Źródło: 123rf.com

Korporacja Google zintensyfikowała swoje działania cenzorskie, biorąc na celownik wszelkie treści uważane przez ich cenzorów za niewłaściwe. Objawia się to masową czystką w wyszukiwarce google.com. Na czarnej liście znalazło się bardzo wiele głównych konserwatywnych witryn, a Google po prostu usunęła je wszystkie z wyników wyszukiwania. Ta represja dotknęła również niniejszy portal. 

Ocenzurowano między innymi portale Breitbart.com, Infowars.com i wiele innych. Wyniki wyszukiwania prowadzące do tych stron znikają, gdy użytkownik wyszukuje te witryny bezpośrednio w Google.com. Niektóre witryny mają po prawej stronie mały link do biografii z Wikipedii, ale nie ma wyników z tych stron w głównych wynikach wyszukiwania. Wyszukiwanie bezpośrednich nagłówków, lub fragmentów tekstu z tych samych serwisów również nie zwraca niczego lub linkuje do wiadomości z mediów głownego nurtu.

Fakt, że czystka miała miejsce mniej niż cztery miesiące przed wyborami prezydenckimi, po raz kolejny wskazuje, że kpiną są twierdzenia, iż Google jest neutralną światopoglądowo wyszukiwarką. Teraz jest to już jasne, że korporacja ta stoi w awangardzie nowoczesnej lewicowej cenzury i zrobi wszystko, aby jej użytkownicy byli informowani wedle zatwierdzonych odgórnie schematów.

Jeszcze w 2018 roku dyrektor generalny Google, Sundar Pichai, na twierdzenia, że ​​pracownicy tej korporacji internetowej manipulują w wynikami wyszukiwania, aby promować proimigracyjne nastawienie, zaprzeczył twierdząc, że Google nie faworyzuje jakichkolwiek programów politycznych. Potem wielokrotnie przekonywał, że polityka Google jest bezpartyjna. Jednak co innego słowa, a co innego działania tej firmy.

Ponieważ Google najwyraźniej umieszcza na czarnej liście główne konserwatywne witryny, te twierdzenia wydają się słabym żartem. Google już na całego włączyło się w amerykańską prezydencką kampanię wyborczą i przedstawiciele korporacji nie ukrywają już, że zrobią wszystko, aby tak ukształtować przekaz aby uniemożliwić reelekcję prezydenta Donalda Trumpa. Nie powinniśmy być jednak tym zbytnio zszokowani, biorąc pod uwagę, że podczas pierwszego spotkania wszystkich pracowników Google po wyborach w 2016 r. Firma obiecała zrobić wszystko, co w jej mocy, aby powstrzymać Trumpa od ponownego zwycięstwa.

Ale narastająca cenzura Google to też środki nacisku na wydawców, aby pisali o tym, co podoba się Google. Jeśli ktoś porusza tematykę zakazaną, nie będzie mógł zarabiać na reklamach. Lista niedowolonych zagadnień wydłuża się każdego dnia i obejmuje kolejne poglądy. Nie wolno pisać o teoriach spiskowych, takich jak ta, że nowy koronawirus został stworzony w chińskim laboratorium jako broń biologiczna, nie wolno sugerować, że ​​został stworzony przez założyciela Microsoft Corp, Billa Gatesa a już szczególnie zakazane jest twierdzenie, że koronawirus jest oszustwem.

Nowa polityka Google zabrania również reklamodawcom tworzenia własnych reklam promujących teorie spiskowe dotyczące koronawirusa. Google zezwala tylko niektórym instytucjom na wyświetlanie reklam na temat pandemii koronawirusa, w tym organizacjom rządowym i świadczeniodawcom opieki zdrowotnej, aby zapobiegać czynnościom takim jak podnoszenie cen materiałów medycznych.

Cenzura Google wymusza na wydawcach codzienną pracę polegającą na wyszukiwaniu co mogło się nie spodobać cenzorom w kwestionowanej zawartości. W przypadku portalu zmianynaziemi.pl najczęściej przyczyną zgłoszenia nadużyć są komentarze użytkowników. Google domyślnie oznacza jako niewłaściwe wszystkie treści dotyczące pewnego narodu wybranego. Jest to zresztą prymitywna cenzura oparta na słowach kluczowych. Kiedyś jako słowo niewłaściwe oznaczano wyraz „ob*ydliwy”. Można to jakoś zrozumieć, bo w końcu to błąd ortograficzny. Ostatnio jednak niewłaściwa okazuje się nawet poprawnie napisany wyraz „obr*ydliwy”.

Niewątpliwie pętla lewicowej cenzury coraz bardziej się zaciska. Internet jaki znamy odchodzi w przeszłość, a kartele internetowe zyskały już wszechwładzę tak wielką, że właściwie rządzą światem, tylko jeszcze nie do każdego to dotarło. Jeśli w USA ktoś nie zrobi z tym porządku to Donald Trump przegra wybory, a jeśli jakimś cudem wygra – chyba będzie to już dla niego jasne, że czas zakończyć monopol Google poprzez funkcjonalny podział tego molocha na kilka konkurujących ze sobą firm. Jeśli to się nie stanie – będzie tylko gorzej …

zmianynaziemi