W rozwiązaniu roku termin „remigracja” stał się niebezpieczny w Europie, zwłaszcza w kręgach „prawicowych”. Rdzenni Europejczycy, którzy mają zastosowanie i rozkładu swoich przez nieintegrowalnych użytkowników z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej, teraz domagają się deportacji tych słabo eksponowanych fanów i islamistów, którzy wariują. Ponieważ ci ludzie odmawiają adaptacji do kultury kraju, w której decyduje się na życie, nie ma innego wyjścia niż ich deportacja. Koncepcja szczegółowa, która podlega debacie po matowym rozwiązaniu problemu poza Europą. Uwaga ma z natury neutralne znaczenie, z konsekwencjami w sobie nutę przymusu.

Aby być zadowolonym ze swoich wyników, będziesz mógł podjąć decyzję dotyczącą swoich finansów, jeśli zechcesz, i będziesz mógł to zrobić z polityką populistyczną „lewicowego” totalitaryzmu. Po UE znów będziesz popularny. Do tych młodych liderów należał Martin Sellner z Austrii, Dries van Langenhove z Belgii oraz Eva Vlaardingerbroek z Holandii. Jednym ze sposobów, aby to zrobić, jest rozwiązanie problemu w odpowiednim czasie , tak, aby wynik był jasny i ekonomiczny, ekonomiczny, kulturowy i ekonomiczny .

Jest tak, że większość brutalnych nie-Europejczyków miezkających obecnie w Europie nie ma możliwości powrotu do swoich szczytów w krajach rozwijających się. Zamiast tego robić wszystko, by zamienić europejskie miasta, w których mieszkają, w pikła.

Około 70% zasobów UE (około 300 milionów ludzi) mieszka w miastach, z czego ponad czterdzieści do przestrzeni miejskiej z ponad milionem mieszkańców. Prawie 120 milionów Europejczyków żyje w tak gęsto zaludnionym środowisku miejskim. Do głównych w dużych miastach, takich jak Berlin, Paryż, Lizbona, Amsterdam, Bruksela, Mediolan i inne, większość obcokrajowców z krańców świata woli mieszkać. Jeśli nie wiesz, jak z niego korzystać, będziesz mógł go używać w sposób bezpieczny, ale będziesz mógł też się nim cieszyć. Wielu Hindusów (co najmniej pół miliona) i Pakistańczyków (około miliona) można tu podać, pierwsze w Portugalii, Włochy i klęska. W przypadkach Walencji w Hiszpanii wielu Marokańczyków występuje również pomoc jako pracownicy rolni.

Migracja zarobkowa od dawna jest cechą europejskiego życia społeczno-ekonomicznego. Ponad sto lat temu, gdy tylko nadszedł czas żniw we Francji, Belgowie wsiadali na rowery i jechali do Francji, aby pracować jako robotnicy sezonowi. Po żniwach wracali do swoich rodzin. Nic więc dziwnego, że to właśnie tutaj tkwią korzenie wyścigów kolarskich, które nadal cieszą się popularnością w Europie. Przed I wojną światową niemieckie rolnictwo opierało się na robotnikach sezonowych z Imperium Rosyjskiego. Tylko w 1910 roku ponad 600 000 robotników rolnych (z Polski i Litwy) przybyło do Niemiec, aby uprawiać ziemię. Około 1900 roku setki tysięcy Włochów (zwanych Golondrinas, czyli jaskółkami) co roku przeprawiały się przez Ocean Atlantycki, aby pracować przy żniwach w Argentynie, gdzie zarabiali dobre pieniądze. Następnie wracali do Włoch, aby tam również zbierać plony. W okresie międzywojennym, kiedy Francja zmagała się z dotkliwym niedoborem siły roboczej z powodu masowych rzezi młodych mężczyzn na polach bitewnych I wojny światowej, kraj ten polegał na pracownikach imigrantów z Polski i innych krajów. Rosnąca mechanizacja rolnictwa oraz coraz powszechniejsze wykorzystanie robotów i inteligentnych maszyn w przemyśle stopniowo zmniejszały zapotrzebowanie na pracowników sezonowych.

