Rośnie liczba osób, które żadnego zapachu nie są w stanie wyczuć albo czują coś całkiem innego, niż sugerowałoby to, co widzą. Na przykład poranna kawa pita na ukwieconym balkonie pachnie dla nich – używając eufemizmu – jak miejski ściek.

Zaburzenia powonienia są jednym z objawów zakażenia SARS-CoV-2. Miliony ludzi zmagają się ostatnio z anosmią (nie czują nic), parosmią (błędnie odczuwają zapachy) lub fantosmią (mają zapachowe halucynacje).

Jak koronawirus odbiera nam węch

Przyczyną utraty zmysłu węchu są przede wszystkim choroby wirusowe (nie tylko COVID-19, ale także grypa i przeziębienie, choć mechanizm zaburzenia jest inny), a także m.in. urazy fizyczne, guzy mózgu, choroby neurodegeneracyjne i starzenie się organizmu.

Jak COVID-19 odbiera nam węch? SARS-CoV-2 nie infekuje neuronów, ale wpływa na funkcjonowanie komórek podporowych, wyjaśnia prof. Sandeep Robert Datta, neurobiolog z Harvard Medical School. Wchodzą one w skład nabłonka węchowego, wyściełającego pole o powierzchni 5 cm2 w sklepieniu jamy nosowej. Anosmia i hyposmia (czyli zaburzenia węchu) w przebiegu covidu częściej dotykają kobiety niż mężczyzn, częściej młodszych niż starszych.

Węch jest najmniej docenianym zmysłem

Tyle że mniej więcej połowa ludzi przed trzydziestką oddałaby swoje powonienie w zamian za jakiś elektroniczny gadżet – wynika z badania przeprowadzonego w połowie poprzedniej dekady przez McCann Worldgroup. Pod tym względem niewiele się zmienia w zachodnim świecie od tysięcy lat.

Greccy filozofowie cenili słuch, dzięki któremu możemy doświadczać harmonii, i wzrok umożliwiający nam dostęp do światła, a zatem i do świata idei, ale węchu nie poważali, kojarząc go raczej ze zwierzęcą naturą. Platon i Arystoteles uważali węch i smak za niższe zmysły: im mniejszy dystans percepcyjny, tym gorzej. Również Immanuel Kant umieścił powonienie na dole zmysłowej hierarchii jako subiektywne i mało wiarygodne źródło wiedzy sensorycznej.

Anosmia, czyli utrata węchu powoduje poczucie zagrożenia

Okazuje się jednak, że z węchem jest jak ze zdrowiem u Kochanowskiego: jako smakujesz aż się zepsujesz. Znalezienie się nagle w bezwonnym świecie może budzić stres i lęk, a ci, którzy nagle nie czują nic, zaczynają się bać o swoje bezpieczeństwo.

Nic dziwnego – w końcu impulsy zapachowe trafiają z receptorów węchowych (mamy ich w nosie 40–50 mln) do mózgu szybciej niż jakiekolwiek inne informacje sensoryczne – kora węchowa znajduje się tuż nad nosem, impuls ma do przebycia krótką drogę bez stacji pośrednich.  Powonienie to zatem najszybciej pobudzany rodzaj zmysłu – nasz system alarmowy.

Kiedy ten system się psuje, rośnie ryzyko, że nie wykryjemy dostatecznie szybko niebezpieczeństwa. Ludzie z anosmią są bardziej narażeni na zatrucia. Nie czują, że jedzenie jest zepsute ani że gaz się ulatnia.

Osoby cierpiące na parosmię wciąż czują nieprzyjemne zapachy

Utrata powonienia wiąże się też często z utratą kilogramów. Aż 75 proc. doznań, które mamy przy jedzeniu, pochodzi ze zmysłu węchu! Dzięki kubkom smakowym czujemy, że coś jest słodkie, słone, kwaśne, gorzkie lub umami, ale żeby poczuć złożony smak potraw, trzeba mieć nos.

Anosmia powoduje, że nawet meksykańskie czy hinduskie potrawy smakują jak niesolone ziemniaki. Żucie trocin jest na tyle nieatrakcyjne i nieapetyczne, że tracimy łaknienie i jemy za mało.

Jeszcze bardziej niebezpieczna może być parosmia, czyli zniekształcenie wrażeń węchowych. Czujesz wszędzie zgniliznę albo dym papierosowy, kawa śmierdzi jak ścieki, a stek jak benzyna. Cuchnie nawet woda z kranu, więc trudno jest umyć zęby czy wziąć prysznic, nie wspominając o jedzeniu czy piciu.

W dodatku o ile zdrowe osoby czują zapach przez kilka sekund, parosmicy nie mogą się pozbyć silnych nieprzyjemnych wrażeń nawet przez kilka godzin. Pocieszające może być chyba tylko to, że parosmia może świadczy o tym, że powoli wraca węch. Byłby to więc etap przejściowy prowadzący ku zdrowiu.

Odzyskiwanie zapachów, czyli na czym polega trening węchowy

Węch pomaga nam przetrwać, podobnie jak innym zwierzętom: pozwala znaleźć jedzenie, odróżnić jadalne od niejadalnego, wykryć wroga lub niebezpieczeństwo. Wszystko dzięki umiejętności odkodowywania informacji chemicznych.

Covidowym ozdrowieńcom, którzy zmagają się z anosmią, można zaproponować trening węchowy, który sprzyja regeneracji powonienia, choć niestety nie działa u wszystkich. Pacjenci wąchają regularnie, kilka razy dziennie przez 20 sekund olejki eteryczne, żeby je na nowo poczuć. Niektórzy radzą, by przywoływać przy tym wspomnienia związane z konkretnym zapachem, na przykład ciasta cytrynowego, które piekła babcia. Albo mięty, którą piło się w słońcu na letnich wycieczkach.

focus.pl