W ciepłe popołudnie w tygodniu na początku lat 80. szedłem na wschód Delancey Street w nowojorskiej dzielnicy Lower East Side. W tamtym czasie Delancey, podobnie jak wiele innych części miasta, było nieco zaniedbane. Nie pamiętam, co sprowadziło mnie do tej odległej części miasta. Prawdopodobnie odwiedzałem jedno z dzieci, które w mojej grupie uczestniczyło w letnim obozie Fresh Air Fund, gdzie byłem doradcą – pisze Mark Oshinskie .

W przeciwieństwie do dzisiejszej ery postmodernistycznej, gdzie „prostytutki” uprawiają swój zawód bardziej dyskretnie za pomocą Internetu i telefonu, prostytutki z tamtej epoki często widywano w plenerach. Tego dnia w Delancey atrakcyjna Portorykanka po dwudziestce, z średniej długości włosami, obcisłymi spodniami i kolorową bluzką z krótkim rękawem, szła ze mną chodnikiem i delikatną dłonią chwyciła mnie za prawy łokieć. Brzmiąc podobnie do tego, co zabrzmi później Rosie Perez, powiedziała: „Ty i ja powinniśmy pójść na randkę”.

Przeszliśmy razem kilka kroków, zanim powiedziałam: „Nie mogę. Już jestem spóźniony. Mógłbym dodać, że byłem spłukany, co było prawdą. Ale powiedzenie tego może zostać odebrane jako brak szacunku. Czasami nie jesteś winien światu pełnego wyjaśnienia. A czasami świat nie chce tego słyszeć.

Kontynuując bez niej, obejrzałem się przez prawe ramię. Dając mi ostatnią szansę, błagała: „Porozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o tym!”

Podejrzewam, że życie tej kobiety postawiło przed nią kilka poważnych wyzwań. Ale nie wyglądała na przygnębioną, nie była pijana ani odurzona. Jej niepohamowana reakcja rozśmieszyła mnie; Szczególnie wydało mi się, że użycie i nacisk na „dyskusję” jest celowo nielogiczny. Przez chwilę zastanawiałem się, jak potoczyłaby się taka dyskusja. Co moglibyśmy sobie powiedzieć na temat proponowanej „randki”?

Dyskusja była być może ciekawsza niż sama data.

W każdym razie, kilkadziesiąt lat później, kiedy chcę gdzieś pójść lub zrobić coś, czego moja żona nie chce robić, mówię: „Porozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o tym!”

Często myślałem o tym, co czyni ludzi przyjaciółmi. Przyjaźń zwykle opiera się na cechach fizycznych; ludzie mają tendencję do przyjaźnienia się z ludźmi, którzy są do nich podobni. Często przyjaźnie nawiązują się, ponieważ lubią te same zajęcia, na przykład słuchanie tej samej muzyki, noszenie tych samych ubrań, bycie w tej samej drużynie sportowej lub używanie tych samych substancji. Czasami ludzie zostają przyjaciółmi, ponieważ mają wspólne doświadczenia, np. dni szkolne, wspólną pracę lub uprawianie sportu. Ludzie często się lubią, bo śmieszą ich te same rzeczy. Szczególnie silne przyjaźnie mogą zrodzić się z okazania wsparcia w potrzebie.

Jednak niezależnie od ich podstawy i pochodzenia, przyjaźnie i bliskie relacje z wybranymi krewnymi wiążą się z wymianą poglądów na świat i życie. W ten sposób przyjaciele wpływają na siebie nawzajem, nawet bez prób. Słuchanie przyjaciół lub uprzywilejowanych członków rodziny albo słuchanie siebie, gdy z nimi rozmawiamy, również może nam pomóc w ustaleniu, co jest prawdą. Albo przynajmniej w to, w co warto wierzyć lub mówić.

