Polskie siły zbrojne wciąż pozostają  masą upadłościową po Ludowym Wojsku Polskim. Nie posiadają już jednak ich kompetencji taktycznej (operacyjnej nie było – była zakazana). Posiadamy w większości ten sam sprzęt, tylko już na wykończeniu i nieadekwatny do dzisiejszych potrzeb. Brak dużych ćwiczeń, brak nowego sprzętu, brak gotowości bojowej. Obecnie w Polsce żadna jednostka nie pełni dyżuru bojowego. Żołnierze zawodowi często mieszkają ponad 20 kilometrów od jednostek, zaś składy amunicji, paliw i sprzętu są często w innych miejscowościach niż jednostki bojowe.

Mamy armię defiladową

Polska Marynarka nie istnieje. Jedyny jej skuteczny komponent to Morska Jednostka Rakietowa, czyli wyrzutnie rakiet przeciwokrętowych na ciężarówkach. Brak modernizacji, brak nowych okrętów, brak amunicji (np. rakiet, torped)Były szef MON Antoni Macierewicz zapowiadał swego czasu, że Polska zakupi okręty podwodne. Choć jest to sprzęt skuteczny, to jednak Polska jest państwem o granicach głównie lądowych, a potencjalni przeciwnicy raczej przyjdą lądem. Należy się chyba zastanowić, czy rzeczywiście są one zakupem pierwszej potrzeby.

Wojska lądowe, których częścią są jednostki pancerne, pozostają główną siłą państwa polskiego.. Sprzęt jest starszy od żołnierzy czasem o całe pokolenie , niemodernizowany. Brak jest zgrania pododdziałów, brak realistycznych szkoleń.

Jednak najbardziej rażącym wskaźnikiem ich słabości są zdolności przeciwpancerne. Polska brygada zmotoryzowana (Rosomaki) ma 9-razy mniej środków przeciwpancernych niż jej amerykański odpowiednik na Styker’ach. Polskie bojowe wozy piechoty nie mają takich zdolności wcale, ponieważ przeciwpancerne pociski rakietowe, które miały na stanie były tak stare, że trzeba było je zezłomować.

Problemem polskiej armii jest również  serwilizm kadry oficerskiej i patologiczna zależność w kwestiach merytorycznych od analfabetów wojskowych na stołkach ministerialnych.

Wojska Obrony Terytorialnej kosztem armii zawodowej

Dodatkowo sztandarowy pomysł PiS, czyli tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej  zabiera  finanse z głównych projektów modernizacyjnych. W zamyśle propagatorów wojska te powinny spowodować uwolnienie sił operacyjnych z drugorzędnych kierunków i pozbawić przeciwnika swobody operacyjnej na naszym terytorium.

Jest to współczesna inkarnacja Pospolitego Ruszenia .

Eksperci wojskowi twierdzą ,że jest to jednak projekt podwójnie nietrafiony. Po pierwsze jest całkowicie uzależniony od dowództwa w Warszawie. Zarówno decyzyjnie jak i logistycznie. Nie jest więc w stanie samodzielnie stawić skutecznego oporu/związania sił przeciwnika. Po drugie jest stworzony odgórnie i jako formacja płatna. w ten sposób uszczupla  finanse  armii.

Na tę formację przeznaczono 880 mln zł, w drugim, 2018, już 1,1 mld, w trzecim, 2019 r., według wciąż nieuchwalonego ostatecznie projektu budżetu ma to być ponad 1,5 mld zł!

Do tych kwot należy dodać prawie 400 mln zł wydanych w 2016 r., gdy WOT były zaledwie biurem w ramach MON, a dowództwa budowano  „bez żadnego trybu”…

A jakiego zdania są o polskiej armii nasi amerykańscy sojusznicy…?

Od 2 do 9 marca na poligonach w Niemczech (Grafenwoehr), Polsce (Toruń) i na Łotwie (Adazi) prowadzona była aktywna faza wielonarodowych manewrów Wojsk Lądowych USA w Europie DYNAMIC FRONT 19. W tych manewrach brało udział około 3200 żołnierzy z 29 krajów, w tym z Gruzji i Ukrainy. DYNAMIC FRONT 19 to przede wszystkim ćwiczenia artylerzystów, którzy mieli realizować zadania specjalne za pomocą 100 pojazdów artyleryjskich USA i partnerów.

Start  tegorocznych manewrów DYNAMIC FRONT 19 zaczął się od skandalu! 

Żołnierze amerykańskiej Gwardii Narodowej kategorycznie odmówili udziału w ćwiczeniach w Polsce i postanowili odbywać swoją część manewrów na Łotwie. Amerykanie wyjaśniają swój wybór złą opinią o wspólnej pracy z polskimi żołnierzami u amerykańskich wojskowych z poprzednich edycji manewrów w Polsce

 – powiedział  informator zbliżony do MON.

 Wpis amerykańskiego porucznika Jessie Park, na temat tegorocznych manewrów a również poprzednich treningów w Polsce mówi wszystko..

„Przyjeżdżamy na manewry po to, by ćwiczyć ważne dla zawodowych żołnierzy umiejętności, które będą niezbędne podczas realnego boju, chcemy nauczyć się czegoś nowego, a nie tylko przekazywać swoje doświadczenie. Lecz w Polsce to jest niemożliwe, ponieważ polscy żołnierze nie są fachowcami, Polskie wojsko podobne jest do obozu dziecięcego, harcerzy z atrapami broni. Mają początkowe podejście do sztuki wojennej, mają złe przygotowanie zawodowe, rzadko trzymają w ręku realną broń, nawet wyglądają fatalnie – mundury są brudne i nie pasują na nich, żywienie żołnierzy na poligonach nie odpowiada normom itp. Współpracę utrudnia fakt że prawie 90 proc. żołnierzy polskich, w tym oficerzy nie znają języka angielskiego” – 

skarży się porucznik J.Park.

Wskutek tego 1.Dywizjon 147.Pułku Artylerii Gwardii Narodowej z Niemiec  wyjechał na manewry na poligon Adazi na Łotwie.

Już rok temu nasi partnerzy z NATO podczas manewrów Anakonda-18  mówili :

„Niektórzy wyglądają jak świnie, a przygotowanie fizyczne mają takie że jak poszli na marsz to podobno później dwa dni nie mogli chodzić” – 

dzieli się swoją opinią o polskich kolegach sierżant Saulius Laisonas z Litwy .

„Pośmiewisko w NATO. Mundury im chociaż kupcie, żeby nie wyglądali jak zgraja partyzantów z byłej Jugosławii w latach 90” 

– kpi z Wojska Polskiego żołnierz o niemieckich oznakach rozpoznawczych.

Były dowódca 12. Brygady generał brygady Dariusz Górniak miał niestety  rację:

„Wyszkolenie żołnierzy wojska polskiego na takim samym poziomie jak wyszkolenie tych samych żołnierzy podczas strzelania salwy honorowej na cmentarzu centralnym w Szczecinie. Od razu widać, że jesteśmy światowym mocarstwem, ale w produkcji świń i jabłek”.

  czyli jest tak jak w internetowym dowcipie;

 Szeregowy Kowalski,

Do czego służy polska armia ?

-Polska armia służy do mszy, obywatelu poruczniku !

A biorąc pod uwagę stan polskiej  armii , chyba powinniśmy się modlić o pokój…

gazetaplus.pl