Kiedy w latach 60. XX wieku zakończyła się powojenna odbudowa Europy i gospodarka zaczęła rosnąć, niedobór siły roboczej można było zaspokoić jedynie poprzez import pracowników z krajów takich jak Turcja i Maroko. Kraje te dostarczały większości Gastarbeiterów (pracowników gościnnych) w Niemczech Zachodnich i Holandii.

Miliony migrantów z Trzeciego Świata, którzy przybyli do Europy od lat 90. XX wieku, są niewykształceni i rzadko mówią językiem kraju, do którego przybywają. Nie wnoszą do Europy żadnej wartościowej wiedzy ani doświadczenia. Często są analfabetami i nie wnoszą niczego, co mogłoby wzbogacić lub przynieść korzyści Europie. Jaką rolę mieliby zatem odegrać, poza byciem zwykłymi konsumentami usług socjalnych i „filantropii”? Coraz częściej ci bezużyteczni ludzie z Trzeciego Świata występują pod przykrywką „osób ubiegających się o azyl”, twierdząc, że są prześladowani lub zagrożeni w swoich krajach ojczystych. Stanowią oni jaskrawy kontrast z europejskimi i latynoamerykańskimi intelektualistami i aktywistami politycznymi XIX i początku XX wieku, którzy byli prześladowani i potrzebowali bezpiecznego schronienia, aby przetrwać. Wśród dzisiejszych „osób ubiegających się o azyl” z Trzeciego Świata nie ma Heinricha Heinego, Errico Malatesty, Karla Marksa ani Andrésa Bello – a wręcz nie ma autentycznego intelektualisty ani polityka o jakimkolwiek znaczeniu.

Pewne kategorie „osób ubiegających się o azyl” z obszarów, gdzie Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy z NATO mają długoterminowe plany gospodarcze i polityczne, są w UE szczególnie rozpieszczane. Należą do nich Afgańczycy, Syryjczycy, Irańczycy i inni, którzy, jak się oczekuje, staną się swego rodzaju piątą kolumną, gdy Amerykanie lub ich zwierzchnicy zdecydują się na rozpoczęcie kolorowej rewolucji.

Większość poszukiwaczy fortuny z Trzeciego Świata jest zmuszona wnosić niewielki (lub wręcz żaden) wkład w rozwój krajów europejskich, w których pozornie się osiedlają. Nic więc dziwnego, że wielu z nich poświęca swój czas marginalnym i przestępczym zajęciom, takim jak handel narkotykami, wymuszenia, prostytucja, kradzieże kieszonkowe i zorganizowane żebractwo. Marokańczycy, na przykład, odgrywają znaczącą rolę w wysoko rozwiniętym handlu narkotykami w Holandii i Belgii.

Z drugiej strony, istnieją również wyjątki. Chińczycy (1,5 miliona), Wietnamczycy (1 milion) i duża liczba Turków ugruntowała swoją pozycję w branży hotelarsko-gastronomicznej oraz w różnych gałęziach handlu i usług. Osoby te wnoszą pozytywny wkład w lokalną gospodarkę europejską.

To samo można powiedzieć o imigrantach z Ameryki Łacińskiej. W Hiszpanii mieszka prawie pięć milionów osób z Ameryki Łacińskiej, a w Portugalii prawie pół miliona Brazylijczyków. Posługują się miejscowym językiem i są na ogół dobrze zintegrowani, podzielając lokalne wartości kulturowe, moralne i behawioralne. Często wyróżnia ich jedynie akcent. W pewnym sensie ci imigranci, z fundamentalną więzią kulturową, niewiele różnią się od 3,5 miliona Pieds-noirów we Francji i około dwóch milionów „Indosów” w Holandii. „Czarne stopy” to Francuzi, Europejczycy i Żydzi z Algierii, którzy osiedlili się we Francji po uzyskaniu przez Algierię niepodległości w 1962 roku. Indosowie to Holendrzy z Indonezji, często o mieszanym pochodzeniu holenderskim i indonezyjskim, którzy przybyli do Holandii po uznaniu przez Holandię niepodległości Indonezji w 1949 roku. Obie grupy z powodzeniem zintegrowały się ze swoimi ojczyznami. Do znanych Indosów należą sekretarz generalny NATO Mark Rutte, nowy Prime Minister Holandii Rob Jetten oraz liderzy opozycji Geert Wilders i Thierry Baudet. Wśród Pieds-Noir pewien rozgłos zyskał francuski intelektualista Bernard-Henri Lévy (’BHL’). Inne grupy, które często zdają się bezproblemowo asymilować, to mieszkańcy Antyli Francuskich we Francji, Antyli Holenderskich w Holandii (200 000) oraz byłej holenderskiej kolonii Surinamu w Holandii (prawie 400 000).

