Przypomnijmy sobie jak to było i jak to się zaczęło. Foliarze powstali jako grupa znana z posądzania o odjazd spiskowy. Warto więc wrócić do początków, czyli co wieszczyli płaskoziemcy na początku pandemii, z czego się śmiano i z czym mamy obecnie do czynienia. Przejdziemy więc historię odjazdu, który stał się rzeczywistością.

Nie wybije to śmiejących się z foliarzy z ich zadufania, nie wpędzi ich w skruchę, że się śmiano z obecnie już wręcz oczywistych rzeczy, bo grono śmiejących się z płaskoziemców jest wyspecjalizowane w dwójmyśleniu na poziomie orwellowskim, a więc przytoczę dla porządku autorską dwójmyślenia definicję:

„Wiedzieć i nie wiedzieć, mieć poczucie absolutnej prawdomówności, a jednocześnie wygłaszać umiejętnie skonstruowane kłamstwa; wyznawać równocześnie dwa zupełnie sprzeczne poglądy na dany temat, i mimo świadomości, że się wzajemnie wykluczają, wierzyć w oba; używać logiki przeciwko logice; […] zapominać wszystko, czego nie należy wiedzieć, po czym przypominać sobie, kiedy staje się potrzebne, a następnie znów szybko wymazywać z pamięci”.

Foliarz kto to taki

Teraz sami foliarze. Zwani też płaskoziemcami lub/i antyszczepionkowcami. To następna manipulacja, tym razem na poziomie języka. Pojęcia te powstały znacznie wcześniej, ale do grona tak opisywanego wrzucono wszelkich wątpiących w oficjalny przekaz kowidowy. Bo grono to ma mieć określenie pejoratywne, w dodatku guślarskie i głupawe. Co mają bowiem wspólnego ludzie, którzy mają nosić foliowe czapeczki, by uchronić się od promieniowania kosmicznego z ludźmi, którzy uważają, że system teleporad zabija ludzi?

Co mają wspólnego ludzie wierzący, że ziemia jest płaska i wspiera się na żółwiach (ilość żółwi wciąż jest dyskutowana), z tymi, którzy uważają, że szczepienie na skalę światową preparatem najgorzej przebadanym w ludzkości to dla niej wielkie zagrożenie? Co mają wspólnego ludzie przeciwni szprycon z tymi, którzy się zakrzepili wszystkim preparatami ?

Nic. Ale tu chodzi o to, by stygmatyzować WSZELKI opór przeciwko głównemu nurtowi farmaceutyczno-sanitarystycznemu i będziesz antyszczepionkowcem nawet jeśli masz opuszczoną maskę poniżej nosa. Szlus. Tyle nasza niszowa grupa, do której należy… około 50% społeczeństwa. Ładne, co?

Ale my tu do rzeczy. Czyli co mówili koronarealiści (tak tu będziemy o nich mówić) od początku, z czego się śmiano i na co wyszło? Będzie to trudne, jak zwykle, kiedy człowiek staje przed lustrem własnych uprzedzeń i głupoty i widzi, że dał się nabrać. A więc wypiera. Tu tak łatwo nie pójdzie, bo będziemy się posługiwać faktami. Zaczynamy z grubej rury.

Pierwsze szaleństwa płaskoziemców

Były wieszczenia o „znaku bestii” z Apokalipsy. No, wyśmiewane, jak klaun w cyrku. Że niby wariaci, że Apokalipsa, tiaaa… Wcale tego nie będzie, nie ma szans, dobra-dobra, jeźdźcy Apokalipsy, smoki i te rzeczy. W tej chwili ludzie chodzą z pieczątkami. A teraz mają wejść i opaski. Oczywiście… w Niemczech, co budzi niezdrowe skojarzenia. Zresztą wystąpili o to podobno sami przedsiębiorcy, nawet przyozdabiając swoje witryny w napisy Nur fur geimpf. W sumie to racja, bo to przecież „ułatwi proces sprawdzania paszportów”. No tak, kiedyś, przed opaskami z gwiazdą Dawida, pewnie też były takie kłopoty, bo jak sprawdzić czy Żyd? No i co, kto miał rację?

Było też o czipowaniu ludzkości, no też beka, pamiętacie? Gdzież nam do takich posunięć? To tylko może się zrodzić w durnej foliarskiej głowie. W połowie wpisów na fejsie z relacjami z własnych zaszczepień reportaż uczestniczący kończył się odwołaniem do bzdur, że taki Bil Gates to mnie właśnie zaczipował i mam się dobrze. A wiec proszę – Bill Gates sam się podłożył, z czego się później tłumaczył na różne sposoby, swoją ideą „cyfrowego poświadczenia”, czy „kwantowej kropki”.

Ale dajmy spokój temu Bilu: w Szwecji prezentacja chipa podskórnego, do identyfikacji kodu QR, aplikowanego strzykawką. Tu sublimacja innych technik: właśnie FDA zatwierdziła pierwszą pigułkę monitorującą czy pacjent przyjął lekarstwo. A czemu nie szczepionkę? Jak się założy, że sanitaryzm przede wszystkim, to wtedy metody są dowolne, może być pod skórę, może być do ust. Ważny jest efekt, a jak się zgadzamy na prymat sanitaryzmu, to cała reszta staje się wyłącznie technikaliami. Zresztą to wygodne, nawet dla… delikwenta. Bo to trzeba trzymać ten QR na komórce, albo nie daj Boże wydrukowany, a tak zawsze się ma przy sobie i można okazać komu trzeba.

Bzdury o totalnej inwigilacji

Szury prorokowały, że cię będą inwigilować na wszelkie sposoby. Wariaci. Jak? Gdzie, w czasach totalnej wolności? Okazało się, że śledzenie chorych i zakażonych, które miało pomagać w powstrzymywaniu transmisji wirusa szybko stało się metodą śledzenie społecznych zachowań, wraz z ich punktowaniem. Przodują tu Chińczycy, teraz jak jesteś społecznie niegrzeczny na za mało punktów, to nie kupisz biletu na pociąg.

Zachód z ciekawością przygląda się tym osiągnięciom i już importuje takie rozwiązania, na razie, jak u Chinoli, w celach epidemicznych, ale później to się zobaczy. Wystarczy, że będziemy wiedzieli kto się zaszczepił a kto nie i kto blisko kogo siedzi. Niemożliwe? Proszę bardzo, australijska aplikacja pokaże ci, na podstawie twego, skonstruowanego przez sztuczną inteligencję, profilu sanitarnego, do jakich miejsc masz wstęp i na jak długo. I co, szury się skompromitowały czy miały rację?

(Co do sztucznej inteligencji to ja wiedziałem – Lema się czytało -, że jej masowe wprowadzenie będzie służyło przede wszystkim do kontrolowania społeczeństwa, które tej naturalnej inteligencji samo się pozbyło).

Granicznym poziomem odjazdu płaskoziemców było wieszczenie o zamykaniu kowidowoopornych w specjalnych obozach koncentracyjnych. Toż to była beka, jakie obozy, jakie zamykanie? Proszę bardzo. Australia pobudowała już takie przybytki, w Polsce powstaje już jeden – w Gdyni. No i wieszczyli ci wariaci, że do takich obozów będą ludzi wyciągać z domu za uszy specjalne oddziały siepaczy, nosz beka z wariata.

Tak? Właśnie w Australii wojsko jest przysposabiane do takich działań, W Austrii właśnie trwa nabór ochotników do specjalnych oddziałów sanitarnych odpowiedzialnych za wyłapywanie osób odmawiających poddaniu się (dobrowolnym podobno) szczepieniom. W Wielkiej Brytanii mobilne oddziały odwiedzą niezaszczepionych w domu i nakłonią do szczepień. Na progu.

Będziesz biedny, chory i głodny

No i że pozbawią cię kasy, mówili. No jak, gdzie? Jak? Przez skarbówkę. Gdzie? W Grecji. Niezakrzepionym odciągać będą 100 euro miesięcznie z pensji. Niepracującym – mandat na tyle samo za nieszczepienie. W razie kowidowej niewypłacalności – licytacja majątku. No i że nie będą leczyć.

To, że się cały czas rozmawia o zwiększeniu składki niezakrzepionym albo wywaleniu ich ze szpitali, bo sami sobie winni, to pikuś, skoro do tego przyłącza się aprobująco coraz więcej totalistów-sanitarystów wśród postrachanych cywilów. Teraz mamy np. przepis w Queensland w Australii, że do przeszczepów nerek czy serca kwalifikowani są pacjenci tylko po dwóch i więcej dawkach zaszczepienia. A co, niech mają za swoje.

I bredzili, że głód będzie. Jaki głód? Jak ktoś nie wierzy, to zapraszamy na targ do Mediolanu. Tam na resztki z targu czekają ludzie pozbawieni pracy z powodu niezakrzepienia. To, że bez szprycy nie kupisz butów, bo to przecież nie jest towar pierwszej potrzeby, to już normalka, nawet u nas (dodajmy teoretyczna, bo Polacy zlewają takie przepisy). A więc, na razie, jedzenie jeszcze kupisz.

Ale powoli, powoli. Zaraz w telewizji pokaże się paniusia, która powie, że przecież te śmiertelne nieszczepy to tak samo mogą zakazić (jak?) zaszczepionych w spożywczaku, jak i w sklepie z odzieżą a więc wszystkich won. Wtedy co, na targ, jak Włosi, żebrać? Czy wystawać pod warzywniakiem na resztki rzucone przez czułych zakrzepionych?

No i mówili, że zaszczepią tylko szarą masę ludzką, bo to dla niej przygotowane, sami zaś będą się izolować od szczepień jako szkodliwych dla nich samych. Współzałożyciel BioNTech, Ugur Sahin, potwierdza, że nie zaszczepił się ponieważ nie może tego zrobić z „powodów prawnych”, które zobowiązują go do zapewnienia z jego strony zachowania ciągłości pracy firmy…

To jest ciekawa koncepcja, ja natychmiast poproszę Krystynę, by sprokurowała dla mnie umowę, która zabrania mi szczypania ze względu na „zapewnienie ciągłości pracy” i będę się na nią powoływał w przypadku ataków systemowego sanitaryzmu. Z drugiej strony – to ciekawe jak fakt zakrzeepienia mógłby szkodliwie wpłynąć na ciągłość pracy? Myślę, że nie tylko ja jestem ciekaw szczegółów.

Przodownicy i obrońcy praw człowieka

Jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze całe pakiety działań, które są de facto realizacją przepowiedni foliarzy na skalę państwową. Przoduje Australia, jako kraj najdalej idącego eksperymentu. W dodatku te „zestawy” są od czapy. Foliarze mówili, że będzie dochodzić do sytuacji paranoidalnych. Otóż np. w takiej Austrii trzeba nosić maseczki we własnym domu, w Norwegii jest zakaz podawania alkoholu w restauracjach i hotelach z powodu koronawirusa (argumentacja może być zastanawiająca, jak się do niej da dotrzeć).

W Wielkiej Brytanii wprowadza się nakaz sprawdzania paszportów kowidowych w pubach tanecznych, ale po 1.00 w nocy, bo wcześniej wirus śpi (i co, śpi w dzień, wstaje po pierwszej?). We Włoszech nie można tańczyć, chyba, że siedząc pupą na krześle, w związku z tym powstają całe szkoły tańca z przywiązanymi krzesłami do siedzeń. Sztuka podobno trudna, ale lekka w oglądaniu. Śmieszne to? Ja wiem? To raczej śmiech przez łzy jak to daleko daliśmy się zagonić w tej paranoi.

Druga sprawa, to gdzie są ci wszyscy obrońcy praw człowieka? Przed kowidem to była sprawiedliwość co do milimetra. Jak cię wzięto za kogoś kto uprawia lub choćby propaguje jakieś ograniczenie wolności to wylatywał taki ktoś w krąg ostracyzmu, czasem penalizacji. Ba, nawet chroniono cię, przymusem, przed próbami ograniczenia wolności własnej. Dziś ci sami ludzie są, wręcz co do jednego, po stronie sanitarystycznych ultrasów. Co dowodzi, że tam, pod tymi wolnościowymi zaśpiewami kryła się wciąż ta sama czerwona i totalitarna dusza.

I kopytko zamordyzmu w pandemii szybko zaczęło wystawać spod płaszcza udawanego liberalizmu. Koronawirus zweryfikował tych wszystkich ombudsmanów, aktywistów walki o równość i prawa człowieka. W czasach, których pozbawiono gros ludzi ich podstawowego prawa, prawa do opieki zdrowotnej, nikt się nie ujął za nimi. Wszyscy oddali bez jednego strzału osobniczą wolność za realizację stadnych strachów sanitarnych kolektywistów.

A foliarze? No cóż, najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. A jak ten kraj to cały świat, to płaskoziemcy mają przerąbane. Ale to wcale nie znaczy, że większość z ich przepowiedni się nie ziści. Świat, który tego nie chce, będzie wrzucał wszystko do jednego wora, tak, by te prawdopodobne tezy pobrudziły się w tym worze z tymi odjazdowymi. By przylepiać wszystkim oponentom stygmat oszołomstwa.

By nie wiedzieć, że idzie zagłada. Czyli nie reagować na jej symptomy. By bawić się do końca, tak jak na niedawnym filmie, który niby jest o katastrofie kosmicznej, a tak naprawdę – o dzisiejszych czasach. Tak, obejrzyjcie „Nie patrz w górę”, bo jego przesłanie można poznać po tym, że atakują go jako słaby i schematyczny ci, którzy żyją z beki na foliarzy.

 Pora na podsumowanie roku 2021.

Był to pierwszy pełny rok pandemiczny, a więc przeszliśmy wszystkie pory roku, miesiące, święta i co tam jeszcze zostało – z kowidem w tle i pod pachą.

Przypomnę, że w rok 2021 wchodziliśmy z pompowaną nadzieją i obietnicą – wszyscy wyjdziemy na świat. No, bo wtedy myślano tak: zakrzepieni będą mieli nieprzebijalną tarczę, nieszczepy jak ocaleją, to i tak co najwyżej sami się pozakażają, czyli nabiorą odporności lub padną. A więc koniec udręki. A jak wyszło? No – wiadomo, wystarczy wrócić do mego poprzedniego wpisu o wypłaszczaniu krzywej zakażeń w… pionie.

A więc nici z niegdysiejszych oczekiwań. W związku z tym rok mijający był rokiem utraty tej nadziei. Smutny więc. Ale za utratę nadziei na taką skalę musi ktoś zapłacić i tym Czarnym Ludem stał się niezaszczepiony. Jak stonka, jak burżuj za rewolucji – winny wszystkiemu. I że szczepionka nie działa, i że dzieci nie mogą iść do szkoły, i że nie leczymy, bo nie ma jak, skoro korytarze szpitalne są zatkane tymi samolubnymi ignorantami z wolnościowym zaśpiewem na siniejących w bezdechu ustach.

Ale rzeczywistość skwierczy – zakrzepieniepieni, mający jeszcze rok temu nadzieje na wyjście na świat praktycznie są zrównani z foliarzami: muszą się (przez nich, oczywista) maskować, dystansować, kwarantannować i wykazywać dokumentacją o swym zdrowiu, na zawołanie byle kelnerzyny.

No, a co w roku przyszłym?

No, i nie dziwcie się, że moim zdaniem będzie jeszcze gorzej niż w 2021, choć i ten zawiódł nadzieję ocalałych z pierwszego roku pandemii. No, bo będzie to rok decydujący. W nim się przewali. Albo pójdziemy na tempo szprycy raz na kwartał, jak widać nie powstrzymujące transmisji, albo się ta paranoja skończy. Ja się obawiam, że jeszcze bardziej będziemy powiększać rachunek, który obecnie płacimy. Są to odłożone rezultaty masowych procesów utraty zbiorowej odporności, w wyniku stresu, osłabienia organizmu poprzez przyduszanie się maseczkami, czy masowej izolacji w pełzającym lockdownie.

Do tego dochodzi ujednoimiennianie służby zdrowaia, która… „idzie za pieniądzem” dodatków kowidowych. To się może tylko pogłębiać, jak będziemy powtarzać te same błędy, które przecież przyniosły ponure żniwo w ciągu już prawie dwóch lat.

Co prawda WHO obiecała, że rok 2022 będzie ostatnim rokiem pandemii, ale nikt nie wie co to znaczy. Bo może to oznaczać zarówno, że się do pandemii przyzwyczaimy, co by nie było najgorsze, ale może to też być zapowiedź, że może tak być, bylebyśmy tylko zacisnęli pasa już na ostatnie dziurki. Możemy więc wylądować w sterylnym epidemiologicznie więzieniu. WHO mówiła przecież różne rzeczy w czasie pandemii, właściwie to nią zarządzała, a efekty widzimy na całym globie.

Mówi się już teraz o piątej fali, warianty przyszłe czekają już w kolejce, mnożone wykładniczo akcjami szczypannymii. A więc spirala się będzie zacieśniać. Na gardle. Ile jeszcze dawek wytrzyma nasze ciało? Jak będzie z dziećmi? Czy zdegenerowana służba zdrowia w ogóle będzie funkcjonować? Czy ktoś będzie w stanie powstrzymać ten zjazd? Zobaczymy najszybciej chyba w Austrii, bo ta sobie obiecała pełny obowiązek szczepień na marzec 2022. W ogóle nie widomo czy do tego dojdzie, bo Wiedeń dał sobie trochę czasu na oswojenie się ludzi z tą perspektywą.

Nie wiem tylko do czego ten czas będzie wykorzystany – do kapitulacji czy społecznej aktywizacji? I co z tych doświadczeń wezmą nasi rządzący? Ja od dawna kuję tezę, że polskie władze są tu wyjątkowo (jak na zamordyzm reszty) liberalne. Pytanie – na jak długo? Myślę, że na tak długo, jak akceptacja ich kolejnych kroków w kierunku sanitaryzmu będzie wciąż kontestowana przez Polaków. A trendy są w kierunkach oporowych.

A więc dobrze. No ok, będziemy przeczekiwać kolejne fale, udając, że coś robimy, albo, że czegoś nie robimy. Ale wirus, który ujawnił w pełni swoją sezonowość (eureka, a foliarze mówili o tym od dawna) będzie tak wracał do nas falami, wzmacnianymi testami mającymi uzasadnić kolejne fale, ale szczypań. Jesień-wiosna mamy jak w banku, z przerwą na lato, by odetchnąć, ale w takiej Grecji zapowiedzieli już 5. dawkę, a więc nie będzie kolorowo.

Wirus o śmiertelności światowej 0,06% zawładnął światem poprzez wyindukowany strach. Ci, co się mieli przestraszyć już się przestraszyli, zakrzepli koronarealiści też się okopali, teraz pora na przepływy. Jedni będą pękać przy kolejnych dawkach (obostrzeń) i dołączą nie do ostatniej prostej (niektórzy, pechowcy w dosłownym tego słowa znaczeniu), ale do ronda szczepiennego.

Drudzy rzucą to wszystko w cholerę i wypadną gdzieś ze szczepiennej serii kolejnego wirażu, na dobre. Jak mówił klasyk-Stalin, wraz z postępem rewolucji walka klasowa się zaostrza. Możemy więc być świadkami zdarzeń granicznych, bo krew kipi w sfrustrowanych plemionach. Plemionach już nie wojny polsko-polskiej, ale tej sanitarnej, ponad politycznymi podziałami.

Politycznie był 2021 okresem posuchy w stosunku do 2020, gdzie było przecież sporo polityki. My mieliśmy w tym kończącym się roku jej upadek, kiedy to po raz kolejny cała scena polityczna przedłożyła wewnętrzne waśnie o władze ponad rację stanu. Wchodzimy w ten rok bezbronni i bezradni (podziękowania dla entuzjastów wyboru nowego prezydenta USA, tego chcieliście kotki?).

Zaraz się zamknie ostatecznie okienko szansy, które mieliśmy uchylone przez 30 lat względnego spokoju geopolitycznego. I przeputaliśmy ten okres koncertowo, stawiając się w sytuacji podobnej do tej z września 1939. Ale był karnawał, co nie? A każdy Laokoon wieszczący zagładę i wzywający do opamiętania się był notorycznie pożerany przez dwa węże: niezmienne media i ostracyzm samozadowolonych elit.

Wchodzimy więc w rok 2022 bez większych radości, ale czasami brak nadziei zmusza do realizmu. Wszak człowiek to takie wyjątkowe zwierzę, które zaczyna postępować racjonalnie dopiero wtedy jak nie ma innego wyjścia. I zdaje się, że ten kredyt beztroski już wyczerpaliśmy.