Według komunikatu rosyjskiej Federalnej Służby Fitosanitarnej, zapasy różnych rodzajów sera zostały odkryte w centrum hurtowym w stolicy Moskwy. Sery zostały zidentyfikowane, skonfiskowane oraz zniszczone „w mechaniczny sposób” (Służba nie podaje szczegółów).

Wszystkie sery pochodziły z Włoch, Francji, Holandii, Niemiec, Finlandii i Polski. Wszystkie znajdowały się na europejskich listach zakazujących eksportu tych towarów do Rosji. Zakaz został wprowadzony w ramach sankcji ekonomicznych UE po aneksji Krymu w 2014 r.

Kreml prowadzi akcje niszczenia takich towarów, bo po wprowadzeniu sankcji przez UE i USA rosyjski rząd wprowadził narodowy program zastępowania tych towarów produkcją krajową. Kreml nie chce, by Rosjanie jedli importowane nielegalnie towary, bo chce w ten sposób zmusić krajowych producentów do wdrożenia własnej produkcji towarów zastępczych.

W grudniu ub.r. dziennik „Kommiersant” ujawnił szczegóły rządowego raportu opisującego przebieg programu zastępczego. Wynika z niego, że w żadnej grupie artykułów żywnościowych program nie zakończył się sukcesem. Chociaż import mięsa z Europy spadł o 60 proc., to Kreml chciał, by spadł o co najmniej 70 proc. Import warzyw z Europy, który miał spaść o 76 proc., spadł jedynie o 2,9 proc.

Jak pisał wówczas „Kommiersant”, nielegalny z punktu widzenia przepisów UE i Rosji import żywności do Rosji trwa w najlepsze. Europejskie towary trafiają do Rosji m.in. przez kraje trzecie, np. Ekwador i Chile, które nie wprowadziły sankcji przeciwko Rosji i często służą jako pośrednik w handlu pomiędzy krajami UE i Rosją.