Gazeta zwraca uwagę, że minęło 12 miesięcy od wejścia w życie nowych przepisów ustawy o kontroli inwestycji, które miały zapobiegać groźnym dla polskiej gospodarki, państwa czy zdrowia publicznego przejęciom polskich spółek przez firmy spoza obszaru UE, EOG oraz OECD (przede wszystkim z Rosji i Chin).

Z informacji „PB” uzyskanych w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wynika, że w pierwszym roku obowiązywania przepisów prezes tego urzędu ani razu nie użył prawa do sprzeciwu wobec planowanej tego rodzaju transakcji. Wydał zaś – jak czytamy – dwie decyzje pozwalające na dokonanie przejęcia.

„Okazuje się więc, że obawy rządu o to, że podmioty spoza UE, EOG czy OECD rzucą się na polskie firmy osłabione przez pandemię, były mocno na wyrost. Praktycznie nie ma chętnych do kupowania polskich firm. Tymczasem właśnie rzekome zagrożenie przejęcia TVN przez podmiot z Rosji czy Chin był oficjalnym uzasadnieniem dla wprowadzenia tzw. Lex TVN” – pisze „Puls Biznesu”.

„24 lipca 2021 r. minął rok od wejścia w życie ustawy o kontroli niektórych inwestycji. W tym czasie prowadziliśmy jedynie kilka spraw w tym zakresie. Wydałem dwie decyzje, w których stwierdziłem, że transakcje nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa, porządku ani zdrowia publicznego. Cztery postępowania są w toku, w czterech przypadkach analiza wykazała, że transakcja nie wymagała zgłoszenia” – mówi „PB” prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Dodaje, że „te dane są potwierdzeniem głównych założeń kontroli inwestycji, że interwencje będą podejmowane w wyjątkowych sytuacjach, bez blokowania zagranicznych inwestycji ważnych dla rozwoju kraju”.

Z kolei cytowany przez „PB” Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP (przewodzi obecnie Radzie Przedsiębiorczości), nie ma wątpliwości, że rząd przesadził. „Tylko kilka zgłoszeń zamiaru przejęć w Polsce? Żadnych sprzeciwów prezesa UOKiK? To dowodzi, że nie sprawdziły się obawy i rząd wdrożył te przepisy na w razie czego. Narracja o rzekomych zakusach inwestorów spoza UE przejmowania polskich spółek za bezcen należy włożyć między bajki. Zagrożenie nie było realne i nie jest” – uważa Malinowski.

Jak wskazuje, „kolejnym problemem może być to, że te przepisy odstraszyły wielu potencjalnych inwestorów i dlatego nie ma zgłoszeń transakcji”.