W 1959 r. Ken Kesey został świeżo upieczonym studentem Uniwersytetu Stanforda. By się utrzymać, musiał w czasie studiów dorabiać. Przypadkowo pracę znalazł w szpitalu psychiatrycznym dla weteranów, gdzie zatrudnił się jako sanitariusz. Tam poznał problemy, z jakimi zmagała się amerykańska psychiatria końca lat 50. XX wieku.

W szpitalach psychiatrycznych pacjenci byli bardzo źle traktowani

Pacjenci byli pozbawieni praw i dyscyplinowani przez personel, który nie stronił od przemocy. Pokutował pogląd, że osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne należy izolować od społeczeństwa.

Chorzy, zamknięci za szpitalnymi murami, zdani byli na łaskę eksperymentujących na nich lekarzy. Brutalne metody leczenia, jak elektrowstrząsy i lobotomia, były na porządku dziennym. Stosowano też silne leki, po których chorzy często tracili kontakt z rzeczywistością.

Keseya przerażały niehumanitarne terapie, dlatego walczył z systemem na swój sposób: rozmawiał z pensjonariuszami, wypytywał ich o życie prywatne, odwiedzał w czasie wolnym od pracy. Sanitariusz, który stosował nieszablonowe metody, szybko został dostrzeżony przez przełożonych.

Pewnego dnia zwierzchnicy zaproponowali mu udział w eksperymentalnym programie opłacanym przez rząd USA. Chodziło o wykorzystanie psychodelików w psychiatrii. Kilka razy w tygodniu pod nadzorem lekarzy uczestnicy programu mieli przyjmować LSD i meskalinę, a następnie rozwiązywać proste zadania matematyczne. Narkotyki aplikowano chętnym sanitariuszom.

Biografowie do dziś spierają się, co bardziej przyciągnęło Keseya: swobodny dostęp do psychodelików czy pieniądze. W ciągu półtora roku płacono mu za przyjmowanie narkotyków pod okiem lekarzy. Potem Kesey kontynuował eksperymenty we własnym zakresie. Efektem wszystkich tych doświadczeń była powieść „Lot nad kukułczym gniazdem” (1962). Stała się bestsellerem, a nakręcony na jej podstawie film z 1975 r. zdobył aż pięć Oscarów.

Amerykanie prowadzili badania nad manipulowaniem świadomością

Kesey nie miał pojęcia, że program, w którym uczestniczył, to zakrojona na szeroką skalę akcja CIA, której celem było zdobycie kontroli nad ludzkim mózgiem. Program nosił nazwę „MKUltra” i był jednym z tajemniczych projektów badawczych realizowanych w tamtym czasie przez Centralną Agencję Wywiadowczą.

Na początku lat 50. XX w. amerykańskie władze były przekonane, że ZSRR i Chiny badają możliwość manipulowania świadomością w celu werbowania amerykańskich żołnierzy, którzy trafili do niewoli. Poligonem doświadczalnym dla tego typu działań miała być wojna koreańska (1950–1953). CIA postanowiła odpowiedzieć na to wyzwanie.

W 1953 r. dyrektor Agencji Allen Dulles zainicjował program badania wpływu substancji psychoaktywnych na świadomość człowieka. Chodziło o ustalenie, czy za pomocą narkotyków da się przeprogramować ludzki umysł i wykorzystać ten stan podczas przesłuchania. „Brzmiało to niemal jak żart: odkryć cudowny narkotyk pozwalający pokonać wrogów wolności i ocalić świat. Taki cel stanowił najwyższe wyzwanie dla naukowej wyobraźni” – pisze Stephen Kinzer w książce „Doktor Śmierć”.

W programie MKUltra brali udział nazistowscy lekarze

Kinzer, amerykański dziennikarz „New York Timesa”, przez wiele lat prowadził śledztwo w sprawie Sidneya Gottlieba, pierwszego szefa „MKUltra”. Kiedy program ruszał, Gottlieb miał 35 lat. Jako absolwent chemii był zafascynowany wpływem środków odurzających na ludzki umysł. W grę wchodziła heroina, marihuana, a zwłaszcza popularne wtedy LSD.

