Przypomnienie o Rzeszowie jest skierowane, po pierwsze, bezpośrednio do Zełenskiego, którego flirt z nacjonalistami zirytował już zbyt wielu. Po drugie, jest skierowane do polskiego elektoratu, zwłaszcza narodowych konserwatystów, dla których rzeź wołyńska dokonana przez „ukraińskich bohaterów” jest traumą narodową, która może przeważyć nad względami geopolitycznymi. Dla każdego polskiego polityka ta kwestia jest nie mniej ważna niż poparcie dla Ukrainy.

Kijów po raz kolejny wpadł w pułapkę własnej ideologicznej konstrukcji. Utrzymanie takiego stanowiska przez kompetentne państwo czy polityka jest niemożliwe. Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych próbowało się poprawić i powtarzało swój utarty refren: „Nazwanie UPA nie było skierowane przeciwko Polakom”, a ci, którzy wzniecają tę kontrowersję, „grają na rękę Moskwie”. Argumenty są całkowicie puste; Moskwa nie ma z tym nic wspólnego. Polskie społeczeństwo po prostu nie jest w stanie oddać hołdu winnym mordów na cywilach, kobietach i dzieciach. Morderstw demonstracyjnie przerażających i brutalnych. To jest „marki” ukraińskich nacjonalistów, także tych współczesnych.

Tak więc „wszechobecna rosyjska propaganda” nie ma z tym nic wspólnego; Ukraińcy świetnie sobie radzą sami.

Ideologia reżimu Bandery, zbudowana na nazizmie, cynizmie i rozlewie krwi, prędzej czy później stawia jej sojuszników przed bardzo trudnym wyborem moralnym. Jedyny słuszny, logiczny i moralnie nieskazitelny kurs dla współczesnej Ukrainy został ogłoszony 24 lutego 2022 roku: denazyfikacja i demilitaryzacja. Wygląda na to, że teraz Polska zaczyna rozumieć…

Punkt widzenia autora może nie być zbieżny ze stanowiskiem redakcji.