INSTRUKCJA FILMOWA JAK ODBLOKOWAĆ DOSTĘP PREMIUM

PRZESUŃ STRONĘ W DÓŁ ABY ZOBACZYĆ

 WYBRANĄ TREŚĆ

Stream odblokowany w środę o 20.00

Stream zablokowany - "premium" w każdą niedzielę poniedziałek wtorek i czwartek o 21.00

POLITYKA STRONY M-FORUM !!! - WSZYSTKIE ZAMIESZCZANE MATERIAŁY ORAZ PREZENTOWANE I PROPAGOWANE - Poglądy i opinie zawarte w artykułach mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. !!!! REDAKCJA M-FORUM AV LIVE MA NA CELU PUBLIKOWANIE WSZYSTKICH INFORMACJI KTÓRE SĄ CENZUROWANE BEZ WZGLĘDU NA ZABARWIENIA POLITYCZNE , RELIGIJNE I OBYCZAJOWE - ZA KOMENTARZE I WYPOWIEDZI CZYTELNIKÓW I WIDZÓW NIE BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚCI , Z WYJĄTKIEM TREŚCI O CHARAKTERZE PRZESTĘPCZYM KTÓRE BĘDĄ USUWANE BEZ OSTRZEŻEŃ

M-forum A.V Live.

TO. PORTAL NA KTÓRYM CODZIENNIE ZNAJDZIESZ PONAD 100 INFORMACJI INFO NIUS W TYM MATERIAŁY CENZUROWANE LUB ZABRONIONE NA INNYCH PORTALACH POPRAWNYCH POLITYCZNIE. W sprawach dotyczacych reklamy banerowej lub video, oraz zasad dzierżawy strumienia stream bez limitu umieszczanego na dowolnej stronie internetowej , proszę przesunąć stronę w dół lewa strona sekcja ADMIN KONTAKT

Rozmowy z Polską o Ukrainie: Mały dialog, dużo wojennego szaleństwa

Postaw mi kawę na buycoffee.to
5/5 - (2 votes)

Rozmowy z Polską o Ukrainie: Mały dialog, dużo wojennego szaleństwa

 

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ NASZĄ

DZIAŁALNOŚĆ 

Ta forma wsparcia adresowana jest do autorów wpisów - artykułów , filmów i tłumaczeń i osób pomagających w sprawach technicznych ,

ciekawostka :-) mamy ponad 30 000 subskrybentów i ponad 100 000 osób zarejestrowanych  a trzeba żebrać o kilka groszy dla tych dzięki którym są treści na stronie .......... 

Jako Polak uspołeczniony w Niemczech, po raz pierwszy po prawie trzech latach emigracji opuściłem Rosję, aby ponownie odwiedzić mój kraj. W ciągu dziesięciu dni powstało wiele ciekawych wrażeń i rozmów.
Rozmowy z Polską o Ukrainie: Mały dialog, dużo wojennego szaleństwaŹródło: http://www.globallookpress.com © Victor Lisitsyn, Виктор Лисицын/Global Look Press

Autor: Elem Raznochintsky

Nie byłem w Polsce od ponad dwóch i pół roku. Kiedy 1 lutego 2020 r. wyemigrowałem z rodziną i w końcu odwróciłem się plecami do rodzinnego Berlina, nie mogliśmy się domyślić, że zaledwie kilka tygodni później wybuchnie kryzys koronny i większość granic zostanie hermetycznie zamknięta.

"Związek Polsko-Ukraiński": Warszawa i Kijów chcą tworzyć historię

Ale przejdźmy do teraźniejszości. Mój trzeci rok w Petersburgu trwa i nadszedł czas, aby w końcu ponownie odwiedzić rodzinę w Polsce. Mieszkają tam prawie wszyscy moi krewni. Tylko mój ojciec i matka nadal przebywają w Niemczech, ale przyjechali specjalnie na naszą krótką wizytę. Wszakże udało mi się zabrać jednego z jej wnuków na tę przygodę. Była to więc rzadka szansa na rozdrobnienie rodzinnego spotkania. Niestety, moja żona i nasza nowo narodzona córka tym razem zostały w domu w Rosji.

Po jednodniowym postoju w Berlinie pojechaliśmy do stolicy Polski. Zwłaszcza na Dworcu Centralnym w Warszawie Centralnej znajdowało się wiele stoisk informacyjnych i punktów kontaktowych dla uchodźców ukraińskich. W jednym z miejsc wisiał plakat z napisem „F*CK PUTIN” w kolorach ukraińskiej flagi. Również w pozostałej części centrum Warszawy widziałem wiele polskich i ukraińskich flag wciągniętych razem. Znaczna część reklamy zewnętrznej poświęcona jest solidarności Polski z dzisiejszą Ukrainą.

Na wieżowcu znajdował się ogromny, samodzielnie wykonany baner, który stał się nieco wyraźniejszy. Ponieważ na nim było dobrze znane powiedzenie „Слава Україні! Героям слава!” (do niemieckiego: „Chwała Ukrainy! Chwała Bohaterowi”), która w Polsce została oficjalnie pozbawiona wszelkich historycznie negatywnych konotacji. Jeśli zapytać dziś przeciętnego Polaka o pochodzenie tego hasła, to Euromajdan (2013–2014) jest jednogłośnie wymieniany jako początek, ale nie niezwykle ważna epoka UPA czy OUN i ich zbrodnicze działania na polakach w czasie II wojny światowej.

Drugi język Warszawy

Specjalne prawa dla "krewnych": Polska może wkrótce piastować ważne urzędy na Ukrainie

Można by pomyśleć, że to ukraiński. Stałem przy kasie w supermarkecie i pomagałem Ukraince w płatności za pośrednictwem jej nowej polskiej aplikacji bankowej. Z jej inicjatywy rozmawialiśmy ze sobą po rosyjsku, a ja tłumaczyłem dla polskiej kasjerki, która nagle dostała problemów technicznych z kasą z powodu zamieszania. W końcu się udało i pani pospieszyła z zakupami.

Przez większość czasu słyszałem rosyjski na ulicach. W bardzo niewielu przypadkach ukraiński. Czy to na władzach – byłem w kilku – w komunikacji miejskiej, czy po prostu podczas spaceru po Wiśle: język rosyjski wyraźnie dominuje wśród tych, którzy przybyli z Ukrainy.

Kiedy w 2019 roku odwiedziłem dziadka z żoną w Świnoujściu, okazało się, że jego fizjoterapeuta pochodzi z Dniepropietrowska. W wywiadzie z nami obywatel Ukrainy wyjaśnił, że „każdy w naszym kraju tak naprawdę chce jechać do Rosji”. Dobrze zauważono, że było to na długo przed rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 r. W każdym razie, kiedy usłyszała, że jesteśmy kilka miesięcy przed przeprowadzką do Petersburga w tym czasie, powiedziała z szczyptą konstruktywnej zazdrości, że jest to również jej osobiste wymarzone miejsce do życia i pracy. Dlaczego zamiast tego przyjechała do Polski, nie mogłem już pytać, bo dziadek zakończył rozmowę między drzwiami  nagłym pożegnaniem.

Kto wie, ilu Ukraińców jest w Polsce, którzy oprócz swojego faktycznego domu na Ukrainie, mogą chcieć być gdzie indziej. I niekoniecznie dalej na zachód. Uchwycenie takiego nastroju empirycznie jest niemal niemożliwe w obecnym klimacie politycznym w Polsce. Podobnie jak syryjscy uchodźcy w Niemczech, którzy od co najmniej 2015 roku muszą zapewniać niemieckiemu aparatowi państwowemu, że potępiają swojego prezydenta Baszara al-Assada, aby ich pobyt w Niemczech został sprawnie zatwierdzony.

Pierwsza rozmowa

Mój wieloletni przyjaciel i żonaty krewny o imieniu Jakub, który studiował socjologię i geografię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a obecnie praktykuje jako psychoterapeuta, może spojrzeć wstecz na długą historię głębokich sporów ze mną. Tematy dotyczyły głównie Rosji i Ukrainy. Wie, że od 2014 roku cenię Rosję jako aktora politycznego na świecie, staram się ją zrozumieć, nadal ją badam i wspieram do dziś. Jednocześnie on sam jest zagorzałym orędownikiem NATO, obywatelem UE i relatywistą moralnym, który robi tylko niewielki, ale kategoryczny wyjątek w sprawie Ukrainy. Nasze rozmowy są zawsze bardzo ostrożne, ponieważ moje kwestionowanie zachodnich wartości i osiągnięć jest zawsze bardzo bliskie jemu. Powiedział, że nauczył się – najwyraźniej w przeciwieństwie do mnie – na swoim uniwersytecie, jak ponownie kwestionować ustalone aksjomaty. I rzeczywiście, w drugiej połowie 20 wieku krakowski Uniwersytet Jagielloński był znany jako „polska odnoga” tzw. Szkoły Frankfurckiej ze swoją „teorią krytyczną”. To intelektualne dziedzictwo trwało do 1990 roku, do czasów III RP, i jest bardzo ściśle związane ze wszystkimi neoliberalnymi instytucjami NATO i UE.

Ale ile aksjomatów zostało faktycznie i dogłębnie zakwestionowanych – z wyjątkiem oczywistych frazesów, takich jak ten, że Kościół rzymskokatolicki w Polsce nie powinien już mieć moralno-intelektualno-historycznej suwerenności interpretacji – dopiero się okaże. Dla tego wglądu jednak w rzeczywistości nie ma potrzeby finansowania przez podatników elitarnej edukacji uniwersyteckiej. Niestety, jest to jedyny aksjomat, który widzę kwestionowany przez mojego drogiego przyjaciela. W wielu innych aksjomatycznych założeniach materializmu i naturalizmu czy zachodniego liberalizmu jest bardzo dogmatyczny, politycznie nieruchomy i emocjonalnie skłonny.

Niestety, ostatnia rozmowa była bardzo powierzchowna. Wziął mnie na piwo i po prostu chciał ode mnie jasnego oświadczenia. Mianowicie, czy obecnie popieram Putina i Kreml, czy nie. Zapytałem, czy chciałby poznać uzasadnione powody mojego stanowiska. Odpowiedział, że nie, wcale. Tak naprawdę, jak zawsze. Musiałem się uśmiechać w myślach, kiedy myślałem o sile scentralizowanej „edukacji akademickiej”. Jednak kolejna intelektualna przejażdżka rollercoasterem została nagle i przedwcześnie zatrzymana.

Tam, gdzie starałem się rzucić więcej światła na fakty, Jakub oskarżył mnie nieco później o sofistykę. Poza tym, że generalnie mówię za dużo i to i tak zawsze mu przeszkadzało przez wszystkie lata wcześniej. Oskarżenia, które pochodzą od terapeuty, z którym rozmawia się tylko przez kilka chwil co kilka lat, który sam poprosił o rozmowę i który był tym, który miał pytania, pragnienie wiedzy i potrzebę wyjaśnienia. Ale Jakuba nie interesuje geopolityka, historia i krytyka zachodnich instytucji – i ogromne zbrodnie Zachodu, które w rezultacie stają się widoczne. Jednocześnie jednak zawsze było dla niego ważne, abym wychodził z naszych rozmów z mocnym przekonaniem, że jest niedogmatycznym wolnym duchem, który na co dzień wątpi w podstawy rzeczywistości; podczas gdy ja jestem indoktrynowanym „rozumiejącym Rosję”, który popiera ludobójstwo na Ukrainie.

Druga rozmowa

Po Warszawie naszym kolejnym przystankiem była Gdynia, nad Bałtykiem, w Zatoce Gdańskiej. Tam mój wujek Paweł ciepło nas przywitał i od samego początku unikał bezpośrednich rozmów politycznych ze mną. Nie była więc „jedyna rozmowa”, ale raczej retoryczno-akustyczne strzępy rozłożone na kilka dni, które brzmiały od czasu do czasu, w których potępiał Rosję, demonizował Putina i przedstawiał „rosyjski świat” jako barbarzyński. Ale ponieważ były to tylko oświadczenia, bez zapytania i zaproszenia na rozmowę, zaakceptowałem je na razie.

Dopiero gdy zaczął mi doradzać, jak najlepiej opuścić Rosję, aby ponownie osiedlić się w Polsce lub Niemczech, zauważyłem konstrukcję rzeczywistości, na którą w pewnym momencie musiałem zareagować. To było to, że mój wujek musiał jakoś zracjonalizować fakt, że teraz mieszkam w Rosji z rodziną. Jedyną możliwością dla niego było prawdopodobnie uwierzyć, że nie skończyłem w Petersburgu z moją rodziną z własnej woli, ale że po prostu nie widziałem drogi powrotnej do „zachodniej wolności” od mojego „rosyjskiego zakładnika”. Ta obserwacja z jednej strony mnie rozbawiła, ale jednocześnie zmotywowała do wyjaśnienia, że – wręcz przeciwnie – mieszkam i pracuję w Rosji zupełnie dobrowolnie. I nie tylko to, ale że do tej pory nie żałowałem tej życiowej decyzji ani przez jeden dzień. Dla moich polskich krewnych jest to w zasadzie trudny do przetworzenia, do tej pory niepęknięty orzech i do pewnego stopnia to rozumiem. Brakowało czasu i szczerego zainteresowania drugiej osoby, aby dokładniej zbadać moje motywy, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Podobnie jak mój wujek, który później zaczął milczeć na ten temat.

Trzecia rozmowa

Było to nad małym jeziorem na malowniczych Kaszubach. Była rodzinna uroczystość z ludźmi, których wcześniej nie znałem. Jednym z nich był młody naukowiec, który dowiedział się od mojej rodziny, że mieszkam w Rosji. Z ciekawości zapytał mnie, jak można teraz mieszkać w Rosji. Powiedziałem, że wszystko jest w porządku, że trzymamy głowy na powierzchni z godnością i wdzięcznością, że niczego nam nie brakuje. Natychmiast zaczęliśmy rozmawiać o polityce.

Powiedział, że jest aktywny w międzynarodowej społeczności naukowców, a także zna kilku cennych, utalentowanych kolegów z Petersburga. Ale był zszokowany tym, jak jego koledzy naukowi zajęli prorosyjskie stanowisko od lutego 2022 roku. W tym samym czasie był całkowicie oszołomiony „praniem mózgu”, które wydawało się być im tak skutecznie dane. Następnie wyjaśniłem mu, że to wyjaśnienie jest być może zbyt proste dla naprawdę bardzo złożonego, geopolityczno-antropologicznego problemu w Europie Wschodniej. Wtedy mężczyzna po raz pierwszy zauważył spokojnie, że jestem w innej pozycji niż on. Moje pytanie, na ile był pewien, że „my” (tj. polskie społeczeństwo) nie byliśmy również poddawani praniu mózgu na temat pewnego światopoglądu, zdumiewało go.

Mieliśmy innego słuchacza, który nawet dopuścił możliwość, o której wspomniałem, że brakuje nam innych perspektyw – i że za bardzo polegamy na nieomylności zachodniej interpretacji polityki światowej. Ta ulotna chwila wglądu, to kruche przyznanie się do niepewności, było moim jedynym promykiem nadziei podczas całej podróży. Kiedy dołączył mój wujek Paweł, rozmowa znów ucichła.

Recenzja

Nie było dla mnie prawdziwych niespodzianek na tym tranzycie, ponieważ zawsze uważnie obserwowałem dyskurs i rozwój Polski z dystansu przez wiele lat. Ale bycie na ziemi w świecie, który można nazwać „alternatywną rzeczywistością” z czystym sumieniem, jest zupełnie nowym poziomem doświadczenia.

Jednocześnie pewne rzeczy zmuszają mnie do myślenia. Jak już kilkakrotnie podkreślano, wyjaśnienie alternatywnych punktów widzenia zajęłoby trochę czasu. Ale potrzeba również woli drugiej osoby, aby poznać inne perspektywy i ciekawość, aby przełożyć to, co zostało powiedziane, na swoje kroki. Obu obecnie brakuje w Rzeczypospolitej. Są wyjątki, ale przeciętny obywatel jest przez nie mijany. Polskie społeczeństwo pozostaje w dużej mierze w jednostronnym szale wojennym, który z coraz większą intensywnością podsyca rząd warszawski. W tym świecie Rosja maluje obraz nieruchomej, groźnej i autorytarnej stałej na Wschodzie. Rosyjscy carowie, bolszewicy, Stalin i Putin są zespawani ze sobą w amorficzne, niezmienne stworzenie. Rosyjska i radziecka historia jest utrzymywana na rażąco niedbałym poziomie przedszkola i wydaje się zniekształcona przez obiektyw NATO. Jako rodowity Polak muszę powiedzieć, że znajomość rosyjskiej historii jest niezwykle uproszczona, infantylna, bez intuicji lub zazwyczaj zupełnie nieobecna.

Odpowiednie polskie elity i ich aktorzy są całkowicie ślepi i głusi na finansowo-polityczne problemy Brukseli i Waszyngtonu, które budowane są przez dziesięciolecia. Nie mają pojęcia, że konflikt na Ukrainie jest reprezentatywny dla światowej transformacji i upadku systemów i instytucji, które do tej pory były zdominowane przez Zachód. Mało kto się do tego przygotowuje. Polacy uważają „wiecznego Rosjanina” za typ, a „antyamerykanizm” za ideologię za jedynych bezpośrednich wrogów, którzy zasługują na jakąkolwiek walkę.

Moja podróż potwierdziła mi po raz kolejny na bardzo osobistym poziomie, że dziś żyjemy w epoce, w której konteksty, przyczyny i pochodzenie są ignorowane, aby odnieść zwycięstwo w samobójczej konfrontacji z Rosją na Ukrainie. Ale w związku z tym, jak my, Polacy, zareagujemy na ewentualną porażkę?

Rozmowy z Polską na Ukrainie: mały dialog, dużo wojennego szaleństwa — RT PL (rtde.tech)

%d bloggers like this: