Wybrany materiał zobaczysz po przesunięciu strony w dół :-) jest pod wyszukiwarką

Translate website Mforum
STREAMY J/C ODBLOKOWANE

MFORUM VIDEO LIVE INFO NIUS

Informacje prasowe , video stream , podcast ,reportaż, audiobook , film fabularny, film dokumentalny , relacje ,transmisje , retransmisje publikacje , republikacje materiały tłumaczone na język polski , komunikator chat audio i video , największe w Polsce archiwum materiałów video i art. prasowych trwale usuniętych z internetu ,codziennie najnowsze informacje bez cenzury nie dostępne w Polskim internecie .Audycje stream live w każdy dzień z wyjątkiem piątku i soboty o godzinie 20 .00 dostępna funkcja translator z możliwością tłumaczenia zawartości całej witryny na 93 języki w tym treści chat !!

OD ZWIERZĘCIA ALFA DO CHOREGO CZŁOWIEKA EUROPY: NIEMCY W RECESJI

Rate this post

OD ZWIERZĘCIA ALFA DO CHOREGO CZŁOWIEKA EUROPY: NIEMCY W RECESJI

Mroczne czasy dla Niemiec (obraz symboliczny: Pixabay)

Czy Niemcy znów są chorym człowiekiem Europy?” Z tą okładką w sierpniowym numerze, renomowany brytyjski magazyn biznesowy „” wywołał sensację w kraju i za granicą. Argumentuje, że Niemcy cierpią z powodu całego szeregu problemów: niewystarczających inwestycji, nadmiernej biurokracji, braku innowacji, niewydolnej infrastruktury, deficytów w cyfryzacji i tak dalej. Artykuł wywołał debatę wśród ekonomistów, polityków i dziennikarzy, którzy zastanawiali się, czy Niemcy naprawdę mają się tak źle, czy też jest jeszcze nadzieja. Zwrotem „po raz kolejny” „The Economist” odniósł się do własnej okładki z 1999 roku, w której Niemcy były już apostrofizowane jako „chory człowiek Europy„. Jak pokazała historia, Niemcy były w stanie pozbyć się wizerunku chorego człowieka w tym czasie – i wróciły na drogę sukcesu. Tymczasowo.

A dzisiaj? Kiedy Niemcy, jeden z najpotężniejszych krajów gospodarczych na świecie, stają się tak chore, naturalnie trafiają do mediów i są odpowiednio kwestionowane i komentowane. Na przykład „Focus” opublikował gościnny komentarz Chiary Schlenz, redaktorki szwajcarskiej gazety „Blick” pod tytułem „Olaf Scholz pogrąża się w depresji z Niemcami„. Szwajcarska telewizja również zajęła się tą kwestią w głównym wydaniu swojego Tagesschau. Jedno jest pewne: jeśli politycy próbują dziś przeciwdziałać negatywnemu wizerunkowi za pomocą mediów argumentem, że o Niemczech mówi się gorzej niż w rzeczywistości, można to określić jedynie jako wybielanie. Odniesienie do sukcesu Schroedera w ratowaniu się przed kryzysem 1999 roku również nie jest zbyt pomocne. Bliższe, porównawcze spojrzenie na fakty z lat 1999 i 2023 pokazuje bardzo istotne różnice i zupełnie inny punkt wyjścia.

Inna sytuacja 24 lata temu pod rządami Schroedera

Recesja w Niemczech w 1999 roku była konsekwencją światowego kryzysu finansowego wywołanego upadkiem rosyjskiego rubla w 1998 roku oraz problemami gospodarczymi niektórych krajów azjatyckich (kryzys azjatycki 1997/1998 „państw tygrysów”, takich jak Tajlandia, Korea Południowa i Indonezja). PKB spadł odpowiednio o 1999,0 proc. i 2,0 proc. w pierwszym i drugim kwartale 1 r., bezrobocie wzrosło do ponad 10 proc., a dług publiczny wzrósł. Rząd Gerharda Schrödera próbował stymulować gospodarkę za pomocą pakietu bodźców gospodarczych i reform, takich jak Agenda 2010. Recesja zakończyła się już w trzecim kwartale 1999 roku, kiedy PKB ponownie wzrósł o 0,5 procent. Recesja była więc stosunkowo łagodna i krótka, ponieważ popyt wewnętrzny był wspierany przez reformę podatkową czerwono-zielonego rządu i ekspansywną politykę pieniężną Europejskiego Banku Centralnego. Ponadto w 2000 r. gospodarka światowa ożywiła się, co wpłynęło korzystnie na niemiecki eksport. Tego przejściowego kryzysu nie można porównać z dzisiejszym głębokim kryzysem strukturalnym.

