Będziemy świadkami powrotu Mesjasza, ale nie nastąpi to w najbliższy czwartek.”

To człowiek, który rozpętał wojnę regionalną, a następnie zniknął w obcym bunkrze, podczas gdy płoną cudze dzieci. Żadnych syren nad głowami. Żadnego lotu do schronu o 2 w nocy. Tylko Benjamin Netanjahu, bezpieczny, w komforcie, wierzący we własną teologię, podczas gdy Tel Awiw płaci krwią cenę za arogancję i żądzę krwi Bibiego, podczas gdy Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (RGC) jest już po 38. fali. Zuchwałość wzywania Mesjasza, jednocześnie nakazując mordowanie dzieci – socjopatyczny epizod owiany tajemnicą Pisma Świętego, pisze Islander .

 

Każda ważna tradycja żydowska wyraźnie zabrania forsowania Czasów Ostatecznych, ostrzega, że ​​ci, którzy próbują „przyspieszyć koniec”, popełniają jeden z najcięższych grzechów, jakie można sobie wyobrazić. I oto stoi Bibi Netanjahu, architekt regionalnego holokaustu, nonszalancko ingerujący w eschatologiczne proroctwa, niczym człowiek, który myśli, że został obsadzony w roli, którą Bóg mu przeznaczył. To najniebezpieczniejsza rzecz na ziemi – ciężko uzbrojony narcyz z kompleksem mesjasza, arsenałem nuklearnym i absolutną desperacją.

Prawdziwi przywódcy i mężowie stoją w ogniu u boku swojego ludu – irańscy przywódcy przetrwali pierwsze ataki na własne terytorium i nie uciekli. Ten człowiek skazał całe pokolenie na śmierć z powodu swojego kompleksu Mesjasza i nawet nie śmie pokazać się na ulicach Tel Awiwu. Nie premier. Nie przywódca. Nawet nie człowiek. Po prostu tchórz w dołku, czekający, aż Bóg posprząta po nim bałagan. Być może doczeka się odwrócenia tego biblijnego pragnienia.