako „pierwsi wśród równych” w wielobiegunowym świecie.

  Światowy przywódca mówi prawdę o zachodnich elitach

Jednakże amerykańska kultura polityczna jest nieuchronnie zbyt pewna siebie, a neokonserwatyści, obecnie u władzy, są najbardziej pewni siebie z całej tej grupy. Zamiast szukać rozwiązań korzystnych dla obu stron lub rozgrywać jednego rywala przeciwko drugiemu, okupowany przez neokonserwatystów Waszyngton postanowił maksymalnie zantagonizować Rosję, Chiny i Iran naraz.

Przewidywalnym rezultatem jest to, że te trzy kraje w coraz większym stopniu zjednoczyły się i zbudowały potężne sojusze dyplomatyczne oraz obronę militarną przed zagrożeniem, jakie stwarza wymykająca się spod kontroli Ameryka. Z kolei Amerykanie stają się coraz bardziej czujni i niekonsekwentni w swoim zachowaniu. Rozpoczęta przez USA wojna z Rosją przez Ukrainę, zniszczenie rurociągu Nordstream, podejrzenie amerykańskiego ataku biologicznego Covid-19 na Chiny i Iran oraz zabójstwo wielkiego irańskiego generała Qassema Soleimaniego były aktami wandalizmu, jakich można się spodziewać po pijaku. nastolatkiem, a nie dojrzałym przywództwem wielkiej potęgi.

Stany Zjednoczone są już zaangażowane w zapobiegawczą trzecią wojnę światową przeciwko Rosji, Chinom, Iranowi i każdemu innemu mocarstwu pragnącemu niepodległości. Ale ta wojna pozostaje, przynajmniej w chwili pisania tego tekstu, w dużej mierze ukryta i można temu zaprzeczyć. Amerykanie zachowują się tak, jakby to ich zastępcza „Ukraina” walczyła z Rosją. Założyli instytut wirusologii w Wuhan i wykorzystali go do obwinienia Chin za podejrzany atak biologiczny USA w październiku 2019 r. Nieustannie atakują Iran i jego przyjaciół na niezliczone sposoby, w większości potajemnie.

Począwszy od lata 2024 r., wojna USA z Rosją z każdym dniem staje się mniej tajna. Kontrolowany przez USA sojusz NATO staje się coraz bardziej bezczelny w przyznawaniu, kto naprawdę przewodzi wojnie i coraz bardziej lekkomyślny w przekraczaniu czerwonych linii Putina. Strategia Stanów Zjednoczonych polegająca na zniszczeniu najpierw Rosji i pozostawieniu Chin w izolacji i na łasce Ameryki staje się coraz bardziej zmilitaryzowana i coraz bardziej oczywista dla wszystkich. Totalna, gorąca wojna między USA i Rosją staje się coraz bardziej możliwa, jeśli nie nieunikniona.

To nie tak miało wyglądać. Stany Zjednoczone zorganizowały wojnę na Ukrainie, aby załamać gospodarkę Rosji, co doprowadziłoby do upadku Federacji Rosyjskiej. Świat jednak odmówił zastosowania się do sankcji nałożonych przez Wujka Sama, a Rosja okazała się zaskakująco odporna.

Atutem Rosji są oczywiście Chiny. Pekin wie, że nie może pozwolić sobie na przegraną Rosji, ponieważ następne będą Chiny – tak jak Rosja i Iran wiedziały w 2015 roku, że nie mogą pozwolić Syrii przegrać, bo będą następne. Dlatego Chiny wykorzystują swoją potężną potęgę gospodarczą i technologiczną, aby pomóc Rosji utrzymać siłę przeciwko atakowi USA i NATO.

  Czechom za wspieranie Rosji w mediach społecznościowych grozi do 3 lat więzienia

Przywódcy USA znajdują się zatem w sytuacji nie do pozazdroszczenia, polegającej na konieczności walki z blokiem Rosja-Chiny-Iran, którego populacja, PKB, potencjał militarny, baza surowcowa, baza produkcyjna i przenikliwość technologiczna łącznie zapewniają więcej niż wystarczające do podjęcia samoobrony. ogłoszony narodem niezbędnym i jedyną superpotęgą. W swojej lekkomyślności i arogancji Stany Zjednoczone zrobiły sobie śmiertelnych wrogów Rosji, Chin i Iranu, a następnie wepchnęły ich sobie w ramiona. Jakby tego było mało, w pełni wspierając ludobójstwo syjonistów w Gazie, Amerykanie przerazili cały świat i pokazali, że wyraźnie nie są zdolni do przewodzenia światu.

Czas nie działa na korzyść Amerykanów. Z każdym dniem udział NATO w światowym PKB spada, pozycja Rosji wobec Ukrainy poprawia się, a technologia wojskowa sprawia, że ​​dawne przewagi Ameryki, takie jak lotniskowce i obrona powietrzna, stają się coraz bardziej przestarzałe. Z każdym dodatkowym dniem ludobójstwa w Gazie miękka siła Ameryki, oparta na jej postrzeganej legitymizacji jako głównego arbitra świata, otrzymuje kolejny cios.

Czy Stany Zjednoczone będą próbowały ocalić swoje jednobiegunowe imperium, prowokując wojnę totalną z Rosją i Chinami, zanim ich sytuacja strategiczna ulegnie dalszemu pogorszeniu? Taka ogólnoświatowa, katastrofalna wojna może być bliżej, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę. Niezwykle lekkomyślne posunięcia, w tym słabo zawoalowane ataki USA na rosyjskie bazy wczesnego ostrzegania nuklearnego i coraz bardziej bezczelne poparcie dla wyimaginowanej niepodległości Tajwanu, nabierają coraz większego tempa.

Wojna amerykańska z Rosją i Chinami byłaby samobójstwem. Zasoby Rosji, technologia i doświadczenie wojskowe oraz głębia strategiczna w połączeniu z potęgą przemysłową Chin przewyższają słabnącą siłę, słabnącą wolę i przestarzałą broń upadającego imperium amerykańskiego i jego sojuszników z NATO.