Według prokuratury, czterech mężczyzn rzekomo przetwarzało testy na COVID-19 dla Centrum Analiz i Medycyny (AMZ) za pośrednictwem firmy w czasie pandemii. W akcie oskarżenia zarzuca się, że gdy dotacje rządowe spadły, sfałszowane faktury i tzw. łapówki zapewniały stały dopływ środków, donosi gazeta „Krone” . Śledczy zarzucają zatem oskarżonym oszustwo i nadużycie zaufania.

Sprawca jako ofiara

Obrona jednak stanowczo odrzuca oskarżenia i przedstawia zupełnie inny obraz. Według nich, cała czwórka nie była sprawcami, lecz ofiarami. Pracownik AMZ przedstawił się jako upoważniony przedstawiciel, mimo że nie miał do tego uprawnień. Pozwani wierzyli w legalność umów i nie zdawali sobie sprawy z braku upoważnienia.

Chaotyczne warunki

Ponadto obrońcy wskazują na chaotyczne warunki panujące podczas pandemii koronawirusa. Argumentują, że ich klienci, działając pod ogromną presją czasu, stworzyli funkcjonujące struktury umożliwiające przeprowadzenie tysięcy testów. To zobowiązanie, jak twierdzą, jest obecnie kryminalizowane.

Wyrok spodziewany w czwartek

To, czy kwestionowane praktyki rozliczeniowe rzeczywiście stanowiły oszustwo, czy też sami oskarżeni zostali oszukani, musi teraz rozstrzygnąć ława przysięgłych. Werdykt spodziewany jest w czwartek. Domniemanie niewinności obowiązuje wszystkich czterech.