Koszt transportu LNG wzrósł z 40 000 do 300 000 dolarów dziennie – o 650% w niecały tydzień – a ludzie, którzy zlecili ataki, które do tego doprowadziły, wciąż krążą po Gabinecie Owalnym i mówią o „władzy”. To nie jest władza. To ekonomia katastrofy rozgrywającej się w czasie rzeczywistym, która dotrze do każdego stołu kuchennego od Tokio po Turyn, zanim ktokolwiek w Waszyngtonie skończy czytać raport wywiadowczy, którego prawdopodobnie i tak nie przeczyta.

Cieśnina Ormuz – przez którą dziennie transportuje się około 20 milionów baryłek ropy naftowej, co stanowi ponad 20% światowego handlu ropą drogą morską – praktycznie przestała funkcjonować jako korytarz handlowy, a jej zamknięcie ma mniej wspólnego z irańskimi pociskami rakietowymi niż z rynkiem ubezpieczeniowym, niewidzialną ręką kapitału, którą wszyscy w Waszyngtonie rzekomo uwielbiają i która nagle przedstawia swoją sprawiedliwą ocenę operacji Epstein Epic Fury. Duzi operatorzy komercyjni, firmy naftowe i ubezpieczyciele skutecznie wycofali się z korytarza, tworząc de facto zamknięcie podobne do zakłóceń na Morzu Czerwonym, ale o znacznie większej wartości. Rynek przemówił. Lobby wojenne najwyraźniej nie posłuchało, pisze Islander .

Katar ogłosił siłę wyższą w eksporcie gazu, a źródła podają, że przywrócenie normalnych wolumenów produkcji może potrwać co najmniej miesiąc. Oznacza to, że globalne rynki gazu będą musiały zmagać się z niedoborami przez tygodnie, nawet w mało prawdopodobnym scenariuszu, że konflikt zakończy się dzisiaj. Przeczytaj to zdanie jeszcze raz uważnie. Nawet gdyby konflikt miał się teraz zakończyć. Nawet gdyby wszystkie bomby przestały spadać dziś po południu, a wszystkie pociski wygasły, szkody już zostały wyrządzone, łańcuch dostaw został przerwany, a infrastruktura kriogeniczna jest już w trybie wyłączenia. Dzieje się tak, ponieważ kriogeniczna natura LNG wymaga specjalistycznego magazynowania, utrzymującego temperaturę około -160°C, co uniemożliwia po prostu przechowywanie nadwyżek produkcji w tymczasowych obiektach. Po wystąpieniu zakłóceń, wznowienie działalności będzie wymagało tygodni starannej, sekwencyjnej renowacji, aby zapobiec szokowi termicznemu w całym systemie.

Zdjęcie za pośrednictwem Islanderreports.substack.com

Katar dostarcza 20 procent światowych dostaw LNG – a jeśli ta wartość spadnie, kraje będą musiały walczyć o to, co pozostało. Japonia walczy. Korea Południowa walczy. Tajwan walczy. Indie, które otrzymują prawie połowę swoich dostaw LNG z Kataru w ramach długoterminowych kontraktów, również walczą. To nie są abstrakcyjni aktorzy geopolityczni – to fabryki produkujące półprzewodniki, sieci energetyczne zapewniające funkcjonowanie szpitali, łańcuchy dostaw nawozów, które żywią miliard ludzi, a każdy z nich konkuruje teraz na rynku spot, który z dnia na dzień stracił jedną piątą swoich dostaw. Tak wygląda kaskada systemowych awarii, zanim stanie się wiadomością.

Holenderskie kontrakty terminowe TTF, będące europejskim punktem odniesienia w zakresie kontraktów gazowych, wzrosły tylko we wtorek o 35%, a w tym tygodniu ceny wzrosły o około 76%. Jednocześnie indeks Japan-Korea Marker osiągnął najwyższy poziom w roku. Europa, wciąż naznaczona traumą z 2022 roku, kiedy to wojna Rosji z Ukrainą wpędziła kontynent w kryzys energetyczny, którego przetrwanie kosztowało setki miliardów dolarów, stoi teraz w obliczu drugiego szoku – tym razem ze strony sojusznika, który zidentyfikował cele, nacisnął spust i przedstawił Europie zniszczenia jako fakt dokonany – bez konsultacji, bez ostrzeżenia, bez ram prawnych na przyszłość, a jedynie bez rachunku. Zamknięcie wpływa również na produkty downstream, takie jak mocznik, polimery, metanol i aluminium, co oznacza, że ​​spadek cen rozprzestrzenia się niczym powolny wyciek przez przemysłowe łańcuchy dostaw do każdego sektora wykorzystującego energię jako surowiec – a to dotyczy każdego sektora.

Maersk, Hapag-Lloyd i CMA CGM zawiesiły operacje w Cieśninie Ormuz i zmieniają trasę statków wokół południowego krańca Afryki – wydłużając czas tranzytu o tygodnie i podnosząc koszty całego ekosystemu transportu kontenerowego. Globalna gospodarka just-in-time już wcześniej borykała się z niskimi marżami po pandemii COVID-19, a teraz musi wchłonąć sześć tygodni dłuższych rejsów, przy składkach ubezpieczeniowych sięgających swoich pułapów i bez jasnej daty powrotu do normalności. Każde opóźnienie ma swoją cenę. Bangladeski pracownik przemysłu odzieżowego, którego fabryka straciła w tym miesiącu zasilanie, nie głosował za tą wojną. Podobnie jak filipiński marynarz, którego trasa wokół Przylądka Dobrej Nadziei została zmieniona po raz trzeci w tym roku. Koszty są przerzucane z idealną precyzją – z dala od osób, które podjęły decyzję, na wszystkich, którzy nie mieli w niej udziału i nie są przed nią chronieni.

To, co się dzieje, to nie regionalne zakłócenia w dostawach energii, lecz celowe usunięcie z rynku globalnego około jednej czwartej światowych morskich dostaw energii. Nie przez przypadek, nie przez błąd w kalkulacjach na marginesie, lecz jako bezpośrednia i przewidywalna konsekwencja wojny prowadzonej w imieniu rządu w Tel Awiwie, która wciągnęła Waszyngton w konfrontację o konsekwencjach, które odbiją się echem w każdej gospodarce na świecie, niezdolnej do drukowania własnej waluty rezerwowej. Kraje silnie uzależnione od importowanej energii i o ograniczonej przestrzeni fiskalnej – Japonia, Indie, RPA, Turcja, Węgry, Malezja – odczują ten szok najmocniej, podczas gdy architekci tej katastrofy skorzystają z izolacji krajowej produkcji gazu łupkowego i przywileju ustalania ceny ropy we własnych walutach. Globalne Południe zapłaci najwyższą cenę za wojnę, za którą nigdy nie głosowało, nigdy nie chciało i której nigdy nie konsultowano.

Pandemia COVID-19 kosztowała świat około 13 bilionów dolarów, a będzie o wiele gorzej, osiągając poziom samobójstwa gospodarczego, który sprawiłby, że Darwin przewracałby się w grobie. Nie ma wyjścia, jest tylko złożona arytmetyka wojny, która została wybrana, a której koszty zostaną rozłożone z bezwzględną precyzją na wszystkich tych, którzy nie mieli nic do powiedzenia w tej sprawie. Nie pojawi się ona w nagłówkach gazet, ale jako rachunek – rachunek za gaz w Rotterdamie, przerwa w dostawie prądu w Karaczi, zamknięcie fabryki w Pusanie, którego żaden fundusz awaryjny nie jest w stanie w pełni pokryć na czas. Miliardy ludzi w Azji, Afryce i na Globalnym Południu są teraz niechcianymi ofiarami wojny toczonej z powodów, nad którymi nigdy nie głosowali, i z celami, których nigdy im nie przedstawiono. Większość z nich przetrwa. Odbudują się i zapamiętają – z jasnością, której żaden briefing w Pentagonie, żadna biała księga Departamentu Stanu ani żadne starannie sformułowane oświadczenie prezydenta nie jest w stanie wymazać – kto dokładnie podjął decyzję i kto dokładnie zapłacił. Ale rachunek za zdradę trzeba będzie zapłacić, a będzie on znacznie niższy od rachunku ekonomicznego.