SZEŚĆ kulawych kaczek i łabędź” – według „Frankfurter Allgemeine” w ubiegły czwartek, był najlepszym nagłówkiem opisującym szczyt G7 z bełkotliwym Joe Bidenem, rzekomym prezydentem USA, wkrótce zwolnionym premierem Rishim Sunakiem i trzeciorzędny kanclerz Niemiec Olaf Scholz. „Łabędziem”, o którym mowa, była oczywiście włoska premier Giorgia Meloni, jedyna obecna na sali przywódczyni, która mogła twierdzić, że płynie na fali sukcesów, gdyż właśnie poprowadziła swoją listę Fratelli d’Italia do zwycięstwa w wyborach do Parlamentu Europejskiego, dodając kolejne 18 Włoscy europosłowie do liczącej obecnie 76 członków grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Moment, w którym francuski prezydent Emmanuel Macron, jedna z „kiepskich kaczek” na samej górze, pocałował Meloni w rękę pod jej pogardliwym spojrzeniem, stał się wirusowy w mediach społecznościowych, czemu towarzyszyła doniesienia o tym, że doszło między nimi do napięć w związku z usunięciem wpisu „dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji” – we wspólnym komunikacie grupy na zakończenie szczytu, głównie na wniosek Meloniego. Meloni oskarżyła Macrona o wykorzystywanie szczytu jako platformy kampanii, skarżąc się jednocześnie na tych, którzy mają „inną wizję” na temat równości płci, odnosząc się nie tylko do Meloni, ale także do jej rzekomego „skrajnie prawicowego” odpowiednika i głównego rywala Macrona we Francji wyborów powszechnych, które zwołał na koniec tego miesiąca, Marine Le Pen. Wydaje się, że Macron jest skazany na utratę w przyszłym miesiącu kilkudziesięciu parlamentarzystów i chwyta się „antyfaszystowskiej” słomki w desperackiej próbie uratowania swojej kariery politycznej nie tylko we Francji, ale także w Europie, pisze Richard Ings .

Jednak na początku tego miesiąca na pierwszej stronie ulubionego fanzinu europejskiej elity, „ The Economist” , Meloni znalazła się pomiędzy zdjęciem Le Pen i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, z nagłówkiem „ Trzy kobiety, które stworzyły Europę, ukształtują jej kształt”. ’. W artykule redakcyjnym omówiono, w jakim stopniu Meloni byłaby „królową królowej”, która miała klucz do „reelekcji” von der Leyen na jej obecne stanowisko (jak wiedzą wszyscy dobrzy zwolennicy brexitu, Przewodnicząca Komisji Europejskiej jest trzymana w tajemnicy przed drzwiami i, w stylu Korei Północnej, przedłożony parlamentowi do zatwierdzenia jako pojedynczy, bezkwestionowany kandydat).

Można by pomyśleć, że ten „postfaszystowski” przywódca, który zaproponował blokadę morską Afryki Północnej, aby zapobiec nielegalnej imigracji do jej kraju i który (w 2015 r.) zażądał od UE wycofania sankcji wobec Rosji w związku z aneksją Krymu, umarł -twardzi antypopuliści z „The Economist” i „centroprawicowi” politycy, tacy jak von der Leyen, usunęliby wiatr z żagli, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Zdaniem „The Economist” udowodniła, że ​​nie jest „podpalaczką polityczną”, ale „pragmatyczką”, która wspiera polityczne, finansowe i wojskowe wsparcie UE dla Ukrainy. „Nie należy jej wykluczać z głównego nurtu polityki” – czytamy w raporcie.

Od lewej do prawej: Giorgia MELONI (premier, Włochy), Mark RUTTE (premier, minister spraw ogólnych, Holandia), Emmanuel MACRON (Prezydent Francji), Kyriakos MITSOTAKIS (premier, Grecja) / Unia Europejska /Wikimedia/ (Domena publiczna)

  Krasnoludki w Brukseli, energetyczni giganci w Moskwie: Orbán jasno mówi, co myśli o sankcjach

Transformacja Meloni ze „skrajnie prawicowej podpalaczki” w szanowaną kobietę stanu była szybka – minęły niecałe dwa lata, odkąd została premierem Włoch – i powinna skłonić nas wszystkich do zastanowienia się nad tym, jak realpolitik może szybko przytłoczyć tak zwane partie populistyczne, gdy te być u władzy. Po głośnym wypowiedzeniu się na temat imigracji (wciąż to robi przed swoją publicznością w kraju) obecnie z radością udaje się w podróż z von der Leyen do niesławnego miejsca lądowania imigracji, wyspy Lampedusa , gdzie wzywa do „europejskich” zamiast krajowych rozwiązań problemu problem. Ponadto w zeszłym roku podpisała ustawę, która legalnie zezwoliłaby na przyjazd do kraju kolejnych 1,5 miliona imigrantów , rzekomo w celu wypełnienia luk na rynku pracy, takich jak zbieranie winogron, czego nie byłby w stanie zrobić żaden z 25 procent młodych Włochów pobierających zasiłek dla bezrobotnych.

Co więcej, Meloni jest również bardzo szczęśliwa, że ​​może wykonać brudną robotę Komisji Europejskiej na wzór Mario Draghiego, aby nie stracić prawie 200 miliardów euro z ich funduszu kanałowego „Covid Recovery”, ponieważ jest zadłużona /PKB na poziomie 140 proc. Skąd jeszcze weźmie 7 miliardów euro, za które chce w tym roku podwyższyć pensje urzędników państwowych?

Druga postać z okładki „ The Economist” nie ma jeszcze obu rąk na dźwigni władzy, ale najważniejsze pytanie brzmi, czy Le Pen równie łatwo będzie zmienić wroga politycznego nr 1 w najbardziej obiecującego przywódcę Europy. Podobnie jak Meloni mówi o „Europie narodów”, w przeciwieństwie do dążenia do centralizacji całej władzy w Brukseli. Podobnie jak Meloni doszłaby do władzy z zadłużeniem narodowym na gigantyczne rozmiary. Cynicy mogliby powiedzieć, że skoro dług publiczny Francji wzrósł o 32 procent od czasu jego dojścia do władzy, przy braku realnego spowolnienia wydatków publicznych, a Le Pen obiecuje jeszcze go zwiększyć, nie ma lepszego momentu, aby rząd Macrona przekazał stery (i winę za wszelkie przyszłe niewywiązania się z zobowiązań) na „skrajną prawicę”? Trochę jak ta niesławna notatka, którą Liam Byrne zostawił nowemu kanclerzowi skarbu: „ Obawiam się, że nie ma pieniędzy – powodzenia! ”

  Orbán: UE się myli – „imigrację należy zatrzymać, a nie kontrolować”

Co więcej, gdyby tak się stało, ile czasu upłynie, zanim sam Le Pen będzie musiał poprosić UE o pomoc lub ustępstwa, tak jak Włochy? Oczywiście należy tu dokonać wyboru politycznego. Meloni wybrała ścieżkę współpracy, aby uzyskać swoje wypłaty. Le Pen mogłaby zbankrutować i spróbować zrzucić winę na UE za swoje problemy, a potem zacząć grozić prawdziwym Frexitem, podekscytowując swoją bazę i myśląc o innych sojuszach gospodarczych, jakie mogłaby zawrzeć.

Jednak Le Pen, a może jeszcze bardziej jej niedoszły następca, Jordan Bardella, nie jest Nigelem Farage i chociaż jest politycznym koniem pociągowym, nauczyła się wystarczającego pragmatyzmu i porzuciła radykalizm gospodarczy ojca na tyle, aby wcześniej szukać schronienia w Unii Europejskiej niż poza nią. Może nauczyć się od Meloni, jak być traktowanym poważnie, jak witać się na światowych spotkaniach i jak spełnić niektóre, jeśli nie wszystkie, swoje żądania, wspierając wybrane przez nią wojny i mając elastyczność niezbędną do kontynuowania akumulacji dług publiczny. Czego nie lubić w ambitnym polityku, który od lat cierpliwie czeka na władzę na pustyni?

Być może taka jest przyszłość wszystkich przywódców populistycznych, gdy zostaną wybrani: raczej stać się establishmentem, niż wyłamać się z jego uścisku. Ale niezależnie od polityki problemy pozostaną i ani Meloni, ani Le Pen nie mają programów, aby je rozwiązać. Chociaż wszyscy możemy cieszyć się perspektywą zakłócenia status quo, potrzebujemy lepszych ludzi niż ci, aby położyć kres inwazjom migrantów, szaleńczemu marnotrawstwu gospodarczemu i perspektywie gorącej wojny z Rosją.