Foto: Daniel Dmitriew / Forum / Forum Polska Agencja FotografówSprzedawcy węgla opałowego przekonują, że w tym sezonie zapotrzebowanie na surowiec jest znacznie większe.

U progu sezonu grzewczego na składach węgla zrobiło się nerwowo. Surowiec schodzi na pniu, więc kolejki ustawiają się już nocą. Część kopalń wprowadziła dzienne limity sprzedaży dla klientów, niektóre całkowicie zawiesiły sprzedaż detaliczną. Tymczasem wizja dalszych wzrostów cen nie skłania do odkładania zakupów na później.

  • Firmy handlujące węglem opałowym szacują, że ceny surowca wzrosły w tym roku o około 30 proc. 
  • Odbiorcy, którzy potrzebują na zimę 3 ton węgla, muszą liczyć się z wydatkami od 2,7 tys. zł do nawet 4,2 tys. zł
  • Wzmożony popyt i ograniczona dostępność rosyjskiego węgla powoduje, że na składach zaczyna brakować surowca 
  • PGG wprowadziła limit dzienny na osobę, a PG Silesia zatrzymała sprzedaż detaliczną
  • Według przedstawicieli branży, w trakcie sezonu grzewczego ceny mogą jeszcze wzrosnąć 
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Początek jesieni zawsze był gorącym okresem na rynku węgla opałowego. To właśnie na przełomie września i października wiele osób gromadzi zapasy paliwa na zimę. W tym roku jednak zapotrzebowanie na węgiel wzrosło, a dostępność surowca – zarówno polskiego, jak i zza wschodniej granicy – jest ograniczona.

– Wzmożone zapotrzebowanie sprawia, że w niektórych lokalizacjach pojawiają się problemy z dostępnością węgla opałowego. Klienci sami się nakręcają, bo widząc rosnące ceny często kupują więcej surowca, niż zazwyczaj i popyt rośnie. Natomiast węgiel rosyjski, który zwykle był tańszy od polskiego, dziś jest drogim ratunkiem dla odbiorców krajowych. Wynika to z tego, że rynek azjatycki czy turecki oferują ceny dużo wyższe, niż my jesteśmy w stanie zaoferować. Tak więc rosyjskiego węgla mamy na rynku znacząco mniej, a jak już do nas trafia, to jest drogi – tak sytuację wyjaśnia Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla.

Oblężenie przeżywają chociażby rybnickie kopalnie Polskiej Grupy Górniczej, które mają węgiel dobrej jakości. Część klientów przyjeżdża tam jeszcze przed świtem, by nie odjechać z kwitkiem. Aby uspokoić sytuację i obsłużyć jak najwięcej chętnych, PGG wprowadziła dzienne limity na zakup węgla, sięgające 3 – 5 mln ton.

– W związku z dużym zainteresowaniem przed sezonem grzewczym, wprowadziliśmy dzienny limit sprzedaży na kontrahenta od trzech do pięciu ton w zależności od kopalni. Zależy nam na tym, aby jak najwięcej gospodarstw domowych w otoczeniu danej kopalni mogło kupić węgiel przed sezonem grzewczym i nikt nie odjechał z kwitkiem. Realizujemy także umowy dla autoryzowanych sprzedawców węgla, którzy zaopatrują w węgiel nabywców na terenie całej Polski – tłumaczy Tomasz Głogowski, rzecznik PGG.

Spokojniej jest w punktach sprzedaży Tauronu Wydobycie. – Sprzedaż jest realizowana na bieżąco. Spółka odnotowuje znacznie większe w stosunku do lat ubiegłych zapotrzebowanie na produkty dla klientów indywidualnych. Dotyczy to własnych punktów sprzedaży, jak i autoryzowanych sprzedawców – informują nas służby prasowe tej spółki i dodają: – Obecna sytuacja rynkowa pozwala ze spokojem patrzyć na zabezpieczenie planów sprzedaży Tauronu Wydobycie i można się spodziewać, że wpłynie na poprawę wyników spółki w 2022 r.

Eksport bardziej opłacalny

Zupełnie inna sytuacja jest w Przedsiębiorstwie Górniczym Silesia, które od czeskiego EPH przejął polski Bumech. Ta kopalnia całkowicie wstrzymała sprzedaż węgla dla gospodarstw domowych.

– Zapotrzebowanie na węgiel jest tak duże, że przerasta nasze możliwości produkcyjne. W związku z obecną sytuacją na rynku zdecydowaliśmy się maksymalnie zwiększyć nasze moce. W tym roku uda nam się wydobyć około 1,5 – 1,6 mln ton węgla, podczas gdy przed rokiem było to 1,2 mln ton. Natomiast już w 2022 r. planujemy produkcję na poziomie 2 mln ton, ale zgłoszeń mamy nawet na 4 mln ton węgla. Z uwagi na możliwość osiągania wyższych cen za granicą, nasz węgiel kierujemy również na eksport. Nie jesteśmy natomiast w stanie obsłużyć klientów indywidualnych, dlatego wstrzymaliśmy w tym roku sprzedaż detaliczną węgla – tłumaczy Marcin Sutkowski, prezes PG Silesia.

Może być jeszcze drożej

Z informacji, jakie słyszymy od sprzedawców węgla, wynika, że wzrost cen najpopularniejszych sortymentów węgla w tym sezonie jest znaczący, a możliwe są też dalsze podwyżki. Stawki różnią się w zależności od jakości surowca i lokalizacji sprzedaży. Przykładowo, za orzech trzeba zapłacić 0,9 – 1,2 tys. zł, a ceny ekogroszku wahają się od 1 tys. do nawet 1,4 tys. zł.

– Ceny węgla opałowego są obecnie o około 30 proc. wyższe niż przed rokiem. Powiem przewrotnie, że w dużej mierze wynika to z dekarbonizacji. Od dwóch lat mówimy o szybkim odchodzeniu od węgla, dlatego spółki wydobywcze na całym świecie nie inwestowały w zwiększenie mocy produkcyjnych. I teraz, gdy ceny gazu mocno wzrosły, węgiel znów stał się atrakcyjnym paliwem, a polskie elektrownie węglowe pracują na pełnych mocach – twierdzi Horbacz. – Mam nadzieję, że obecna sytuacja unaoczni wszystkim zalety węgla: że można go zmagazynować i mieć pewność, że nie zabraknie nam ciepła. Myślę, że węgiel ma szansę wrócić do łask – przekonuje szef IGSPW.

O znacznie mniejszych podwyżkach mówi z kolei Tauron Wydobycie. W jego kopalniach ceny tzw. węgla grubego dla gospodarstw domowych wzrosły w stosunku do roku ubiegłego zaledwie o 2 proc., a ceny ekogroszku o około 8 proc.

Przedstawiciele branży nie mają natomiast wątpliwości, że stawki mogą być jeszcze wyższe. – Ceny węgla w Polsce będą dalej rosły, gdyż są znacząco niższe niż na świecieZaś ceny światowe w okresie średnim będą stopniowo maleć, jednakże nigdy nie wrócą już do poziomów sprzed pandemii – uważa Sutkowski.

Koniec z węglem

W „Polityce energetycznej państwa do 2040 r.” możemy przeczytać, że jeszcze w 2018 r. aż 88 proc. gospodarstw domowych na wsiach wykorzystywało węgiel do ogrzewania pomieszczeń. W miastach kotły na węgiel miało niemal 25 proc. gospodarstw. To się stopniowo zmienia.

Na terenach miejskich trwa rozbudowa sieci ciepłowniczych. W Krakowie już od dwóch lat obowiązuje całkowity zakaz stosowania węgla i drewna do ogrzewania budynków. Swoje robią też programy dotacyjne na wymianę starych pieców, tzw. kopciuchów, w ramach których można wymienić urządzenie np. na gazowe. Wciąż jednak mamy sporo kopciuchów – na początku tego roku Polski Alarm Smogowy wyliczył, że niemal 3 mln polskich gospodarstw domowych wciąż używa pozaklasowych kotłów do ogrzewania.

Polityka energetyczna państwa zakłada natomiast, że docelowo gospodarstwa domowe nie będą wcale spalać węgla. W miastach ma się to stać do 2030 r., a na obszarach wiejskich do roku 2040.

https://businessinsider.com.pl/