Universe - W taką ciszę
Posted by Viss
485 views
Kapliczki na Roztoczu
Posted by pajak68
1044 views
IN SPACE - Stive Morgan
Posted by Mforum
854 views

Escobar: Żegnaj G20, witaj BRICS+

Coraz bardziej nieistotny szczyt G20 zakończył się pewnymi znakami, że BRICS+ będzie drogą naprzód we współpracy Globalnego Południa…

TYM PRZYCISKIEM POSTAW KAWĘ MOŻESZ ODBLOKOWAĆ TREŚCI PREMIUM I DOSTĘP DO STREAM LIVE

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zbawienna jakość napiętej G20, która odbyła się na Bali – skądinąd zarządzanej przez godną pochwały indonezyjską uprzejmość – polegała na ostrym określeniu, w którą stronę wieją geopolityczne wiatry.

Zostało to zawarte w dwóch najważniejszych punktach szczytu: długo oczekiwanym spotkaniu prezydenckim Chin i Stanów Zjednoczonych – reprezentującym najważniejsze stosunki dwustronne XXI wieku – oraz końcowym oświadczeniu G20.

Trzygodzinne, 30-minutowe spotkanie twarzą w twarz między prezydentem Chin Xi Jinpingiem a jego amerykańskim odpowiednikiem Joe Bidenem – na prośbę Białego Domu – odbyło się w rezydencji chińskiej delegacji na Bali, a nie w miejscu G20 w luksusowym hotelu Apurva Kempinski w Nusa Dua.

Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwięźle nakreśliło, co jest naprawdę ważne. W szczególności Xi powiedział Bidenowi, że niepodległość Tajwanu po prostu nie wchodzi w rachubę. Xi wyraził też nadzieję, że NATO, UE i USA zaangażują się w „wszechstronny dialog” z Rosją. Zamiast konfrontacji chiński prezydent wybrał płaszczyzny wspólnego zainteresowania i współpracy.

Według Chińczyków Biden zwrócił uwagę na kilka kwestii. Stany Zjednoczone nie dążą do nowej zimnej wojny; nie popiera „niepodległości Tajwanu”; nie obsługuje „dwóch Chin” ani „jednych Chin, jednego Tajwanu”; nie dąży do „oddzielenia” od Chin; i nie chce powstrzymywać Pekinu.

Jednak ostatnie dane pokazują, że Xi ma niewiele powodów, by brać Bidena za dobrą monetę.

Ostateczne  oświadczenie G20  było jeszcze bardziej niejasną sprawą: wynikiem żmudnego kompromisu.

O ile G20 samo określa się jako „główne forum globalnej współpracy gospodarczej”, zaangażowane w „sprostanie głównym wyzwaniom gospodarczym świata”, o tyle szczyt G7 w ramach G20 na Bali de facto został przejęty przez wojnę. „Wojna” otrzymuje prawie dwukrotnie więcej wzmianek w oświadczeniu niż „jedzenie”.

Zbiorowy Zachód, w tym japońskie państwo wasalne, był zdecydowany uwzględnić w oświadczeniu wojnę na Ukrainie i jej „ekonomiczne skutki”, zwłaszcza kryzys żywnościowy i energetyczny. Jednak bez podania choćby cienia kontekstu, związanego z rozszerzeniem NATO. Liczyło się obwinianie Rosji – za wszystko.

Efekt Globalnego Południa

To do tegorocznego gospodarza G20, Indonezji – i kolejnego gospodarza, Indii – należało zachowanie charakterystycznej dla Azji uprzejmości i budowanie konsensusu. Dżakarta i Nowe Delhi pracowały niezwykle ciężko, aby znaleźć sformułowania, które byłyby do przyjęcia zarówno dla Moskwy, jak i dla Pekinu. Nazwijmy to  efektem Globalnego Południa .

Mimo to Chiny chciały zmian w brzmieniu. Sprzeciwiły się temu państwa zachodnie, a Rosja nie dokonała przeglądu sformułowań w ostatniej chwili, ponieważ minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow już wyjechał.

W punkcie 3 z 52 oświadczenie „wyraża najgłębsze ubolewanie z powodu agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę i żąda całkowitego i bezwarunkowego wycofania sił zbrojnych z terytorium Ukrainy”.

„Rosyjska agresja” to standardowa mantra NATO – nie podzielana przez praktycznie całe Globalne Południe.

W oświadczeniu przedstawiono bezpośrednią korelację między wojną a niekontekstualizowanym „nasileniem palących problemów w gospodarce światowej – spowolnieniem wzrostu gospodarczego, rosnącą inflacją, zakłóceniami w łańcuchach dostaw, pogorszeniem bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego, zwiększonym zagrożeniem dla stabilności finansowej”.