Spędziłem niezliczone godziny, wymieniając się pomysłami z bliskimi członkami rodziny lub osobami, które uważałem za przyjaciół: na spacerach, w pociągach lub autobusach, pod niebem w dzień i w nocy, w kawiarniach, na całonocnych kolacjach lub w konfesjonale przy desce rozdzielczej itp. Inne dotyczyły trzech lub co najwyżej cztery osoby. Poważne dyskusje nie rozpoczynają się powyżej czterech osób – i nie byle jakich czterech osób.

Te sesje rapowe obejmują bardzo szeroki zakres tematów; prawie nic nie poszło za daleko. Odbyliście te rozmowy. Wiesz to.

Podobnie jak wielu z Was, w ciągu ostatnich 43 miesięcy straciłem i/lub porzuciłem wiele przyjaźni i spędziłem mniej czasu z niektórymi członkami rodziny z powodu nieporozumień dotyczących „łagodzenia” Covida. Nie jest to sytuacja bez precedensu. W życiu relacje zaczynają się, rosną i kwitną. Jednak z biegiem czasu ludzie opuszczają szkoły lub pracę, przeprowadzają się, rozwijają nowe zainteresowania lub po prostu znajdują osoby, które bardziej im się podobają. Trzeba stale zawierać nowe przyjaźnie, aby zastąpić starych. Tak samo tutaj.

Koronamania dostarczyła jednak nowego powodu zakończenia przyjaźni. Większość, ulegając przesadnej reakcji, zdecydowała, że ​​jeśli nie wspiera się blokad, zamykania szkół, masek, zastrzyków i masowych rozdań rządowych, jest się złym i nie warto z nim rozmawiać. Nie chcieli zagłębiać się w kwestię właściwej reakcji na wirusa oddechowego ani społecznych, ekonomicznych i psychologicznych konsekwencji takich reakcji. Zamiast tego mocno wierzyli w media i rząd i naiwnie byli posłuszni.

Działali także pod presją rówieśników. Przyjęli to, co uważali za opinie większości znanych im osób. Czyniąc to, pomylili ochronę emocjonalną stada z rozsądkiem i prawdą. Poczuli się ośmieleni przez otaczający ich tłum i stanowczo poparli bezsensowne, destrukcyjne działania łagodzące. Bezczelnie odmawiali uwzględnienia punktu widzenia tych, którzy podobnie jak ja nie zgadzali się z narracją kryzysową lub dogmatem łagodzenia skutków.

Nawet nie chcieli o tym rozmawiać.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że dużo czytam, dobrze się uczę, zadaję dużo pytań, lubię szeroko i bez uprzedzeń rozważać pomysły, jestem dobrym słuchaczem, rzadko kogokolwiek krzyczę lub obrażam i potrafię rozśmieszać ludzi. Przed marcem 2020 r. ludzie zainicjowali i uczestniczyli w niezliczonych rozmowach jeden na jednego, godzinami na duże i małe tematy. I średni.

Mimo to prawie żaden z moich znajomych nie miał ochoty na poważny dialog ze mną na temat „Pandemii”. Wielu odbiorców moich e-maili kazało mi przestać wysyłać im eseje, które napisałem, lub po prostu mnie całkowicie zablokowało. Ateiści, którzy błędnie sądzili, że wzbudzi to we mnie poczucie winy i zmienię zdanie, nazywali mnie „samolubnym” i „złym chrześcijaninem”. Ta ostatnia charakterystyka sprawiła im potrójną satysfakcję: dobrze było jednocześnie umniejszać mnie, moją wiarę i innych, którzy tę wiarę podzielali.

Ci, którzy mnie odwołali, wykluczyli możliwość przedstawienia nieznanych faktów lub wcześniej nieprzemyślanych pomysłów, które mogłyby pokazać, że reakcją na Koronę była zdecydowana przesadna reakcja. Kilka osób w moim życiu powiedziało mi, że myślę nieszablonowo. Może niektórzy, którzy mnie odwołali, myśleli, że wywołam dysonans poznawczy.

Spójrzcie, co zrobiły media – to niewybaczalne

Ale większość, którzy agresywnie odrzucili to, co miałem do powiedzenia, stwierdziła, że ​​nie jestem „ekspertem”. Wpadli w histerię, zignorowali to, co widzieli w życiu codziennym, zawiesili zdrowy rozsądek, nie znali lub zapomnieli podstaw biologii. Zignorowali także wszelkie szkody spowodowane przez blokady, zamknięcia, maski, strzały i wydatki. Bardziej ufali swoim telewizorom niż swoim umysłom.

Zamiast rozmawiać o reakcji na Covid, tak jak to zrobili ze mną, na szeroki zakres tematów, które zwykle omawiają przyjaciele i krewni, np. problemy osobiste, kwestie filozoficzne, czy lubią konkretną gwiazdę, miejsce na wakacje lub ulubioną kuchnię, przyjaciele i rodzina uniknęła pogłębionego dialogu na temat największego i najdziwniejszego zakłócenia życia, jakie ktokolwiek z nas kiedykolwiek widział. Gdy w pokoju pojawił się słoń Covid, straciłem zainteresowanie pogawędkami.

Niechęć do mówienia o reakcji na Covid była sprzeczna ze współczesnymi normami. Nasze społeczeństwo zawsze ceniło swobodną wymianę idei. W ostatnich dziesięcioleciach nasze społeczeństwo przyjęło tak zwaną „różnorodność”. Uczelnie wybierają studentów, a rządy, firmy i organizacje pozarządowe świadomie wybierają pracowników z różnych grup demograficznych. Pozornie ułatwia to wymianę różnych poglądów na tematy mające wpływ na interes publiczny. Uważa się, że uwzględnianie różnych punktów widzenia umożliwia osobom z ślepymi plamkami związanymi z kulturą inne spojrzenie na świat, a tym samym odpowiednie dostosowanie nieprawidłowych i szkodliwych sposobów postrzegania i praktyk.

Ale chociaż nasza kultura gloryfikuje wolność słowa i pozorną różnorodność etniczną, rasową, religijną i seksualną, zdecydowanie odradza różnorodność opinii. Zamiast bezstronnych badań, faktów i logiki szkoły, politycy i komentatorzy wiadomości recytowali fałszywe statystyki i politycznie poprawne tropy oraz usuwali tych, którzy ośmielili się kwestionować te poglądy. Osoby sprzeciwiające się koronamanii, w tym wielu doktorów lub lekarzy zajmujących się zdrowiem publicznym, byli szeroko cenzurowani przez rządy i uciszani – często elektronicznie – przez przyjaciół i krewnych.

Czy świadome dyskusje między przyjaciółmi i rodziną na temat polityki Covid zmieniłyby zdanie? Prawdopodobnie nie. Dopóki ludzie nie zauważą, że powszechne nastroje zmierzają w innym kierunku, rzadko zmieniają swoje opinie; ego staje na przeszkodzie. A strach trudno usunąć. Wiele osób bało się „wirusa”. Myślę, że wielu Koronomaniaków naprawdę lubiło się bać; uznali „Pandemię(!)” za ekscytującą lub dobrą wymówkę, aby pominąć dojazdy do pracy. Ale bardziej niż wirusa obawiali się bycia w mniejszości i braku sympatii innych.

Niezależnie od niskiej zdolności przekonywania, byłoby ciekawie usłyszeć, jak więcej osób odpowiada na pytania takie jak:

  1. Co sprawia, że ​​ten wirus jest „nowy”?
  2. W jakich innych okresach w historii ludzkości zdrowi ludzie byli poddawani kwarantannie?
  3. Ze wszystkich znanych Ci osób, ile osób poniżej 75. roku życia, które nie są chore ani otyłe, zmarło na Covid-19?
  4. Ilu starych, chorych ludzi zwykle umiera dziennie?
  5. Czy szpitale wydłużyły czy skróciły życie?
  6. Czy szpitale naprawdę były przytłoczone pacjentami z Covidem?
  7. Dlaczego dwutygodniowa blokada „w celu spłaszczenia krzywej” trwała znacznie dłużej?
  8. Czy większość Amerykanów nie stanie się biedniejsza, wydając 10 bilionów dolarów na walkę z koronawirusem?
  9. Dlaczego w najbardziej zamkniętych i zamaskowanych stanach występuje najwyższy wskaźnik zgonów na Covid?
  10. Czy miało sens to, że ludzie wchodząc do restauracji musieli nosić maski, ale mogli je zdjąć podczas posiłku i rozmowy przez godzinę?
  11. Ile innych ograniczeń, takich jak zakazy podróży i kwarantanny, nie miało sensu?
  12. Dlaczego większość amerykańskich szkół publicznych została zamknięta na ponad rok ze względu na nauczanie indywidualne, podczas gdy europejskie i afrykańskie szkoły publiczne oraz wiele amerykańskich szkół prywatnych są otwarte od września 2020 r. i nie powodują żadnych szkód?
  13. Dlaczego liczba ofiar śmiertelnych nie wzrosła gwałtownie po protestach BLM, rajdzie motocyklowym Sturgis, wiecach Trumpa i podczas sezonu futbolu uniwersyteckiego, jak przewidywały media i różni „eksperci”?
  14. Co Fauci powiedział od stycznia 2020 r., co pokazuje praktyczną wiedzę na temat Covida i tego, jak na niego reagować w skuteczny, społecznie konstruktywny sposób?
  15. Czy wiesz, czym jest test PCR z progiem 40 cykli i w jaki sposób jego zastosowanie zwiększyło rzekomą liczbę infekcji i zgonów spowodowanych koronawirusem?
  16. Dlaczego ktoś, kto ma 99,9% lub więcej szans na przeżycie infekcji koronawirusem bez leczenia, miałby wykonać eksperymentalny zastrzyk, który okazał się szeroko nieudany i zabił lub zranił setki tysięcy ludzi?
  17. Dlaczego rządy i uczelnie w dalszym ciągu nakazują szczepienia, skoro zgodnie z obietnicą te szczepionki najwyraźniej nie powstrzymały infekcji i jej rozprzestrzeniania się?
  18. Jeśli maski są skuteczne, dlaczego potrzebne są blokady i szczepionki, a jeśli szczepionki są skuteczne, dlaczego potrzebujemy masek?
  19. Jakie dowody wskazują, że szczepionki przeciwko koronawirusowi nie powodują długotrwałych szkód?
  20. Czy szkoda wyrządzona osobom poniżej 50. roku życia, które nigdy nie były zagrożone i które utraciły kształtujące i zapadające w pamięć doświadczenia życiowe, jest tego warta?

Przyjaciele, krewni ani urzędnicy zajmujący się zdrowiem publicznym nie chcieli odpowiedzieć na takie pytania ani uzasadnić szczerze głupiej i destrukcyjnej polityki Covida. Chętnie odpowiedziałem na wszelkie pytania, jakie do mnie mieli. Ale nieliczni, którzy mnie przesłuchiwali, opuścili mnie, gdy odpowiedziałem.

Nie było zaskoczeniem, że okazało się, że o nieskuteczności i szkodliwości NPI i zastrzyków wiem więcej niż eksperci. To nie było trudne. Szukałem prawdy i dobra ogółu, a nie władzy, sławy, korzyści politycznych czy pieniędzy.

Ci, którzy unikali dialogu, byli tak pewni, że mają rację co do reakcji Covid-19, że stawiali się ponad wszelką dyskusję na ten temat. Ale przyłączając się do oszalałego na punkcie Korony tłumu, mylili się we wszystkim.

A myląc się, stworzyli piekielny bałagan. Bo nie chcieli o tym rozmawiać.