Duża różnica między 1999 a 2023 rokiem polega jednak głównie na zarządzaniu kryzysowym: w 1999 roku Niemcy miały funkcjonujący rząd. Fakt, że należeli do niej również Zieloni, nie umniejszał tego w tamtym czasie. Bez względu na to, co można sądzić o rządzie Schroedera z perspektywy czasu, przynajmniej rozpoznał problemy, wprowadził reformy i stosunkowo dobrze opanował kryzys. Natomiast recesja 2023 r.: dzisiejsza polityka charakteryzuje się niepokojącym zaprzeczeniem rzeczywistości. Wbrew swojemu zdrowemu rozsądkowi niemiecki rząd po prostu zignorował ryzyko recesji. Jeszcze w styczniu 2023 r. kanclerz Niemiec Olaf Scholz zakomunikował za pośrednictwem „Welt„: „Jestem głęboko przekonany, że nie wpadniemy w recesję!” A „Merkur” cytował go wtedy: „Scholz nie spodziewa się recesji w bieżącym roku„. Według kanclerz Niemiec niemiecka gospodarka „wchodzi w rok z lepszymi perspektywami niż oczekiwano„.

Wielka niepewność

W tym czasie, 18 stycznia, fakty były już oczywiste i wyraźnie widoczne dla wszystkich: zgodnie z definicją techniczną recesja ma miejsce, gdy produkt krajowy brutto (PKB) spada przez dwa kolejne kwartały. Tak było w Niemczech w czwartym kwartale 2022 r. i w pierwszym kwartale 2023 r. Tym samym Niemcy oficjalnie znajdują się w technicznej recesji. Prognozy dalszego rozwoju niemieckiej gospodarki również są bardzo różne: niektóre instytucje, takie jak „Wirtschaftsweisen” czy Deutsche Bank, spodziewają się recesji przez cały 2023 r., podczas gdy inne – jak Komisja Europejska czy rząd RFN – z uzasadnionym optymizmem przewidują niski wzrost w ciągu roku. Istnieje duża niepewność, ponieważ wiele czynników, takich jak kryzys energetyczny, wojna na Ukrainie, inflacja i, co nie mniej ważne, wieczny spór w rządzie opartym na ideologii może wpływać na gospodarkę.

Faktem jest jednak, że ze wszystkich odpowiednich krajów uprzemysłowionych Niemcy są jedynym na świecie, który jest w recesji. Wielu ekonomistów zgadza się, że ta recesja nie zniknie tak szybko, jak ta z 1999 roku. Przecież ze strony obecnego rządu nie można oczekiwać ani reform, ani istotnego wiatru w plecy dla gospodarki; Wręcz przeciwnie. W każdym razie pusta kasa i wysoki dług publiczny nie pozwalają im na zapewnienie znaczącego wsparcia przemysłowi i umierającej klasie średniej, nękanej przez gwałtownie rosnące ceny energii i normy klimatyczne. Ale Siegfried Russwurm, prezes Federacji Niemieckiego Przemysłu (BDI), widzi dalsze i co najmniej równie ważne deficyty: „Nie chodzi tylko o pieniądze: nie robimy żadnych postępów w ograniczaniu biurokracji. Nie czynimy żadnych postępów w kwestii redukcji przyspieszeń”. Do tego wszystkiego Niemcy cierpią z powodu inflacji w wysokości 6,0 procent. Wyższe dochody pracowników nie wystarczą, aby nawet zbliżyć się do zrekompensowania utraty siły nabywczej. Powoduje to stagnację lub spadek chęci do konsumpcji. Ten spadek popytu wewnętrznego oznacza z kolei, że PKB nie może już polegać na tym popycie w zakresie ożywienia. W sumie raczej ponura prognoza! Nawet wybielanie i uspokajanie traktatów władców niewiele pomaga.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: