Źródło: twitter.com

Nadszedł kres dla istnienia „strefy autonomicznej” wydzielonej przez lewicowych bojówkarzy w centrum Seattle. Po radosnym okresie życia w komunię, nadeszła proza życia. Skończyło się jedzenie, nie udał się operetkowy ogród na kartonach a na dodatek zginęły dwie osoby zastrzelone wewnątrz strefy. 

Dopiero morderstwa spowodowały, że skończyła się tolerancja dla uzurpatorów z Black Lives Matter i Antify. Przypomnijmy że „strefa autonomiczna” została utworzona przez aktywistów Black Lives Matter w celu ochrony czarnoskórych przed tak zwanym systemowym rasizmem i policyjną przemocą.

Okazało się że wszystkie ofiary strzelanin wewnątrz strefy to murzyni. Potwierdza to dobrze znany fakt,że na przestępczości czarnoskórych cierpią przede wszystkim czarnoskórzy. zamordowano jednego czarnoskórego nastolatka, do którego umierającego nie mogła nawet przyjechać karetka. Potem drugiego czarnego nafaszerowano ołowiem, a potem odesłano poza strefę do szpitala w stanie krytycznym.

Na skutek eskalacji aktów przemocy lokalne władze, dotychczas kibicujące rewolucjonistom, z ciężkim sercem zlikwidowały ten eksperyment lewicy. Zdumiewające jest to, że po trzytygodniowym istnieniu lewicowego raju dla czarnoskórych, okazało się, że strefa autonomiczna jest miejscem o najwyższymi wskaźniku morderstw w całych Stanach Zjednoczonych.

zmianynaziemi