pixundfertig / Pixabay

Dawniej dziennikarze mieli jeszcze sporo honoru zawodowego i niezbędny głód poszukiwania prawdy i jej relacjonowania. Der Spiegel, wówczas wysokiej jakości medium cieszące się uznaniem daleko poza granicami kraju, publikuje w Internecie stare artykuły, które są więcej niż warte przeczytania. Dzisiaj ci, którzy mówią o „chemtrails”, często mają na myśli manipulowanie pogodą za pomocą środków geoinżynierii. Artykuł z 1972 r. dowodzi, że Stany Zjednoczone przeprowadzały to na szeroką skalę w celach wojskowych najpóźniej od 1963 r., pisze Willi Huber .

Być może niezbyt znany w krajach niemieckojęzycznych jest fakt, że smugi kondensacyjne, które pojawiają się podczas normalnego ruchu lotniczego, nazywane są po angielsku „comtrails”. Termin „chemtrails” to oparta na tym gra słów. W dzisiejszych czasach wiele osób czuje się nieswojo i boi się, patrząc w niebo. Dla nich każda smuga kondensacyjna to „chemtrail”, czyli sposób sztucznego wpływania na pogodę.

Technologia znana i sprawdzona od ponad 50 lat

Opinie co do tego, czy jest to technicznie możliwe, są podzielone. Zwłaszcza obecne „dziennikarstwo systemowe” wszystkiemu zaprzecza i spycha doniesienia o smugach chemicznych do mitów i baśni. Jednak artykuł z Der Spiegel, który właśnie ujrzał światło dzienne, jasno pokazuje, że armia amerykańska posiada wiedzę i możliwości sztucznego wpływania na pogodę poprzez opryski z powietrza od ponad 50 lat. Oczywiście nie oznacza to automatycznie, że każda smuga kondensacyjna na niebie jest czynnikiem wpływającym na pogodę. Ale teoretyczna możliwość istnieje.

Co jest gorsze, bomby czy deszcz?

Artykuł z „Der Spiegel” nr 29 z 1972 r. nosił tytuł „Chmury dojone”. Nawiązywał do wojny w Wietnamie. Tekst wprowadzający: „Co jest gorsze” – zapytał cynicznie urzędnik rządu USA – „zrzucanie bomb lub deszcz?” W zeszłym tygodniu ujawniono, że Amerykanie w Wietnamie zrobili jedno i drugie.

  Liderzy szwedzkiej Partii Ochrony Środowiska dysponują funduszami w dziedzinie lotnictwa, węgla, ropy i energii jądrowej

Operacje deszczowe podczas wojny w Wietnamie były prowadzone przez maksymalnie cztery samoloty transportowe C-130 Hercules stacjonujące w bazie lotniczej Udorn w Tajlandii. Ich misja była najwyraźniej ściśle tajna. Według ówczesnego senatora USA, Claiborne’a Pell (Demokrata) , samoloty wojskowe otworzyły dla Viet Congu „puszkę Pandory”.

Zamiana ziemi pod nogami wroga w błoto

Zastosowano trujący gaz, defolianty, wirusy, promieniowanie radioaktywne – a ostatecznie jako broń – deszcz. Począwszy od 1963 r., a szczególnie często w latach 1967–1971, w Stanach Zjednoczonych nad pozycjami i drogami wroga padały ulewne deszcze. W tym celu chmury „zaszczepiono chemikaliami”. Celem było uczynienie szlaków zaopatrzeniowych nieprzejezdnymi oraz utrudnienie lub wyeliminowanie obrony powietrznej Viet Congu. Istnieje kilka odniesień do „sztucznie wywołanych gwałtownych powodzi” i „sztucznie wywołanych ulewnych deszczy”. Konsekwencje musiały więc być ogromne.

Zaangażowani politycy nie byli jednomyślnie zadowoleni z tych środków wojennych. (Dobrym) powodem było to, że nie można było oszacować długoterminowych konsekwencji dla naturalnego bilansu wodnego.

Ogromne ilości deszczu w krótkim czasie z dodatkiem jodku srebra

Zastosowaną substancją chemiczną był jodek srebra. Kiedy spryskana zostanie chmurą „gotową do deszczu”, tworzą się większe kryształki lodu i po około 20 minutach zaczyna się ulewny deszcz. Testy przeprowadzone w Australii wykazały, że za pomocą 20 gramów jodku srebra można spuścić milion metrów sześciennych wody.

Jednak broń przeciwdeszczowa nie była wówczas szczególnie celna, ponieważ sił natury nie dało się dokładnie obliczyć ani zaplanować – wiatr mógł przeszkodzić w pracach i powstałyby również sztuczne tornada. Mówi się, że pewnego razu zaklinacze deszczu zalali jedną ze swoich baz.

  Jak to wszystko do siebie pasuje: Covid, 5G, nanotech i transhumanizm

Skandal ujawniony przez Seymora M. Hersha

Reporterem, który ujawnił wówczas całą tę historię, był nikt inny jak Seymor M. Hersh (obecnie 86 lat), obecnie krytykowany za wnikliwe śledztwo w sprawie Nordstream 2. Mówiono, że wojna deszczowa była wówczas ściśle tajna , Pentagon temu zaprzeczył, a niesławny Henry Kissinger osobiście zadbał o to, aby informacje na ten temat pozostały skąpe.

Przeanalizowaliśmy także artykuł w „New York Timesie” , do którego odwoływał się wówczas „Der Spiegel”.

Większość urzędników, z którymi przeprowadzono wywiady, zgodziła się, że rozprzestrzenianie osiągnęło jeden z głównych celów: zabłocenie dróg i zalanie linii komunikacyjnych. Jednak wielu urzędników wojskowych i rządowych wątpiło, czy projekt przyniósł dramatyczne rezultaty. – New York Times, 3 lipca 1972, Seymor M. Hersh

W przeciwieństwie do Der Spiegel wymieniono tam inne cele misji deszczowych:

  • Zapewnienie osłony przed deszczem i chmurami na potrzeby infiltracji południowowietnamskich komandosów i zespołów wywiadowczych do Wietnamu Północnego.
  • Aby zapewnić wcześniejsze ostrzeżenie o atakach i nalotach Wietnamu Północnego w Wietnamie Południowym.
  • Schematy opadów nad Wietnamem Północnym i Laosem zmieniają się lub dostosowują, aby wspierać amerykańskie bombardowania.
  • Odwrócenie i unieruchomienie żołnierzy i sprzętu północnowietnamskiego w celu utrzymania sprawnego działania błotnistych dróg i linii komunikacyjnych.

Działania podjęto w połączeniu z lokalnym zjawiskiem pogodowym „monsun”, które uległo nasileniu i rozszerzeniu. Monsun naturalnie występuje od maja do początku października. Informator CIA podobno przyznał wówczas, że sztucznego deszczu używano od 1963 r., kiedy dyktator Jean-Baptiste Ngô Đình Diệm miał „kłopoty z buddystami” w Wietnamie.

  Właściciel gminy wysyła klepsydry: Mieszkańcy mogą brać prysznic maksymalnie przez cztery minuty – Muszą oszczędzać energię

Operacja Pop-Eye przyniosła kwaśne deszcze, które uszkodziły sprzęt

Wojna pogodowa została zarządzona lub potwierdzona przez Biały Dom. Początkowo nazwa tajnych misji brzmiała „Operacja Pop-Eye” – podobno używano także dwóch innych nazw, ale wówczas o nich nie wspomniano. Jeśli dokładnie przestudiujesz artykuł w New York Times, jest prawdopodobne, że w tamtym czasie używano także substancji chemicznych innych niż jodek srebra. Mówiono, że ma dobry efekt strategiczny przeciwko chmurom chroniącym instalacje wroga w Wietnamie Północnym.

Miało to również ważny efekt uboczny: woda deszczowa stała się tak kwaśna, że ​​spowodowała większe uszkodzenia sprzętu mechanicznego. Dlatego też rozwinął pewien kwaśny wpływ na metale. To nie tylko spowodowało nieprzejezdność dróg, ale także uszkodziło systemy radarowe i pojazdy silnikowe. Nie było to częścią pierwotnego planu – byłby to praktyczny efekt uboczny – wyjaśnił dziennikarzowi informator. Podstawę naukową na ten temat stworzyli naukowcy z Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych.