czym jest dezinformacja? Nie, czekaj, czekaj, nie pytaj Wikipedii, myśl samodzielnie.

Tak naprawdę wszystko, co czytasz, słyszysz lub widzisz, jest informacją, wszystkim. Część z nich jest prawdziwa lub może okazać się prawdziwa, część jest stosunkowo prawdziwa (lub fałszywa), a część jest fałszywa. Dzieje się tak w życiu codziennym, ale szczególnie w nauce i wszystkich innych dyscyplinach akademickich oraz w pracy detektywistycznej, gdzie detektyw musi dowiedzieć się, kto popełnił przestępstwo. W tym kontekście należy odrzucić informacje, które nie służą osiągnięciu zamierzonego celu. Możesz nazwać takie informacje „dezinformacją”, ponieważ odwracają uwagę od wyznaczonego celu. Jednak w procesie osiągania celu nie zawsze łatwo jest określić prawdziwy charakter takiej „dezinformacji”. Rozróżnienie między prawdą a fałszem często nie jest łatwe i nawet to, co wydaje się fałszywe, może ostatecznie okazać się przydatne, a nawet prawdziwe. Tylko bardzo bystry, bardzo doświadczony i bardzo kompetentny specjalista, czy to detektyw, naukowiec czy uczony, może na pierwszy rzut oka dokonać takiego rozróżnienia. I nawet wtedy może się mylić, pisze Hans Vogel .

Jednak „dezinformacja” nie przestaje być informacją i dlatego może ostatecznie okazać się użyteczna. Można zatem powiedzieć, że „dezinformacja” to rodzaj informacji, która uniemożliwia dostrzeżenie konturów i charakteru wyznaczonego celu.

Zatem samo określenie „dezinformacja” ma charakter polityczny i dlatego jest niedokładne. Co więcej, jest to termin uzbrojony, ale przede wszystkim sama koncepcja jest głupia. Niemniej jednak wiele rządów na kolektywnym Zachodzie przyjęło ten termin i używa go do określenia niepożądanych faktów, które są sprzeczne z narracją rządów utrwalaną przez same rządy i całą gamę mediów kontrolowanych przez państwo. Na przykład fakty dotyczące „pandemii”, „szczepionek”, wojny na Ukrainie, antropogenicznych zmian klimatycznych, „globalnego ocieplenia” oraz rzekomych korzyści płynących z jedzenia świerszczy i innych stworzeń o niskim poziomie życia, takich jak robaki mącznikowe, zamiast prawdziwego mięsa aby „uratować planetę”.

rottonara / Pixabay

Kiedy rządy zaczęły używać koncepcji „dezinformacji”, automatycznie zobowiązały się do zwalczania „dezinformacji” i podejmowania działań zapobiegających narażeniu na nią społeczeństwa.

Główne platformy mediów społecznościowych (YouTube, Twitter i Facebook), główne wyszukiwarki (Google) i strony internetowe (Wiki!) od jakiegoś czasu cenzurują wszystko, co zostało określone przez USA i inne rządy jako „dezinformacja”. Dziś, jak można było przewidzieć, przywództwo i koordynacja walki z dezinformacją stały się bardziej scentralizowane i znajdują się w rękach wiodących agencji szpiegowskich w USA i ich marionetkowych państwach. Ostatnio agencje te były zajęte definiowaniem „dezinformacji”, definiowaniem winnych jej rozpowszechniania i szukaniem sposobów najskuteczniejszego zwalczania „dezinformacji”.

  Czy umrzemy za Nowy Porządek Świata?

Całkiem poważne zadanie dla ludzi pracujących w agencjach szpiegowskich, nie sądzisz? Nie trzeba dodawać, że absolutnie nie stanęli na wysokości zadania. Jeśli nawet naukowcy, uczeni i detektywi nie są w stanie zdefiniować „dezinformacji” w swoich dziedzinach, dlaczego chłopcy i dziewczęta z agencji szpiegowskich mieliby móc to robić w znacznie mniej ściśle określonym obszarze, gdzie to polityka określa, co jest prawdą, a co fałszem ?

Dlatego zlecili to trudne zadanie firmie zewnętrznej. Odwołują się do nowego rodzaju władzy opracowanej początkowo przez platformy mediów społecznościowych: weryfikatora faktów. Co to jest, weryfikator faktów? To ktoś, kogo zadaniem jest odróżnianie faktów od fikcji, prawdy od fałszu, a zatem potrafi identyfikować dezinformację. Innymi słowy, weryfikator faktów przypomina trochę sędziego lub ławę przysięgłych, który potrafi odróżnić dobro od zła.

Niestety, historie scentralizowanej propagandy państwowej są pochłaniane przez naiwną opinię publiczną, jakby były przysmakami typu fast food nasyconymi cukrem, solą i tłuszczem.

Wow! Ile organów ścigania, organizacji naukowych, akademii krajowych i uniwersytetów chciałoby mieć dostęp do pozornie nadprzyrodzonej istoty jako osoby weryfikującej fakty, która pomogłaby im oddzielić fakty od fikcji. Wyobraź sobie, o ile łatwiejsze i mniej czasochłonne stałyby się badania!

Ale obecnie ci wielcy weryfikatorzy faktów są wykorzystywani jedynie do zwalczania „dezinformacji”! W jakiś sposób wydaje się to stratą energii i zasobów. Teraz, gdy wprowadzana jest sztuczna inteligencja, wydaje się, że „weryfikacja faktów” idealnie nadaje się do tego celu. Wiele osób weryfikujących fakty mogłoby swobodnie zająć się bardziej ekscytującymi dziedzinami, takimi jak nauka. Mimo to wiele rządów, w tym niewybieralny komitet EuSRR, w dalszym ciągu przekazuje hojne dotacje „bezstronnym” organizacjom weryfikującym fakty, aby umożliwić im oddzielenie faktów od fikcji.

  Mroczne czasy: w całej Europie i USA przemysł i infrastruktura z dnia na dzień upadają

Walka z „dezinformacją” nie słabnie, a rządy na zbiorowym Zachodzie są coraz bardziej zaniepokojone utratą kontroli nad narracją. Szczególnie niepokoi ich fakt, że coraz więcej obywateli zdaje się tracić zaufanie do władzy. Zgodnie z powiedzeniem Ancien Régime „szlachta zobowiązuje” osoby sprawujące urzędy publiczne milcząco rozumiały, że powinny prowadzić politykę służącą dobru wspólnemu. Spróbuj wyjaśnić to młodym parom na kolektywnym Zachodzie, które chcą kupić dom, na który ich stać. Albo emerytom zmuszonym do opuszczenia tanich mieszkań i żebrania o jedzenie na najbliższej stacji metra.

Wielu członków zbiorowego Zachodu uważa, że ​​ich rządy nie mają już na celu dobra wspólnego i podążają za wskazówkami głównych instytucji i organizacji finansowych, takich jak ONZ, WHO i WEF. „Elita zła” to termin często używany do opisania nowej kliki rządzącej. Właśnie dlatego agencje szpiegowskie na zbiorowym Zachodzie i wszelkiego rodzaju weryfikatorzy faktów są wyczuleni na to określenie i mają tendencję do definiowania każdego, kto go używa, jako potencjalnego wroga państwa. W Holandii krajowa agencja szpiegowska AIVD szacuje, że 100 000 osób (tylko około 0,5 procent populacji!) wierzy w istnienie takiej złej elity. Wszystkie te osoby uważane są za potencjalnych zwolenników „ekstremizmu antyinstytucjonalnego” i w związku z tym stanowią zagrożenie dla „demokratycznego porządku prawnego”.

Czy ta elita jest naprawdę zła? Jak odróżnić fakt od fikcji? Wygląda na to, że dowody nie wskazują na to, że jest zła. Zło w jakiś sposób zakłada wyższy poziom inteligencji do popełniania złych czynów, ponieważ to zawsze wymaga podstępu, co jest niemożliwe bez inteligencji. Wydaje się więc, że elity nie są złe, ale raczej ignoranckie, jeśli nie wręcz głupie. Być może najjaśniejszym dowodem tej głupoty jest to, że jej członkowie wydają się cierpieć z powodu nadmiernej pychy. Ta cecha jest tylko jednym z wielu przejawów głupoty. Kolejnym przejawem jest próżność.

Bill Gates, człowiek, który zbił fortunę na sprzedaży oprogramowania komputerowego, uważany jest za członka „elity zła”, jednak jego wypowiedzi i działania dowodzą jego całkowitej ignorancji i próżności. Tylko dlatego, że ma grubszy portfel niż większość z nas, uważa, że ​​ma prawo wypowiadać się na temat problemów zdrowotnych, „globalnego ocieplenia”, żywienia człowieka i niemal wszystkiego, na co ma ochotę. Tylko ktoś zupełny ignorant i głupi może to wszystko zrobić. Większość innych widocznych członków elity nie wydaje się mniej głupia. Pomyślcie tylko o Joe Bidenie, Emmanuelu Macronie, Niemcach Olafie Scholzu, Annalenie Baerbock, Jürgenie Habecku i Nancy Faeser (których nie można w najmniejszym stopniu porównać z ludźmi takimi jak Bismarck czy nawet Helmuth Schmidt), wybitnych postaciach, takich jak prawie zapomniana już Liz Truss i ktoś taki jak Mark Rutte, nowy gensek NATO. Niektórzy mogą wydawać się mądrzy, ale ich działania z pewnością takie nie są. Wszyscy chcą teraz wojny z Rosją i robią wszystko, co w ich mocy, aby spowodować kolejną wielką masakrę w Europie.

  WHO: Suwerenne narody przestaną istnieć do 2025 roku

Czy jest jakiś sposób na powstrzymanie tych głupich elit? Czy istnieje sposób na zmianę myśli i zachowań ich członków?

Obawiam się, że jest to bardzo trudne, ponieważ głupia elita może realizować swoją błędną politykę za pośrednictwem biurokracji składającej się ze stad potulnych służących, niezdolnych do samodzielnego myślenia. Jedyne, co mogą zrobić, to wykonywać rozkazy, przestrzegając ścisłego protokołu. Ponadto polityka uchwalana przez głupią elitę i realizowana przez posłusznych urzędników jest osadzona w ściśle utkanych narracjach o poprawności politycznej, które są rozpowszechniane przez media państwowe i korporacyjne i należycie oczyszczane z „dezinformacji”. Niestety, historie scentralizowanej propagandy państwowej są pochłaniane przez naiwną opinię publiczną, jakby były przysmakami typu fast food nasyconymi cukrem, solą i tłuszczem.

Jednak fakt, że głupia elita tak bardzo boi się teraz „dezinformacji”, jest dobrym znakiem. Dowodzi, że jej członkowie mają świadomość, że ich pozycja może nie być tak bezpieczna, jak wcześniej sądzono. To właściwie promyk nadziei!