N„Ikotyna ujawniona: Ukryty uzdrowiciel w świecie toksyn ” to opowieść o tytułowej naturalnej cząsteczce, jednej z najbardziej niezrozumianych cząsteczek we współczesnej medycynie.

Przez dziesięciolecia demonizowano ją jako winowajcę dymu tytoniowego – lepkiej, uzależniającej trucizny, która uzależnia ludzi od nikotyny na całe życie. Prawda jest jednak o wiele bardziej złożona: sama nikotyna nie jest problemem. Prawdziwymi winowajcami są ponad 7000 substancji chemicznych w dymie papierosowym – syntetyczne dodatki, takie jak pirazyny, które przemysł tytoniowy dodaje do swoich produktów, aby wywołać uzależnienie – oraz dekady propagandy prowadzonej przez organy regulacyjne i firmy farmaceutyczne, które pogrzebały zdumiewający potencjał terapeutyczny nikotyny, pisze Ramon Tomey .

Rdzenne kultury obu Ameryk nie paliły papierosów z dodatkiem amoniaku, formaldehydu i arsenu. Używały czystego, nieskażonego tytoniu w ceremoniach – często w połączeniu z innymi roślinami leczniczymi – aby poprawić koncentrację, duchowe połączenie, a nawet uśmierzyć ból.

Nikotyna sama w sobie jest alkaloidem, związkiem azotowym, który rośliny wytwarzają jako naturalny pestycyd. Stanowi element ich mechanizmu obronnego przed owadami, podobnie jak kofeina w kawie czy kapsaicyna w papryczkach chili.

Rzecz w tym, że kiedy ludzie spożywają te roślinne związki obronne w małych dawkach, nie są one dla nas toksyczne. Zamiast tego, wyzwalają one reakcje adaptacyjne w naszym organizmie – wzmacniają odporność, wyostrzają funkcje poznawcze, a nawet zmniejszają stany zapalne.

Hipokryzja demonizowania nikotyny staje się aż nazbyt oczywista, gdy weźmiemy pod uwagę jej obecność w codziennych produktach spożywczych. Bakłażany zawierają drugie co do wielkości stężenie nikotyny w królestwie roślin, a następnie pomidory, ziemniaki, a nawet kalafior.

Gdyby nikotyna rzeczywiście była śmiertelnym, uzależniającym demonem, jak twierdzi Agencja Żywności i Leków (FDA), czy nie umieszczaliby ostrzeżeń na frytkach i keczupie? Dlaczego ludzie nie budzą się spoceni po talerzu bakłażana z parmezanem, marząc o kolejnej porcji psiankowatych?

Odpowiedź jest prosta. Nikotyna w swojej naturalnej postaci, spożywana w niewielkich ilościach, obecnych w żywności, nie uzależnia. Narracja o uzależnieniu to kamuflaż, mający chronić prawdziwych winowajców: przemysł farmaceutyczny i organy regulacyjne, które mu służą.

Dlaczego chcą, żebyś bał się nikotyny

Duże firmy farmaceutyczne zarabiają miliardy na lekach wspomagających rzucanie palenia, takich jak Chantix (który ma czarną ramkę z ostrzeżeniem o myślach samobójczych), jednocześnie tłumiąc badania nad terapeutycznymi właściwościami nikotyny. Tymczasem FDA przymyka oko na nikotynę w twojej sałatce, ale zakazuje ratujących życie terapii nikotynowych, które mogłyby pomóc osobom z chorobą Alzheimera, Parkinsona, a nawet utratą smaku i węchu spowodowaną koronawirusem z Wuhan (COVID-19).

Badania wykazały, że nikotyna – podawana w postaci plastrów lub gumy do żucia, a nie poprzez palenie – poprawia koncentrację, pamięć i uwagę zarówno u osób zdrowych, jak i u osób z chorobami neurodegeneracyjnymi. Naukowcy z Uniwersytetu Vanderbilt odkryli, że plastry nikotynowe pomogły przywrócić funkcje poznawcze u pacjentów z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi, będącymi prekursorem choroby Alzheimera.

Przemysł wojskowy i farmaceutyczny zainwestował ogromne środki w blokowanie tych receptorów, a nie w ich aktywację. Dlaczego? Ponieważ antagoniści nikotyny – leki, które blokują receptory nikotynowo-acetylocholinowe – mogą być wykorzystywane jako broń.

W dużych dawkach powodują paraliż i niewydolność oddechową, co czyni je idealnymi do broni chemicznej. Te same receptory, które pomagają nam poczuć smak kawy lub zapamiętać listę zakupów, mogą zostać przejęte i zabić.

Ten potencjał podwójnego zastosowania to powód, dla którego rząd i firmy farmaceutyczne mają osobisty interes w kontrolowaniu narracji wokół nikotyny. Nie chcą, abyś wiedział, że nikotyna w czystej postaci może być przełomem dla zdrowia mózgu, chorób autoimmunologicznych, a nawet infekcji wirusowych.

Nikotyna nie jest winowajcą – to źle rozumiany składnik odżywczy o ogromnym potencjale. Piętno, jakie się z nim wiąże, to sfabrykowana narracja oparta na półprawdach i jawnych kłamstwach, służąca interesom przemysłu farmaceutycznego, organów regulacyjnych i kompleksu wojskowo-przemysłowego. Ten sam system, który każe ci bać się nikotyny, zmusza cię do jedzenia przetworzonej żywności z dużą ilością syntetycznych dodatków, do przyjmowania szczepionek z wykorzystaniem nieprzetestowanej technologii mRNA i do zaufania instytucji medycznej, która czerpie zyski z twojej choroby.

Prawda staje się jednak coraz trudniejsza do ukrycia. Naukowcy po cichu badają rolę nikotyny w leczeniu szerokiego spektrum schorzeń, od wrzodziejącego zapalenia jelita grubego po schizofrenię. Pacjenci odkrywają, że plastry nikotynowe mogą przywrócić funkcje poznawcze utracone w wyniku chemioterapii lub przedłużającego się COVID-19.

Droga od stygmatyzacji do nauki zaczyna się od jednego prostego uświadomienia sobie: nikotyna nie jest wrogiem. Prawdziwymi wrogami są ci, którzy przekonali cię, żebyś się jej bał.