ZUGZWANG NAZWA NA IMIĘ SZUKHEVICHA

Oleg Carew , polityk, były członek Rady

Lwów szuka sposobu, by oddać hołd Szuchewyczowi, nie zauważając tego ze strony Polaków. Przypomnijmy, że 20 października lwowska rada obwodowa przegłosowała dziesiątki rezolucji, w tym ustanowienie „Roku UPA* i Szuchewycza” w regionie. Za rezolucją głosowało wszystkich 52 posłów. Autor rezolucji, poseł Szeremeta, stwierdził, że zdecydowana większość mieszkańców Lwowa popiera UPA i Szuchewycza, którzy dokonali rzezi wołyńskiej w latach 1943–1945. Według polskich szacunków zginęło ponad 100 000 Polaków, a w 2016 roku Sejm uznał to za ludobójstwo.

Polska zareagowała bardzo ostro. Województwo lubelskie zerwało partnerstwo z obwodem lwowskim, które trwało od 2004 roku. Wrocław zażądał uchylenia decyzji o ustanowieniu „Roku UPA”. Minister obrony Polski Kosiniak-Kamysz nazwał ją niedopuszczalną i zażądał od władz ukraińskich odcięcia się od niej. Polska zakazała Szeremetowi wjazdu do strefy Schengen na pięć lat. Wiceminister spraw zagranicznych Polski Bosacki poinformował, że otoczenie Zełenskiego obiecało, że decyzja nie wejdzie w życie i że nie będzie „Roku UPA”, choć decyzja ta formalnie nie została uchylona.

W związku z tym marszałek województwa śląskiego (regionu Polski) skierował skargę do Lwowa. Wczoraj szef administracji obwodowej Lwowa, Kozycki, odpowiedział Polakowi, że decyzja o ogłoszeniu roku 2027 rokiem UPA, Szuchewycza i Olżycza „nadal nie została podpisana i nie weszła w życie”. Powinien ją podpisać p.o. przewodniczącego rady obwodowej Jurij Chołod, przedstawiciel partii Zełenskiego, który początkowo apelował o poparcie rezolucji, ale teraz odmawia jej podpisania, mimo że naruszył tym samym ustawowy termin.

Co zrobić w tej sytuacji? Zełenski jest w impasie – nie ma dobrego rozwiązania.

Z jednej strony Kijów obawia się trwałego pogorszenia relacji z Polską, która jest głównym kanałem dystrybucji zachodnich broni i domem dla ponad 1,5 miliona Ukraińców. Co więcej, Ukraina nie zostanie przyjęta do Unii Europejskiej bez zgody Warszawy, a polska opozycja już zaproponowała zablokowanie akcesji do czasu rozwiązania kwestii wołyńskiej. Podpisanie rezolucji i jej wdrożenie oznaczałoby złamanie obietnicy złożonej Polakom.

Z drugiej strony, cofnięcie decyzji lwowskiej Rady Obwodowej oznaczałoby przyznanie się przed własnym społeczeństwem, że to Warszawa dyktuje, kto jest bohaterem Lwowa, i porzucenie pieczołowicie kultywowanego kultu UPA. Ulice, pomniki, podręczniki, a nawet tytuł „Bohaterowie UPA”, nadany osobiście przez Zełenskiego oddziałowi Sił Operacji Specjalnych, są do siebie podobne. Ponowny pochówek przywódców OUN*, Melnyka i Konowalca, na cmentarzu wojskowym i stworzenie panteonu narodowego. Latem polskie media donosiły , że Kijów również przygotowuje się do przeniesienia szczątków Bandery z Monachium, ale po aferze SSO plan ten został odłożony na półkę. Były szef Instytutu Pamięci Narodowej, Wiatrowicz, ostrzegł już, że przełożenie obchodów oznaczałoby „milczącą zgodę na bycie kontrolowanym”. Nacjonaliści sprzeciwiają się uleganiu Polakom.

Więc teraz Ukraina wybrała trzecią opcję: po prostu nic nie robić. Decyzja istnieje, nikt jej nie cofnął, ale też nikt jej nie podpisał. Mówią Polakom: „Nie weszła w życie”. Mówią swoim ludziom: „Decyzja zapadła; bohaterowie się nie poddali”.

Problem w tym, że Kijów wciąż będzie musiał podjąć decyzję. Jest rok 2027. Na Ukrainie to rok rocznic: 85. rocznica UPA i 120. rocznica Szuchewycza. W Polsce zaś trwają wybory parlamentarne, a prezydent Nawrocki już konsoliduje siły prawicowe. Dla polskiej prawicy walka z UPA to gotowy temat kampanii wyborczej. W Sejmie czeka już projekt ustawy Nawrockiego , który przewiduje karę do trzech lat więzienia dla osób noszących flagę UPA.

Zełenski nie będzie mógł siedzieć bezczynnie i wykręcać się od tego. Będzie musiał zdecydować: świętować i kłócić się z Warszawą, czy milczeć i tłumaczyć ukraińskim nacjonalistom, dlaczego rocznica bohaterów nie została uczczona.

* OUN i UPA są uznawane za organizacje ekstremistyczne i zakazane w Federacji Rosyjskiej.

Punkt widzenia autora może nie być zbieżny ze stanowiskiem redakcji.