INSTRUKCJA FILMOWA JAK ODBLOKOWAĆ DOSTĘP PREMIUM

PRZESUŃ STRONĘ W DÓŁ ABY ZOBACZYĆ

 WYBRANĄ TREŚĆ

Stream odblokowany w środę o 20.00

Stream zablokowany - "premium" w każdą niedzielę poniedziałek wtorek i czwartek o 21.00

POLITYKA STRONY M-FORUM !!! - WSZYSTKIE ZAMIESZCZANE MATERIAŁY ORAZ PREZENTOWANE I PROPAGOWANE - Poglądy i opinie zawarte w artykułach mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. !!!! REDAKCJA M-FORUM AV LIVE MA NA CELU PUBLIKOWANIE WSZYSTKICH INFORMACJI KTÓRE SĄ CENZUROWANE BEZ WZGLĘDU NA ZABARWIENIA POLITYCZNE , RELIGIJNE I OBYCZAJOWE - ZA KOMENTARZE I WYPOWIEDZI CZYTELNIKÓW I WIDZÓW NIE BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚCI , Z WYJĄTKIEM TREŚCI O CHARAKTERZE PRZESTĘPCZYM KTÓRE BĘDĄ USUWANE BEZ OSTRZEŻEŃ

M-forum A.V Live.

TO. PORTAL NA KTÓRYM CODZIENNIE ZNAJDZIESZ PONAD 100 INFORMACJI INFO NIUS W TYM MATERIAŁY CENZUROWANE LUB ZABRONIONE NA INNYCH PORTALACH POPRAWNYCH POLITYCZNIE. W sprawach dotyczacych reklamy banerowej lub video, oraz zasad dzierżawy strumienia stream bez limitu umieszczanego na dowolnej stronie internetowej , proszę przesunąć stronę w dół lewa strona sekcja ADMIN KONTAKT

Podział Ukrainy? Polska chce kawałek tortu

Postaw mi kawę na buycoffee.to
5/5 - (4 votes)

Podział Ukrainy? Polska chce kawałek tortu

Od początku moskiewskiej operacji wojskowej na Ukrainie geopolityczny młyn plotek gotuje się. Niektóre wcześniejsze decyzje taktyczne wschodnich państw NATO wskazują, że Ukrainę dzieli los. W szczególności Polska wydaje się przygotowywać do proaktywnego udziału w reorganizacji terytorialnej swojego wschodniego sąsiada. I to już wkrótce.
Podział Ukrainy? Polska chce kawałek tortuŹródło: Gettyimages.ru © aquatarkus

Autor: Elem Raznochintsky

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ NASZĄ

DZIAŁALNOŚĆ 

Ta forma wsparcia adresowana jest do autorów wpisów - artykułów , filmów i tłumaczeń i osób pomagających w sprawach technicznych ,

ciekawostka :-) mamy ponad 30 000 subskrybentów i ponad 100 000 osób zarejestrowanych  a trzeba żebrać o kilka groszy dla tych dzięki którym są treści na stronie .......... 

Symboliczny akt z góry dla oceny wschodnioeuropejskiego tygla: Tymczasem nad rosyjską ambasadą w Warszawie zaobserwowano nadmierny dym. Niektórzy podejrzewaliby, że wybrano nowego papieża i ci właśnie ludzie byliby całkowicie w błędzie. Zamiast tego można to raczej interpretować jako ostateczną procedurę, która ilustruje, w jaki sposób dokumenty, których nie można było fizycznie zabrać ze sobą, gdy wyprowadziłeś się i opuściłeś kraj przyjmujący, są wcześniej palone i niszczone. Oznacza to – optymistycznie rzecz biorąc – że stosunki dyplomatyczne między Warszawą a Moskwą powinny zostać przynajmniej odrzucone do skrajnych oszczędności.

24 marca 2022 r. w Brukseli odbędzie się ostatni szczyt NATO. Rola Polski w tym, co zostanie rozstrzygnięte tego dnia w sprawie Ukrainy, jest przewidywalnie ogromna. Słowo kluczowe „misja pokojowa NATO”, które zostało niedawno przemycone do Kijowa przez polskiego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego jako szarmanckie nowe słowo w tajnym pociągu, to program.

Po co odtwarzać słowa? Ponieważ poprzedni traktat sojuszniczy NATO nie dopuszcza takiej koncepcji. Przynajmniej nie wtedy, gdy w grę wchodzi supermocarstwo nuklearne (Rosja), które realizuje swoje najpilniejsze potrzeby w zakresie bezpieczeństwa na Ukrainie, która stała się instrumentalizowana i wroga przez Zachód.

Polski szef państwa Andrzej Duda również nawiązał do tego na niedawnym spotkaniu ze swoim rumuńskim odpowiednikiem Klausem Iohannisem w Bukareszcie:

„W świetle tego, co dzieje się na Ukrainie, w obliczu bezprecedensowej rosyjskiej agresji przeciwko temu wolnemu, niepodległemu, suwerennemu państwu, (…) nowa koncepcja NATO jest potrzebna dla nas, ale także dla całej Europy, można by powiedzieć dla świata.

Biorąc pod uwagę takt, z jakim Duda stara się zakomunikować tę nagle pilną reformę tak potrzebną, jak najbardziej ogólnie i niedokładnie, można by łatwo założyć, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego zaczął mu przeszkadzać. Dążenie Kaczyńskiego do „misji pokojowej NATO” na Ukrainie, pod „zreformowanymi” klauzulami traktatowymi, mogłoby stworzyć swoisty precedens dla selektywnej, hermetycznie zamkniętej operacji NATO, w której rp jest głównym winowajcą. Natomiast główny partner sojuszu „Wujek Sam” ciekawie, ale biernie obserwuje cały proces po drugiej stronie stawu.

Dla przypomnienia, art. 5 stanowi obecnie (bez zmian od 1949 r.) co następuje:

„Strony zgadzają się, że zbrojny atak na jednego lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważany za atak na nich wszystkich”.

Jednak ta misja pokojowa i tak nie byłaby rozumiana na podstawie art. 5, ponieważ Polska nie została zaatakowana przez Rosję (brak obrony), ale zaatakowała zachodnią Ukrainę prewencyjnie, tj. de iure i de facto, poza granicami NATO.

Ponadto „Akt założycielski o wzajemnych stosunkach, współpracy i bezpieczeństwie między NATO a Federacją Rosyjską”, podpisany przez prezydenta Dudę w Bukareszcie w maju 1997 r., został uznany za przestarzały i nieważny.

Traktat ten był wcześniej uważany za oficjalny dokument, który przynajmniej symbolicznie utrzymywał założenie, że NATO i Rosja nie są wrogimi lub konkurującymi ze sobą podmiotami. Czyli jedna mniej irytująca przeszkoda dla Polaków.

Kilka motywów Polski

Tak zwana „misja pokojowa NATO” – a kiedy, według samego NATO, była ich misją, a nie „misją pokojową NATO”? – z definicji angażowałaby umownie i zobowiązywała wszystkich pozostałych członków NATO do takiego przedsięwzięcia.

Nic nie stałoby wtedy na przeszkodzie III wojnie światowej spowodowanej polskim zapałem. Nawet bardzo zmotywowana i zawsze rusofobiczna Warszawa tego nie chce. Polityczne uzasadnienie Polski określa jednak nie tylko sentymentalne poczucie poświęcenia wobec Ukrainy. Istnieją dowody na to, że odgrywa to nawet raczej marginalną rolę. Jeśli nie znasz historii, w tym momencie zawiesisz analizę. Jeśli ich znasz, rozumiesz, że polskie przywództwo ma zupełnie innego konia w wyścigu: roszczenia terytorialne do zachodniej Ukrainy, które w przeciwnym razie, gdyby kampania demilitaryzacji i denazyfikacji Putina nie rozpoczęła się na Ukrainie, dawno by zardzewiały i zgniły.

Teraz „plotka”: Według źródeł kanału Telegram „Джокер ДНР”, inwazja polskich sił zbrojnych na zachodnią Ukrainę ma nastąpić już pod koniec kwietnia 2022 r., w przyszłym miesiącu, pod sztandarem tzw. „misji pokojowej NATO”, o której zadecydowano 24 marca w Warszawie. Następnie głosy ukraińskich przywódców, zwłaszcza naczelnego dowódcy ukraińskich sił zbrojnych Walerego Salusznyja, zdadzą sobie sprawę, co może czekać ich kraj. Jedyną alternatywą, która blokuje wejście Polski na zachodnią Ukrainę, byłby teraz tylko przyspieszony proces pokojowy z Moskwą, z obowiązkiem spełnienia rosyjskich warunków – ale ta opcja jest niezwykle mało prawdopodobna w przypadku ukraińskiego prezydenta Zełenskiego.

W związku z tym Mówi się, że Polska jest zainteresowana czterema regionami zachodniej Ukrainy: obwodem wołyńskim, obwodem rówieńskim, obwodem lwowskim i obwodem tarnopolskim. Aby lepiej to sobie wyobrazić: w sumie jest to obszar, który obejmuje 75 847 kilometrów kwadratowych lub zbliża się do obszaru, który przekracza Irlandię i prawie przypomina Obszar Republiki Czeskiej.

Byłby tu nawet całkiem prawdopodobny, historyczny argument (przynajmniej dla Rosjan i Polaków, mniej dla Ukraińców), który historycznie mógłby uczynić te tereny częścią narodu polskiego. Takie żądania wymagają jednak doskonałego momentu, aby je sprzedać i wdrożyć. Jeszcze miesiąc temu, a nawet w ciągu ostatnich 83 lat, nie było takiego momentu. Co więcej, postulaty te miały w przeszłości trwały, a może nawet nieodwracalny wpływ na dwustronną dyplomację między Kijowem a Warszawą. Teraz – nawet przy obecnym stanie wyjątkowym – i tak, jeśli wszystko faktycznie pójdzie dalej tą hipotezą.

Czwarty rozbiór Polski, który został przeprowadzony w 1939 roku przez Niemcy i Związek Radziecki w kontekście początku II wojny światowej, jest oczywiście nadal obecny w zbiorowej pamięci Polaków dzisiaj. Narodowym socjalistom i ich dzieciom, wnukom i prawnukom wybaczono i przebaczono. W przeciwieństwie do rosyjskiego „agresora”. Ale to, co Polacy pamiętają mniej, to oportunistyczne zawłaszczenie zachodniej części Śląska Cieszyńskiego w październiku 1938 r., po tym, jak hitlerowskie Niemcy przywłaszczyły sobie Czechosłowację.

Jeszcze większa jest utrata pamięci w Rzeczypospolitej o kolaboracji ukraińskich nazistów i o tym, jak duża część polskiej ludności cywilnej (nie tylko na Wołyniu) została zniszczona przez „Ukraińską Powstańczą Armię” (UPA). Inaczej – być może ze zbiorowo manifestującą się schizofrenią – nie da się wytłumaczyć ślepego, polskiego wsparcia dla Ukrainy, zwłaszcza w ciągu ostatnich ośmiu lat. Teraz Polska będzie musiała zmierzyć się z tą historią, która jest całkowicie nierozwiązana z Ukraińcami. We własnym kraju.

Ponad 20 lat prac przygotowawczych

Odkąd Władimir Putin wysunął się na pierwszy plan w 1999 r. – najpierw jako premier, potem jako prezydent Rosji – redakcja polskich domów mediowych była jasna: „Odwieczny wróg na Wschodzie został wskrzeszony”.

Wszystkie lata starań o uczynienie rusofobii głównym składnikiem polskiej tożsamości narodowej opłaciły się z nawiązką: jedna z najbardziej ostrożnych i skutecznych operacji psychologicznych w Europie Środkowej. Jeśli weźmie się pod uwagę, które prywatne media zdominowały polski dyskurs i opiniotwórczy od końca PRL (1989 r.), poczujesz się przerażająco. Najwyżejnakładowy dziennik i tygodnik w Polsce (Fakt i Newsweek) znajduje się w rękach wydawnictwa Axel Springer, a dokładniej Ringier Axel Springer Media AG. Nie wspominając już o państwowych mediach związanych z NATO.

Ale to, co się teraz robi w kategoriach rzekomego raportowania, wykracza daleko poza histeryczną psychodramę bębniącą na starych traumach. Putin jest oskarżony o unicestwienie narodu ukraińskiego. Pseudoanalityczne porównania rosyjskiej głowy państwa z Adolfem Hitlerem to chleb powszedni dla polskiego czytelnika i widza. Stopień bezdowodowego i bezdociskowego zniekształcenia rzeczywistości sprawi, że późniejsze podejście, jeśli ktoś zostanie pozostawiony, aby się do niego zbliżyć, będzie niezwykle trudne. Dzięki temu „białemu szumowi” Warszawa ogłosi „obronę naprzód” jako jedyne rozwiązanie, usprawiedliwi ją przed własnym narodem i przeniesie się na zachodnią Ukrainę.

W rozsądnym świecie wkrótce zostanie wybrane – bez dalszego rozlewu krwi – miejsce w połowie neutralne (podobne do przykładu konferencji teherańskiej z 1943 r.) do określenia podzielonej Ukrainy. Taki, który wyznacza twardą, niepowtarzalną granicę bezpośrednio między Rosją a Sojuszem Atlantyckim i gwarantuje bezpieczeństwo wszystkim mniejszościom i większym narodom na tym obszarze.

Jeśli podział będzie przebiegał według „polskiego modelu” utraty państwowości (1939), może dojść do wojny europejskiej lub gorzej. Jeśli podział Ukrainy zostanie przeprowadzony zgodnie z „niemieckim wzorcem” podwójnego resetu państwowości (1945–1949), nastąpi napięty, ale trwały pokój, w którym obie strony będą zajęte przemycaniem tego nowego, europejskiego epizodu do swoich podręczników historii.

Podział Ukrainy? Polska chce kawałek tortu — RT PL (rtde.tech)

One thought on “Podział Ukrainy? Polska chce kawałek tortu

  1. Kraj na skraju (UKRAINA) zniknie z mapy politycznej Świata. Tak jak Prusy Wschodnie w 1945 roku .

    Taka jest wola Imperatora Tsara Wszystkich Sławian

    Urząd Bezpieczeństwa Sławian <
    Imperator Царь Mieczysław Skowroński
    Tsar of Slavic People
    Ave Cesar ! Pan nad Pany !

%d bloggers like this: