Następnie spalonych Kucnerów oglądała bratanka, ranna w rękę, okrwawiona, udała martwą, widziała, jak jej bratanicę, Kazimierę, 4-latkę, dwóch banderowców wzięło za ręce i nogi [i] wrzuciło do płonącego domu; tak samo zrobili z trzynastoletnim jej bratem Piotrem, rannym w nogę” – kończy się notatka.

Niedawno premier polski i szef Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, dopóki kwestia rzezi wołyńskiej nie zostanie rozwiązana. Powtórzył on tym samym wcześniejszą deklarację Ministra Obrony Narodowej Polski Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz dawniejszą jeszcze obietnicę Jarosława Kaczyńskiego, który w podobnym tonie wypowiadał się w 2017 r.

Anatolij Kurnosow, ukraiński historyk, który jest zwolennikiem przeprowadzenia ekshumacji na Wołyniu, uważa, że takie słowa to przesada, a wręcz swoisty szantaż. – Cieszę się przede wszystkim, że wraz z nimi nie padają deklaracje o wstrzymaniu pomocy wojskowej dla naszej ojczyzny. Polskie władze zdają sobie sprawę, że wsparcie dla Kijowa leży w interesie narodowym Polaków. Uważam, że z kolei niwelowanie historycznych różnic jest równie ważne dla Ukrainy i dla Ukraińców – dodaje specjalista, zaangażowany w prace Stowarzyszenia prowadzonego przez Karolinę Romanowską.

 Mamy trudne karty naszej wspólnej historii, ale było też wiele dobrego. Dla mnie ekshumacje to temat bezdyskusyjny. Każdy człowiek ma prawo do pamięci i godziwego pochówku. To prawo zarówno ludzkie, jak i Boskie, którego nie można odbierać żadnemu narodowi. Dlatego uważam, że ekshumacje muszą być przeprowadzone – twierdzi Anatolij Kurnosow w rozmowie z Onetem.

– Dlatego wniosek o ekshumację składamy razem. Polacy i Ukraińcy, w ramach naszego Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie. Staramy się o ekshumację nie tylko Polaków pomordowanych, ale także Ukraińców, którzy również zginęli z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zginęli razem z Polakami – tłumaczy Romanowska. – Polski rząd i polski IPN niejednokrotnie składali takie wnioski, próbowali i za każdym razem dostawali odmowę. Z tego, co wiem, to jeden z pierwszych tego typu wniosków złożony przez osobę prywatną. Czy poskutkuje? Nie wiem – przyznaje.

Polski Instytut Pamięci Narodowej już 9 razy składał prośby o ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej, ale za każdym razem odpowiedź Ukrainy była negatywna. Tego typu prośby IPN składał już od 2020 r., a więc na dwa lata przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.

Cytowany przez PAP prezes IPN dr Karol Nawrocki tłumaczy, że „oczywiście nasza [polska] solidarność, sympatia i wsparcie dla Ukrainy są jednoznaczne w walce z Federacją Rosyjską”.

Zaznaczył jednak, że jego zdaniem „zachowanie Ukrainy i gesty, z którymi się spotykamy, a które do niczego właściwie nie prowadzą, brak zgody na pochowanie ofiar ludobójstwa wołyńskiego, jest problemem, który nie może być przekładany na bieżącą, nawet tragiczną i dramatyczną sytuację Ukrainy w wojnie z Rosją”. — Wojna niczego nie zmieniła, gdyż strona ukraińska była konsekwentnie niechętna do rozpoczęcia prac ekshumacyjnych i do zaakceptowania bądź nawet czasem choćby odpowiedzi na jakikolwiek z naszych dziewięciu wniosków — powiedział prezes IPN w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Wskazał jednocześnie, że Ukraina wyraziła np. zgodę na ekshumację 74 żołnierzy Wehrmachtu w ostatnim czasie, już podczas trwającej wojny z Rosją. — Zgadzają się na ekshumację niemieckich żołnierzy, którzy po 1941 r. ginęli na obszarze ówczesnego Związku Sowieckiego, a nie zgadzają się na ekshumacje polskich ofiar. Jako prezes IPN i historyk nie jestem w stanie tego zrozumieć, dlaczego nie wyrażają zgody na ekshumacje polskich cywilnych ofiar. Spoczywają one w sumie w około 1,3 tys. miejscach. Tam są szczątki polskich dzieci, kobiet i starców” – cytuje prezesa polskiego IPN

 Wiemy, że na przeszkodzie stoi wiele spraw formalnych, proceduralnych, prawnych, ale uważam, że jeśli będzie wola polityczna, to wszystko można zrobić – twierdzi Anatolij Kurnosow. – Bardzo chciałbym, żeby te ekshumacje się rozpoczęły, ale musimy zdawać sobie sprawę, że po stronie ukraińskiej brakuje też fachowców, żeby się tym profesjonalnie zająć. Wielu z nich, krótko mówiąc, walczy obecnie na froncie lub jest medykami wojennymi gdzieś pod Bachmutem czy gdzieś indziej na froncie. Tego typu badania wymagają precyzji i na pewno będą długotrwałe – dodaje historyk.

– Niemniej moim zdaniem, załatwienie tych spraw raz na zawsze na pewno pomogłoby nie tylko w budowaniu relacji polsko-ukraińskich, ale także odebrałoby Rosji narzędzie propagandowe, którym Moskwa zgrabnie się posługuje, dolewając od czasu do czasu oliwy do ognia – mówi Kurnosow.

 Oczywiście, że Rosja wykorzystuje temat Wołynia, ale jednocześnie uważamy, że blokady ekshumacji wszędzie, są po prostu nie na miejscu. Każdy człowiek powinien mieć prawo do godnego pochówku bez stawiania żadnych warunków. Czy tym razem dostaniemy zgodę prezydenta Zełenskiego bądź Andrija Jermaka? Zobaczymy – zastanawia się Karolina Romanowska.

– Na rozwiązanie pewnych problemów, które są wykorzystywane, by skłócać nasze narody, zawsze powinien być czas. Zwłaszcza że widać, że w polskim narodzie narasta frustracja związana z tematem Wołynia. Powstały w naszym społeczeństwie pewne oczekiwania. Skoro wyciągamy rękę w takim momencie do Ukraińców, jak wojna, to i chcielibyśmy, by Ukraińcy w końcu zobaczyli nasz ból. Zrozumieli pragnienie, by godnie pochować bliskich – tłumaczy Karolina Romanowska.

 18 osób z mojej rodziny zamordowanych we wsi Ugły. Na pewno więc jest to dla mnie też osobista misja, żeby ekshumacje na Wołyniu odblokować. Zwłaszcza że żyją jeszcze wciąż te osoby, które tam się urodziły i chciałyby przed swoją śmiercią godnie pożegnać bliskich. Mieć pewność, że nie leżą gdzieś na polu i że to miejsce w końcu jest oznaczone.

– W mojej rodzinie nigdy nie było żadnej nienawiści do narodu ukraińskiego. Jak tylko zaczęła się wojna w 2022 r., to od razu ruszyliśmy z pomocą i do dziś stoimy po stronie Ukrainy. Wiemy, że UPA w latach 40. XX wieku było jedynie niewielkim procentem całego społeczeństwa ukraińskiego – mówi Romanowska.

– Trzeba sobie również zdać sprawę, że większość współczesnych obywateli Ukrainy w ogóle nie ma wiedzy o rzezi wołyńskiej czy Tragedii Wołyńskiej, jak jest ona nazywana na Ukrainie. Ta wiedza była ukrywana całymi latami Związku Radzieckiego przed uczniami w szkołach, przed dyskusją publiczną. Temat nigdy nie istniał w świadomości społecznej, więc dziś wielu ludziom wydaje się abstrakcyjny. Może 20 proc. ludzi w Ukrainie kiedykolwiek o tym słyszało. Znają jedynie frazesy. Nie uczyli ich o tym. Może pod Lwowem, Tarnopolem, Równem ludzie o tym wiedzą, ale np. od Kijowa dalej na wschód jestem przekonana, że bardzo mało ludzi, kiedykolwiek słyszało o czymś takim. Rozumiem, że to temat ważny dla Polaków, ale wśród Ukraińców on po prostu nie istnieje – tłumaczy Khrystyna Lustyk, ukraińska korespondentka wojenna i ekspertka think-tanku PostPravda.

 Nie mamy o tę niewiedzę pretensji. Dla nas szczytem marzeń byłoby, gdybyśmy wspólnie z Ukraińcami, 11 lipca każdego roku składali kwiaty pod pomnikami pamięci ofiar Wołynia. Tak jak robimy jako Stowarzyszenie Pojednanie Polsko-Ukraińskie z naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, którzy okazują nam zrozumienie i wsparcie. Nowe relacje Polski z Ukrainą musimy budować na prawdzie. To bardzo ważna sprawa dla Polaków, choć wiemy, że dzieci nie są odpowiedzialne za zbrodnie rodziców – podsumowuje Karolina Romanowska.

Bo czym są w ogóle ekshumacje i co mają one ustalić? Jak się je przeprowadza? Okazuje się, że ekshumacje mają wiele wymiarów. – To szerokie spektrum. Wbrew pozorom – tłumaczy Jacek Cielecki z Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, który od lat zajmuje się ekshumacjami żołnierzy z czasów II wojny światowej.

– Ekshumacje to termin, który określa działania począwszy od przenosin grobów z likwidowanych cmentarzy na nowe miejsca, przez ściąganie prochów osób zasłużonych dla historii danego kraju z zagranicy, aż po identyfikację ofiar wojny, pochowanych w bezimiennych mogiłach.

– Mimo prawie 80 lat od zakończenia II wojny światowej, wciąż wiele ofiar nie mogło się doczekać właściwego pochówku. Mowa o żołnierzach wszystkich stron konfliktu. Regularnie swoich żołnierzy poszukują nie tylko Polacy, ale też szereg innych państw, które w taki czy inny sposób brały udział w II wojnie światowej.

Dzięki profesjonalnym i naukowo przeprowadzonym ekshumacjom możemy uzupełnić oraz poszerzyć m.in. wiedzę na temat danej osoby lub całego kontekstu historycznego. – Jeśli mowa o pojedynczych osobach, to wiedza z zakresu antropologii pozwala potwierdzić płeć lub wiek. Robi się to na podstawie szwów czaszkowych albo zębów. Do tego styl życia i choroby, bo wiele chorób pozostawia ślady na kościach. Obrażenia lub przyczynę śmierci z kolei dzięki rozpoznaniu złamań kości lub śladów po broni. Dzięki pobranemu materiałowi genetycznemu z kości można w niektórych przypadkach potwierdzić tożsamość osoby lub w przyszłości ją zidentyfikować – wyjaśnia Jacek Cielecki.

– Jeśli mowa o grobach zbiorowych, to możemy potwierdzić lub zanegować ilość osób pochowanych a ujętych w relacjach, lub przekazach źródłowych. Pochowanych osób jest przeważnie więcej, niż podają źródła. Te dane można potraktować też w szerszym kontekście, pod kątem danego wydarzenia historycznego, w którym osoby pochowane brały udział. Bardzo często przy szczątkach w grobach odnajdywane są przedmioty prywatne, elementy ekwipunku wojskowego itd.

Rzeczy te pomagają w identyfikacji osób, choć z biegiem lat stan zachowania tych przedmiotów pozostawia coraz więcej do życzenia. Bo niszczeje skóra, metal czy papier, z którego są wykonane.

 Jeśli mowa o żołnierzach, którzy są odnajdowani w okopach, to sposób ułożenia ich ciał, model uzbrojenia i ilość artefaktów o charakterze militarnym pozwoli po części zrekonstruować formę i dynamikę starcia, w którym zginęli. Jeśli mowa o cywilnych ofiarach wojny, to sposób ich pochowania oraz to, co mają przy sobie i czy wciąż można zobaczyć obrażenia, mówią nam o tym, czy ofiary te zostały pochowane przez swoich krewnych czy np. przez oprawcę – opisuje swoje metody pracy ekspert IPN we Wrocławiu.

– Widzimy, czy są to uporządkowane groby albo zbiorowa mogiła w układzie szeregowym, albo po prostu ciała wrzucone do rowu albo przypadkowego leja po bombie. Dane i wiedza pozyskiwane podczas ekshumacji pozwalają poinformować rodziny osób w nich spoczywających o losie bliskich. Jeśli oczywiście uda się ich w jakiś sposób zidentyfikować.

Źródło: Onet