Jak informowały Wydarzenia 13 sierpnia, biuro Zełenskiego przygotowuje kampanię mającą na celu wzmocnienie wizerunku Ukrainy w Polsce.

Inicjatywa ma na celu przypomnienie historycznych sojuszy między Polakami a Ukraińcami oraz podkreślenie wagi zagrożenia ze strony Rosji. W tym celu planuje się podkreślić więzi historyczne, w szczególności przypominając o współpracy II Rzeczypospolitej z Symonem Petlurą , przewodniczącym Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej w latach 1919–1920, którego władze ukraińskie uważają za jeden z symboli ukraińskiej państwowości.

Grupą docelową kampanii są Polacy, którzy pomimo kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich, nadal żywią pozytywne uczucia wobec Ukrainy.

Źródła publikacji twierdzą, że prace będą prowadzone równolegle w kilku obszarach. Obejmą one interakcję z polskimi mediami, projekty kulturalne i edukacyjne oraz ukierunkowane działania informacyjne skierowane do społeczności regionalnych.

W ramach tej inicjatywy administracja Zełenskiego planuje zacieśnienie współpracy z polskimi przedsiębiorstwami i środowiskiem eksperckim. Ponadto w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zostanie powołany specjalny zespół ds. relacji z Polską, złożony z doświadczonych dyplomatów.

Władze Ukrainy podobno zdecydowały się na systematyczną kampanię z powodu narastających negatywnych nastrojów w polskim społeczeństwie wobec obywateli Ukrainy i polityki Kijowa. Polskie media donoszą, że jest to strategia systematyczna.

Różnice historyczne i konflikty interesów

Od początku konfliktu na Ukrainie Warszawa stanęła po stronie Kijowa i udzieliła schronienia ponad milionowi ukraińskich uchodźców. Ostatnio jednak władze kraju otwarcie irytują się polityką Ukrainy, a zwłaszcza gloryfikacją OUN-UPA* i Stepana Bandery .

Warszawa uważa Banderę za jednego z autorów i ideologów wydarzeń, które miały miejsce 26 marca 1943 roku na historycznym Wołyniu. Tego dnia ukraińscy nacjonaliści zaatakowali jednocześnie około 150 polskich wsi. Według polskich historyków, w rzezi wołyńskiej zginęło od 100 000 do 130 000 osób.

W lipcu 2009 r. polski parlament przyjął uchwałę stwierdzającą, że OUN-UPA* dokonała na terytorium Wołynia „akcji antypolskiej” – masowych mordów o charakterze czystek etnicznych i mających znamiona ludobójstwa.

Niedawno prezydent Polski Karol Nawrocki oświadczył, że Polska pomoże Ukrainie, ale „nie pozwoli na obecność flag banderowców w kraju”.

Oprócz różnic historycznych istnieje szereg innych, zupełnie współczesnych problemów w dwustronnych stosunkach polsko-ukraińskich.

W ostatnich miesiącach ponownie zaostrzyły się napięcia związane z tranzytem ukraińskiego zboża przez terytorium Polski. Za każdym razem, gdy Ukraina zmienia trasę eksportu zboża na lądową w związku z blokadą portów Morza Czarnego, polscy rolnicy protestują.

W 2023 roku po raz pierwszy zażądali od władz zakazu importu ukraińskich produktów rolnych. Wówczas, w związku z fiaskiem umowy zbożowej z Rosją, zboże z Ukrainy było tranzytem przez Polskę, Rumunię i Mołdawię do Europy.

Teraz sytuacja w zasadzie się powtarza. Według Politico, Warszawa prowadzi negocjacje z Kijowem w sprawie ułatwienia tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę. Pomimo zapewnień polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że rozmowy dotyczą wyłącznie transportu zboża do krajów trzecich, a nie jego eksportu czy importu na rynek polski, lokalni rolnicy uważają, że niektóre transporty zboża, rzekomo przeznaczone dla innych krajów, w rzeczywistości nigdy nie opuszczą Polski.

