Usiądź wygodnie albo – jeszcze lepiej – połóż się na plecach w miejscu, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał. Zamknij oczy, rozluźnij się. Weź kilka spokojnych, głębokich oddechów. Poczuj swoje ciało, jego ciężar, to, jak przywiera do krzesła albo do podłogi. Skup się przez chwilę na swoich myślach. Nie zatrzymuj się przy żadnej, niech odpływają razem z wydechami.

A teraz zacznij w myślach wędrówkę po swoim ciele, zaczynając od lewej stopy. Kolejno, powoli zatrzymuj się przy częściach jednej, a potem drugiej nogi. Dalej przy biodrach, brzuchu, klatce piersiowej, ramionach, szyi i głowie. Co czujesz? Ciepło? Może zimno? Ból? Napięcie? Nic nie rób, nie rozluźniaj się na siłę. Nie oceniaj tego, co czujesz. Tylko obserwuj.

Takie ćwiczenie nazywane jest skanowaniem ciała. Robią je na przykład uczestnicy kursów redukcji stresu opartych na uważności. Bywa pomocne w opanowywaniu chronicznego bólu. Zwykle zajmuje 30–40 minut. Nie wydaje się trudne (choć wiele osób usypia w trakcie, a innym trudno jest leżeć bezczynnie).

Skąd jednak wiemy, że – powiedzmy – lewa łydka jest napięta? Albo że kłuje nas pod prawnym żebrem? W jaki sposób taka informacja trafia do mózgu? Jaki zmysł ją odbiera? Mówimy: czujemy, ale czym, w jaki sposób?

Ile naprawdę mamy zmysłów? Znacznie więcej niż pięć

Od wieków za Arystotelesem powtarzamy, że wszelkie informacje o świecie docierają do nas za pośrednictwem pięciu zmysłów:

Szóstym zmysłem poetycko nazwano intuicję.

Starożytni wyżej cenili te zmysły, w których dystans między ciałem a poznawaną substancją jest większy – dlatego wzrok i słuch wydawały im się szlachetniejsze niż smak, powonienie i dotyk. Dzięki tym pięciu zmysłom odbieramy informacje ze świata zewnętrznego: obrazy, dźwięki, zapachy, smaki i faktury.

To jednak nie wszystkie zmysły, w jakie zostaliśmy wyposażeni. Ponad sto lat temu Charles Sherrington, angielski lekarz i fizjolog (nagrodzony w latach 30. XX wieku Noblem za odkrycie neuronów), zauważył istnienie czegoś, co sprawia, w każdej chwili wiemy, w jakiej pozycji znajduje się nasze ciało. Nazwał ten zmysł propriocepcją.

Jak pisał wybitny neurolog Oliver Sacks, chodzi o „ciągły, ale nieuświadomiony strumień odczuć, płynący z ruchomych części naszego ciała. Zmysł ten nieprzerwanie kontroluje i reguluje ich pozycję, napięcie i ruch, ale w pewnym sensie go nie znamy, ponieważ jest automatyczny i nieuświadomiony”.

Sherrington zauważył również, że poza propriocepcją (odbieraniem bodźców związanych z ruchem i położeniem ciała) i eksterocepcją (odbieraniem bodźców z zewnątrz, taki charakter ma pięć Arystotelesowskich zmysłów) dysponujemy również interocepcją, czyli potrafimy odbierać bodźce z wnętrza naszego ciała. Tę ostatnią nazywano również czuciem trzewnym.

W ostatnich latach naukowcy interesują się tym zmysłem coraz bardziej. Dzięki niemu wiemy, że jesteśmy śpiący albo głodni. Inne informacje, których dostarcza, pozostają poza naszą świadomością (na przykład poziom cukru we krwi i całe mnóstwo danych o stanie naszych organów; zresztą, co za szczęście, że nie zdajemy sobie z tego sprawy i nie musimy ich świadomie kontrolować!).

Interocepcja obejmuje wszystkie sygnały z narządów wewnętrznych, między innymi z układu sercowo-naczyniowego, płuc, jelit, pęcherza moczowego i nerek, a także ze skóry. Jak podkreśla prof. Manos Tsakiris z Uniwersytetu Londyńskiego, mózg i trzewia pozostają z sobą w stałym dialogu. Naukowcy zauważyli jednak, że interocepcja nie tylko dostarcza wiadomości o stanie narządów wewnętrznych.

Skąd wiesz, jak się czujesz? Dzięki interocepcji

Żyjemy, bo ciało dzień i noc pracuje, dostrajając do siebie mnóstwo czynników. Utrzymuje w ten sposób homeostazę – względnie stałe parametry wielu procesów biologicznych. Żeby to było możliwe, potrzebna jest zdolność organizmu do wykrywania swojego wewnętrznego fizjologicznego stanu, czyli właśnie interocepcja.

Zdaniem neuronaukowca Antonia Damasia z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, wpływa ona jednak nie tylko na ciało, ale i na umysł. A nawet sprawia, że jednego od drugiego nie sposób łatwo oddzielić.

Damasio uważa, że to, co nazywamy emocjami, ma źródło w zmianach stanu ciała. Kiedy dostrzegamy, że pędzi na nas auto, napinamy mięśnie, a serce zaczyna szybciej bić. Najpierw pojawiają się nieświadome zmiany w ciele, a dopiero kiedy dzięki interocepcji mózg je wykryje, doświadczamy emocji (na przykład strachu) i pozwalamy, by wpłynęła na nasze zachowanie (uciekamy z jezdni na chodnik). Bez interoceptywnej komunikacji nic byśmy nie czuli – nic, czyli nie tylko głodu i innych potrzeb fizjologicznych, ale także smutku, złości i radości.

Chodzi jednak nie tylko o emocje, ale o coś głębszego i bardziej podstawowego – o poczucie „ja” i o świadomość. „Znaczenia systemu interoceptywnego dla zrozumienia świadomego umysłu nie sposób przecenić. Zachodzące w jego ramach procesy są w znacznej mierze niezależne od wielkości struktur, w których powstają, i stanowią specyficzny rodzaj danych wejściowych, obecny od wczesnych etapów rozwoju, przez całe dzieciństwo aż do dorosłości. Innymi słowy, interocepcja byłaby odpowiednim źródłem względnej niezmienności niezbędnej do utworzenia stabilnego rusztowania dla przyszłej jaźni” – pisze Antonio Damasio w książce „Jak umysł zyskał jaźń”.

Za zdolność do interocepcji odpowiada w mózgu głównie wyspa. To miejsce, gdzie regulowane są takie procesy jak świadomość wrażeń cielesnych i emocji.

Dzięki interocepcji czujemy, w jakim stanie jest nasz organizm

„Naukowcy i klinicyści uznają interocepcję za kluczowy mechanizm zdrowia psychicznego i fizycznego, w którym zrozumienie sygnałów płynących z ciała pomaga nam zrozumieć i regulować stany emocjonalne i fizyczne” – powiedziała niedawno „Guardianowi” dr Helen Weng z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.

Ludzie mają różną zdolność do odczytywania sygnałów interoceptywnych (czyli płynących z wnętrza ciała) i dostrajania się do nich. Jak to się sprawdza? Można na przykład poprosić badanych, by policzyli uderzenia swojego serca i porównać wynik z obiektywnym pomiarem pracy tego narządu. Albo umożliwić badanym, by posłuchali prawidłowego rytmu serca, a potem zapytać, czy ich serca biją szybciej, czy wolniej.

Zadziwiające jest to, że wysokie wyniki w testach na rozpoznawanie i ocenianie sygnałów płynących z ciała idą w parze z wysokimi zdolnościami do rozpoznawania i regulowania emocji, a niskie – ze skłonnością do chorób i zaburzeń nastroju.

Z badań przeprowadzonych w ostatnich latach wynika, że chorzy na depresję są słabsi niż inni w prawidłowym określaniu rytmu swojego serca. Często też nie zauważają sygnałów z ciała, co może się wiązać z poczuciem pustki, wrażeniem, że niczego się nie czuje. Z kolei osoby cierpiące na zaburzenia lękowe często nieprawidłowo interpretują odczucia somatyczne.

Interocepcja pomaga nam lepiej rozpoznawać własne emocje

W zauważaniu sygnałów płynących z ciała pomagają ćwiczenia z uważności (nazywanej również mindfulness). A także psychoterapia, w której ludzie uczą się dostrzegać powiązania między stanami emocjonalnymi i odczuciami w ciele oraz je interpretować.

Uczestnicy kursów redukcji stresu bazujących na uważności poza skanowaniem ciała robią na przykład ćwiczenia polegające na codziennym wypełnieniu kwestionariuszy z pytaniami o to, kiedy w ciągu dnia czuli radość, smutek, złość czy strach i jakie cielesne odczucia temu towarzyszyły.

Niektórzy dopiero wtedy uświadamiają sobie, że strach wiąże się ze skurczem żołądka, uciskiem w klatce piersiowej i zawrotami głowy, a złość z zaciskaniem szczęk i pięści. Inni odkrywają, że odczuwając wstyd albo upokorzenie, całkiem dosłownie się kulą i kurczą, jakby stawiali się mniejsi.

Z zaprezentowanych niedawno na łamach pisma „Lancet” badań wynika, że u dorosłych autystyków, w większym stopniu niż inni narażonych na ryzyko wystąpienia zaburzeń lękowych, trwające trzy miesiące ćwiczenia interocepcji znacznie zmniejszyły częstość napadów niepokoju i lęku.

To pocieszające wyniki. Im lepiej zrozumiemy funkcjonowanie interocepcji, tym lepiej będziemy rozumieć relacje ciała i umysłu, ale także dowiemy się więcej na temat tego, jak dbać o swoje zdrowie. Być może dosłownie nauczymy się lepiej słuchać swojego ciała i rozumieć, kiedy na przykład ostrzega nas, że coś jest nie w porządku.

https://www.focus.pl/