Jeśli chodzi o ten fragment, nie może być bardziej oczywisty: „Użycie lub groźba użycia broni jądrowej jest niedopuszczalna. Kluczowe znaczenie mają pokojowe rozwiązywanie konfliktów, działania na rzecz rozwiązywania kryzysów, a także dyplomacja i dialog. Dzisiejsza era nie może być wojną”.

Jest to ironiczne, biorąc pod uwagę, że NATO i jego departament ds. public relations, UE, „reprezentowana” przez niewybranych eurokratów z Komisji Europejskiej, nie zajmują się „dyplomacją i dialogiem”.

Zafiksowany na wojnie

Zamiast tego Stany Zjednoczone, które kontrolują NATO, od marca uzbrajają Ukrainę za ogromną kwotę 91,3 miliarda dolarów, w tym ostatnią prośbę prezydenta w tym miesiącu o  37,7 miliarda dolarów . Tak się składa, że ​​jest to o 33 procent więcej niż  całkowite  wydatki wojskowe Rosji (kursywa moja) na rok 2022.

Dodatkowych dowodów na to, że szczyt Bali został przejęty przez „wojnę”, dostarczyło nadzwyczajne spotkanie zwołane przez Stany Zjednoczone w celu przedyskutowania, co  ostatecznie  było ukraińskim pociskiem S-300 spadającym na polską farmę, a nie  początkiem III wojny światowej  , jak niektórzy histerycznie sugerowały tabloidy.

Co znamienne, na spotkaniu nie było absolutnie nikogo z Globalnego Południa – jedynym narodem azjatyckim był wasal Japonii, część G7.

Co więcej, mieliśmy złowrogiego mistrza Davos, Klausa Schwaba, ponownie podszywającego się pod złoczyńcę Bonda  na forum biznesowym B20 , sprzedając swój program Wielkiego Resetu „odbudowy świata” poprzez pandemie, głód, zmiany klimatu, ataki cybernetyczne i – oczywiście – wojny.

Jakby tego było mało, Davos i jego Światowe Forum Ekonomiczne nakazują teraz Afryce – całkowicie wykluczonej z G20 – zapłacić  2,8 biliona dolarów  , aby „wypełnić swoje zobowiązania” wynikające z porozumienia paryskiego dotyczącego zminimalizowania emisji gazów cieplarnianych.

Upadek grupy G20, jaką znamy

Poważny podział między Globalną Północą a Globalnym Południem, tak widoczny na Bali, został już zasugerowany w Phnom Penh, kiedy Kambodża była gospodarzem szczytu Azji Wschodniej w miniony weekend.

Dziesięciu członków ASEAN bardzo jasno wyraziło swoją niechęć do pójścia za Stanami Zjednoczonymi i G7 w ich zbiorowym demonizowaniu Rosji i pod wieloma względami Chin.

Mieszkańcy Azji Południowo-Wschodniej nie są również podekscytowani wymyślonym przez USA IPEF (Indo-Pacific Economic Framework), który nie będzie miał znaczenia, jeśli chodzi o spowolnienie rozległego handlu i łączności Chin w Azji Południowo-Wschodniej.

I jest coraz gorzej. Samozwańczy „przywódca wolnego świata”  unika  niezwykle ważnego szczytu APEC (Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku) w Bangkoku pod koniec tego tygodnia.

Dla bardzo wrażliwych i wyrafinowanych kultur azjatyckich jest to postrzegane jako afront. APEC, założona w latach 90. w celu promowania handlu w regionie Pacyfiku, zajmuje się poważnym biznesem w regionie Azji i Pacyfiku, a nie zamerykanizowaną militaryzacją „Indo-Pacyfiku”.

Afront jest następstwem ostatniego błędu Bidena, kiedy błędnie  zwrócił  się do Hun Sena z Kambodży jako do „premiera Kolumbii” na szczycie w Phnom Penh.

W kolejce do przyłączenia się do BRICS

Można śmiało powiedzieć, że G20 mogło wkroczyć na nieodwracalną ścieżkę prowadzącą do nieistotności. Jeszcze przed obecną falą szczytów w Azji Południowo-Wschodniej – w Phnom Penh, na Bali i w Bangkoku – Ławrow już zasygnalizował, co będzie dalej, gdy zauważył, że „ponad tuzin krajów” złożyło wnioski o przystąpienie do  BRICS  (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA ).

Iran, Argentyna i Algieria złożyły formalne wnioski: Iran wraz z Rosją, Indiami i Chinami jest już częścią euroazjatyckiego  quada, który naprawdę ma znaczenie.

Turcja,  Arabia Saudyjska , Egipt i Afganistan są bardzo zainteresowane członkostwem. Indonezja właśnie złożyła wniosek, na Bali. A potem jest następna fala: Kazachstan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Tajlandia (prawdopodobnie w ten weekend w Bangkoku), Nigeria, Senegal i Nikaragua.