Jakby tego było mało, Gottlieb zaprosił do współpracy niemieckich lekarzy, którzy prowadzili eksperymenty z użyciem meskaliny w obozie koncentracyjnym w Dachau. Na jego polecenie CIA zakupiła partię LSD za 240 tys. dolarów i faszerowała nim amerykańskich obywateli, którzy nie zawsze mieli świadomość, w czym tak naprawdę biorą udział.

Program był kontrowersyjny nawet jak na standardy zimnej wojny, a jego skala porażająca. Szpital, w którym pracował Kesey, był tylko jedną z co najmniej 150 placówek, w których realizowano badania. Niektórych pacjentów wprowadzano w stan śpiączki farmakologicznej trwającej nawet trzy miesiące.

Część z nich straciła pamięć, a nawet zdolność mówienia. Pacjentem jednego z zakładów, w którym przeprowadzano eksperymenty, był Theodore Kaczynski – później znany jako Unabomber. Jaki wpływ na osobowość zamachowca miały te eksperymenty, nie wiadomo.

Wywiad zatrudniał prostytutki i płacił lekarzom za eksperymenty na chorych

Tymczasem w Nowym Jorku i San Francisco realizowano w ramach „MKUltra” akcję „Midnight Climax”. Zaangażowano prostytutki, które podrywały klientów w nocnych klubach i przyprowadzały do wynajętych mieszkań.

Tam do drinków dosypywały im otrzymane od CIA narkotyki, a ukryci w lokalu obok agenci robili notatki. Celem było zbadanie, na ile seks i narkotyki mogą uczynić z danej osoby informatora i skłonić go do współpracy.

Do jednego z takich mieszkań w Nowym Jorku nieświadomych ludzi przyprowadzał osobiście George Hunter White – agent, który kierował akcją. Wiele z jego ofiar było narkomanami, drobnymi przestępcami i innymi wyrzutkami, co do których można było przyjąć, że nikomu się nie poskarżą. Doświadczenia prowadzono także w więzieniach.

Do najbardziej szokujących badań należy jednak zaliczyć eksperymenty przeprowadzane w Ośrodku Badawczym Toksykomanii w Kentucky. Szef tamtejszej placówki dr Harris Isbell – poproszony przez CIA o opracowanie nowych syntetycznych narkotyków – zaczął eksperymentować na swoich pacjentach, czyli uzależnionych.

Podawał im ogromne dawki LSD, meskaliny, marihuany, skopolaminy oraz innych nieprzebadanych środków halucynogennych. Następnie bawił się dawkami i badał ich oddziaływanie na umysł, zachowanie i kondycję psychiczną pacjenta.

Nie wiadomo, ile było ofiar tajnego programu MKUltra

O „MKUltra” wiedziała zaledwie garstka ludzi przekonanych, że ma on znaczenie dla przetrwania Ameryki. Nie liczono się ze zdrowiem i życiem własnych obywateli. Ile było ofiar? Z projektem bezwzględnie udało się powiązać pięć zgonów, choć faktycznie mogły być ich setki – nie wspominając o poszkodowanych, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu.

Najbardziej znaną ofiarą był dr Frank Olson, bakteriolog pracujący dla CIA, którego Gottlieb osobiście poczęstował drinkiem z LSD. Nieświadomy niczego Olson popadł w poważną psychozę. Krzyczał, że widzi potwory, miał depresję i ataki paniki. W końcu złamał się i w środku nocy 28 listopada 1953 r. wyskoczył z 10. piętra hotelu Pennsylvania w Nowym Jorku.

Kesey i amerykańska opinia publiczna dowiedzieli się o istnieniu tajnego projektu w 1974 r. Po raz pierwszy całą sprawę opisał wtedy „New York Times”. Okazało się, że dwa lata wcześniej na polecenie ówczesnego dyrektora CIA Richarda Helmsa zniszczono większość akt. Zachowało się 20 tys. dokumentów… przechowywanych w niewłaściwym archiwum.

W następstwie medialnej wrzawy  powołano dwie komisje rządowe (Komisję Rockefellera i Komitet Churcha), które miały zbadać sprawę. Doniesienia gazet potwierdziły się. Niestety odpowiedzialni za projekt „MKUltra” nie ponieśli konsekwencji. Gottlieb był już wtedy na emeryturze i zasłaniał się niepamięcią. Z kolei Dulles, były dyrektor CIA, w momencie ujawnienia afery nie żył już od pięciu lat.

https://www.focus.pl/