W 2009 roku międzynarodowy zespół naukowców pod kierunkiem Johana Rockströma i Willa Steffena opracował listę dziewięciu granic planetarnych. Zwane też granicami wytrzymałości planety, określały bezpieczne poziomy dla dziewięciu obszarów rozwoju naszej cywilizacji, których przekroczenie będzie miało katastrofalne skutki dla całego ziemskiego ekosystemu. A co za tym idzie – dla istnienia ludzkości.

Już sześć lat później ta sama grupa badaczy stwierdziła, że przekroczyliśmy cztery z tych granic dotyczące: zmian klimatuemisji gazów cieplarnianych, tempa wymierania gatunków i zmian w gospodarowaniu gruntami. Ostatni punkt obejmuje m.in. urbanizację, rolnictwo przemysłowe czy masowe wylesianie.

Nowe badanie, przeprowadzone przez naukowców z kilku europejskich uniwersytetów, wykazało, że właśnie przekroczyliśmy także piątą granicę – zanieczyszczenia chemicznego.

Zanieczyszczenie chemiczne rośnie w zastraszającym tempie

Obecnie na globalnym rynku dostępnych jest około 350 tys. substancji chemicznych wytwarzanych przez człowieka – szacują autorzy badania. Obok leków, tworzyw sztucznych, barwników i kosmetyków, znajdziemy tu także pestycydy czy chemikalia wykorzystywane w procesach produkcji na całym świecie. Pozostałości tych substancji trafiają do mórz, a także zanieczyszczają powietrze i glebę, powodując nieodwracalne szkody w ziemskim ekosystemie.

Choć istnienie zanieczyszczenia chemicznego nie jest tajemnicą, a ekolodzy mówią o nim od lat, szczególnie w kontekście zanieczyszczenia gleby, nikt wcześniej nie pokusił się o zbadanie jego skali.

W nowym badaniu autorzy przeprowadzili analizę dostępnych publikacji naukowych w poszukiwaniu tzw. nowych jednostek (ang. Novel Entities), które zdefiniowali jako „nowe substancje, nowe formy istniejących substancji i zmodyfikowane formy życiowe, które nie były wcześniej znane ekosystemowi Ziemi”. W tym zbiorze znalazły się głównie chemikalia, ale też nowe rodzaje materiałów inżynieryjnych (np. ogniw solarnych) czy naturalnie występujące pierwiastki poddawane modyfikacjom.

Na podstawie zgromadzonych publikacji naukowcy oszacowali tempo powstawania tych nowych jednostek i porównali je z możliwościami ich analizy, określając w ten sposób „ilościową granicę wytrzymałości planety”. Zestawiając ze sobą dane, doszli do wniosku, że „ludzkość działa poza granicami planetarnymi”.

„Rosnący wskaźnik produkcji oraz większa liczba nowych jednostek przekracza zdolność rządów i społeczeństw do przeprowadzania oceny i monitorowania ich bezpieczeństwa” – napisali autorzy. Innymi słowy, tempo, w jakim te zanieczyszczenia pojawiają się w środowisku, znacznie przekracza nasze możliwości oceny związanych z nimi zagrożeń. Przez to chemikalia pozostają właściwie poza kontrolą, a ich negatywne skutki mogą ujawnić się za kilka, a nawet kilkadziesiąt lat.

Przemysł chemiczny wymaga regulacji

Naukowcy twierdzą, że podobnie jak w przypadku emisji gazów cieplarnianych, tak i przy zanieczyszczeniu chemicznym kraje powinny nawiązać porozumienie ws. ograniczenia produkcji chemikaliów. A przynajmniej ustanowić regulacje dotyczące wprowadzania nowych jednostek do obrotu, aby mieć pewność, że substancja trafiająca na rynek jest bezpieczna.

Autorzy zdają sobie jednak sprawę, że taka procedura mogłaby być nie tylko czasochłonna i kosztowna, ale też niepełna. Bo chociaż niektóre chemikalia są bezpieczne same w sobie, to mogą stawać się toksyczne podczas rozkładu lub w obecności innych substancji. Często też „szkodliwe skutki uboczne” danych substancji ujawniają się dopiero po dłuższym czasie.

Tak było np. z antydepresantami, których negatywny wpływ na ryby ujawniono dopiero teraz, choć śladowe ilości leków wraz ze ściekami trafiają do wód od lat. Podobnie było z substancjami zawartymi w niektórymi filtrach przeciwsłonecznych, które okazały się toksyczne dla koralowców.

Źródło: Environmental Science & Technology.