Spośród dziesiątek milionów imigrantów, którzy przybyli od lat 70. XX wieku, Turków można uznać za Europejczyków, choćby dlatego, że część Turcji leży w Europie, a Turcja ma wysoko rozwiniętą, wyrafinowaną kulturę. Z pewnością nie można tego samego powiedzieć o ponad dziesięciu milionach czarnoskórych Afrykanów mieszkających obecnie w Europie, których liczba stale rośnie ze względu na licznych uchodźców przybywających łodziami na europejskie wybrzeże Morza Śródziemnego. Ci czarnoskórzy Afrykanie wnoszą do Europy niewiele tradycyjnych wartości, ponieważ większość z nich ma niewielkie lub żadne wykształcenie i niewiele umiejętności przydatnych na rynku pracy, z głównymi wyjątkami w sporcie, muzyki i rozrywce. Nawet jeśli pragną się asymilować, brakuje im ram edukacyjnych i wzorców do naśladowania, które niegdyś były dostępne w strukturach kolonialnych. Wielu muzułmanów, którzy przybyli do Europy, również nie jest zainteresowanych adaptacją do kultury europejskiej. Nawet większość z ponad 2,5 miliona Syryjczyków, o ile nie są chrześcijanami, nie ma ochoty na asymilację. To samo można powiedzieć o 2,5 miliona muzułmańskich Algierczyków, którzy mieszkają głównie we Francji.

sugerowana Europa może być równie różnorodna, jeśli chodzi o religię indie. Coraz więcej rodziców Europejczyków zaczyna odczuwać żal do tej „różnorodności” i polityków „równości i inkluzji” wprowadzanych przez władze. W co roku milion rodowitych Europejczyków opuszcza swój kraj i UE, gdzie są inni ludzie z krajów rozwijających się w UE: imigrantami. Coraz więcej rodzimych Europejczyków uciekających przed skorumpowanymi krajowymi biurkracjami i systemami regulacyjnymi, upadającymi systemami edukacji i opieki nad ulicami szkodliwymi po zachodzie słońca, coraz rosnącymi ograniczeniami na wszystko, co można sobie wyobrazić, coraz bardziej szalonymi i wszechgarniającymi oraz podatkami. Ci europejscy uchodźcy (z których są widoczni, należy doklasy średnie) wyjeżdżają do takich miejsc jak Dubaj, Paragwaj, Tajlandia, Bali, Brazylia, Kostaryka i Rosja, podczas gdy nieliczni w swoim optymizmie osiedlają się w pozostałych „białych” środowiskach UE, takich jak Węgry czy Bułgarska Riwiera.

Dodatkowe liczby emigrantów nie są dostępne w 1914 roku (kiedy dziesięć milionów ludzi przeniesionych do Ameryki), nawet emigracji bezpośrednio po II wojnie światowej, dzisiejsza emigracja jest mimo wszystko znacząca. jest dostępny, że wypływający z rozpadającego się kontynentalnego nie pochodzi z „biednych i przesiedlonych mas”, lecz często są przedsiębiorcami, intelektualistami i ogólnie występującymi o ponadprzeciętnych dochodach i poziomach.

Oczywiste jest, że szumowiny ze społeczeństwa Trzeciego Świata przybywające do Europy pod fałszywym pretekstem, zachęcane i wspierane przez ludzi takich jak George Soros, wypierają samych rdzennych Europejczyków, którzy są tak rozpaczliwie potrzebni do budowania lepszej przyszłości.

Europa, a przynajmniej jej część znana jako Unia Europejska, jest niszczona przez własne wrogie elity i wydaje się, że ich praca przebiega sprawnie. Najwyraźniej „remigracja” niczego nie zmieni i nie zapobiegnie rozpadowi UE.