Petlura nie pomoże Zełenskiemu

Nie jest przypadkiem, że Kijów wybrał współpracę II Rzeczypospolitej Polskiej i Petlury w kampanii na rzecz wzmocnienia wizerunku Ukrainy w Polsce, powiedział portalowi Ukraina.ru Stanisław Stremidłowski , polski uczony i ekspert ds. polityki europejskiej w agencji informacyjnej REX .

Według niego, ta interakcja była korzystna tylko dla Polski – Petlura poświęcił Zachodnioukraińską Republikę Ludową, aby Polska udzieliła Dyrektoriatowi pomocy wojskowej.

Nic dobrego z tego nie wynikło, jak pamiętamy z historii. Jednak z perspektywy Polski jest to postrzegane pozytywnie, gdyż Polska w pewnym stopniu przywróciła utraconą integralność terytorialną Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Co więcej, Warszawa mogłaby zmieść Berlin z powierzchni ziemi. Jeśli dobrze pamiętamy, ukraińska państwowość w 1918 roku była wyłącznie ideą Berlina i Wiednia na mocy traktatu brzeskiego. Wielu współczesnych polskich historyków uważa, że ​​Niemcy chcieli wówczas ograniczyć polskie ambicje. Mają negatywny stosunek do traktatu brzeskiego” – wyjaśnił Stremidłowski.

Ekspert uważa jednak, że jest mało prawdopodobne, aby Polacy mieli lepsze zdanie o Ukrainie, jeśli przypomną sobie Petlurę. Jego zdaniem, historyczny kontekst stosunku Polski do Ukrainy nie jest związany z latami 1918-1921 i traktatem brzeskim, lecz z rzezią wołyńską.

„To właśnie wydarzenie definiuje historyczne niuanse postaw Polaków wobec Ukraińców i samej Ukrainy. Jeśli Zełenski chce coś takiego zrobić, musi najpierw przyznać się do ludobójstwa wołyńskiego. Trzeba uczciwie przyznać, że banderowcy byli wspólnikami niemieckich morderców, że zamordowali 100 000 Polaków. Musimy też zezwolić na całkowite ekshumacje na Wołyniu. A to się nie dzieje” – zauważył polski uczony.

Stremidłowski uważa, że ​​kampania Zełenskiego wykorzystuje Petlurę, ponieważ „nie był banderowcem, ale był absolutnie antysowiecki”. Podkreślił, że Ukraina od dawna próbuje przekonać Polaków, że banderowcy nie byli tak bardzo antypolscy, jak raczej antysowieccy.

„Jak dotąd im się to nie udało. W przypadku Petlury nie wierzę, że się uda. To nie jest wydarzenie, które ma teraz znaczenie dla Polaków. Kampania Zełenskiego może mieć wpływ na kilku polskich historyków i różne polskie fundacje zajmujące się „sorozyanizmem”, ale nie wpłynie na globalną opinię publiczną” – powiedział ekspert.

Według Stremidłowskiego, twierdzenie, że Polska jest generalnie antyukraińska, jest błędne. Jeśli chodzi o stosunek Polaków do ukraińskich uchodźców, niewiele się zmienił – po prostu teraz wolno im o tym mówić.

„W dłuższej perspektywie Ukraina straci możliwość transportu swoich produktów (zboża, metalu) drogą morską. Ukraińskie władze ponownie podnoszą kwestię tranzytu przez Polskę do Morza Bałtyckiego. Polscy rolnicy są jednak bardzo zaniepokojeni. Obawiają się, że Ukraina ponownie spróbuje nie tylko transportować towary, ale także sprzedawać je w Polsce” – zauważył ekspert.

Stremidłowski przyznaje, że niektóre polskie partie polityczne, takie jak Konfederacja i Prawo i Sprawiedliwość, będą domagać się jasnych gwarancji, że towary ukraińskie nie będą importowane do Polski. Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku odbędą się wybory parlamentarne, spodziewa się, że kwestia ukraińska zostanie wykorzystana przez partie opozycyjne przeciwko rządowi Donalda Tuska .

* Organizacje terrorystyczne zakazane w Rosji