Należy zauważyć, że wszystkie powyższe wysłały swoich ministrów finansów na dialog w sprawie rozszerzenia BRICS w maju. Krótka,  ale poważna ocena  kandydatów ujawnia zdumiewającą jedność w różnorodności.

Sam Ławrow zauważył, że zajmie trochę czasu, zanim obecnych pięć krajów BRICS przeanalizuje ogromne geopolityczne i geoekonomiczne implikacje ekspansji do punktu, w którym praktycznie osiągnie rozmiary G20 – i bez kolektywnego Zachodu.

Kandydatów łączy przede wszystkim posiadanie ogromnych zasobów naturalnych: ropy i gazu, metali szlachetnych, pierwiastków ziem rzadkich, rzadkich minerałów, węgla, energii słonecznej, drewna, gruntów rolnych, rybołówstwa i słodkiej wody. Jest to konieczne, jeśli chodzi o projektowanie nowej waluty rezerwowej opartej na zasobach, aby ominąć dolara amerykańskiego.

Załóżmy, że uruchomienie nowej konfiguracji BRICS+ może zająć do 2025 roku. Stanowiłoby to około 45 procent potwierdzonych światowych rezerw ropy naftowej i ponad 60 procent potwierdzonych światowych rezerw gazu (a liczba ta wzrośnie, jeśli później do grupy dołączy republika gazowa Turkmenistan).

Łączny PKB – według dzisiejszych danych – wyniósłby około 29,35 biliona dolarów; znacznie większy niż USA (23 biliony dolarów) i co najmniej dwukrotnie większy niż UE (14,5 biliona dolarów i spada).

W tej chwili BRICS stanowią 40 procent światowej populacji i 25 procent PKB. BRICS+ zgromadziłoby 4,257 miliarda ludzi: ponad 50 procent całej globalnej populacji w obecnym stanie.

BRI obejmuje BRICS+

BRICS+ będzie dążyć do wzajemnego połączenia z labiryntem instytucji: najważniejsze to Szanghajska Organizacja Współpracy (SCO), która sama zawiera listę graczy pragnących zostać pełnoprawnymi członkami; strategiczny OPEC+, de facto kierowany przez Rosję i Arabię ​​Saudyjską; oraz Inicjatywa Pasa i Szlaku (BRI), nadrzędne ramy handlu i polityki zagranicznej Chin na XXI wiek. Warto zaznaczyć, że wcześnie do BRI dołączyli wszyscy kluczowi azjatyccy gracze.

Są też bliskie powiązania BRICS z mnóstwem regionalnych bloków handlowych: ASEAN, Mercosur, GCC (Rada Współpracy Zatoki Perskiej), Eurazjatycka Unia Gospodarcza (EAEU), Arabska Strefa Handlu, Afrykańska Kontynentalna Strefa Wolnego Handlu, ALBA, SAARC i wreszcie ale nie mniej ważne Regionalne Kompleksowe Partnerstwo Gospodarcze (RCEP), największa umowa handlowa na świecie, która obejmuje większość partnerów BRI.

BRICS+ i BRI pasują do siebie wszędzie – od Azji Zachodniej i Azji Środkowej po kraje Azji Południowo-Wschodniej (zwłaszcza Indonezję i Tajlandię). Kluczowy będzie efekt mnożnikowy – członkowie BRI nieuchronnie będą przyciągać więcej kandydatów do BRICS+.

To nieuchronnie doprowadzi do drugiej fali kandydatów BRICS+, w tym z pewnością Azerbejdżanu, Mongolii, trzech kolejnych krajów Azji Środkowej (Uzbekistan, Tadżykistan i republika gazowa Turkmenistan), Pakistanu, Wietnamu i Sri Lanki, a w Ameryce Łacińskiej kontyngent obejmujący Chile, Kubę, Ekwador, Peru, Urugwaj, Boliwię i Wenezuelę.

Tymczasem rola Nowego Banku Rozwoju BRICS (NDB) oraz kierowanego przez Chiny Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) zostanie wzmocniona – koordynacja pożyczek infrastrukturalnych w całym spektrum, ponieważ BRICS+ będzie w coraz większym stopniu unikał dyktatów narzuconych przez USA- zdominowany przez MFW i Bank Światowy.

Wszystko to ledwie szkicuje szerokość i głębokość geopolitycznych i geoekonomicznych przekształceń, które nastąpią później – wpływając na każdy zakamarek światowego handlu i sieci łańcucha dostaw. Obsesja G7 na punkcie izolowania i/lub powstrzymywania czołowych graczy z Eurazji obraca się w ramach G20. Ostatecznie to G7 może zostać odizolowany przez nieodpartą siłę BRICS+.

5/5 - (3 votes)
CLOSE
CLOSE
%d bloggers like this: