Foto: Unai Huizi / ShutterstockPo stronie podatników grupą, w którą proponowana przez rząd reforma uderzy najbardziej, będzie klasa średnia oraz drobni przedsiębiorcy.
  • Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka z ZPP obciążenia podatkowe małych firm i mikroprzedsiębiorców wzrosną o około 30 proc., co będzie oznaczać największą podwyżkę podatków, jakiej kiedykolwiek doświadczyli
  • Według ekonomistów reforma motywowana jest w całości politycznie, a jej skutkiem będzie podnoszenie cen przez drobnych przedsiębiorców, wzrost konsumpcji oraz spadek oszczędności
  • Według ZPP alternatywą drastycznych podwyżek podatków dla małego biznesu może być ujednolicenie stawek podatku VAT oraz wprowadzenie minimalnego wymiaru podatku CIT w wysokości 1 proc. przychodów spółek

Według zapowiedzi Ministerstwa Finansów na będących częścią programu Polski Ład rewolucyjnych zmianach w podatkach ma skorzystać szeroka grupa podatników, a sfinansować ma je rząd i wąskie grono najlepiej zarabiających. W praktyce te zapewnienia okazują się nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością.

Jak pisaliśmy we wtorek, po stronie finansów publicznych koszty najprawdopodobniej wcale nie spadną na rząd, a na lokalne samorządy, co będzie oznaczało centralizację państwa i nie pozostanie bez wpływu na jakość usług publicznych. Tymczasem po stronie podatników grupą, w którą proponowana przez rząd reforma uderzy najbardziej, będzie klasa średnia oraz drobni przedsiębiorcy.

ZPP: 30-procentowa podwyżka podatków dla drobnych przedsiębiorców

Według ekonomistów, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita”, w przygotowanym przez Ministerstwo Finansów projekcie widać jedną prawidłowość. Za sprawą wielu pozornie drobnych zmian przedsiębiorcy będą musieli zapłacić wyższe podatki, mimo że same stawki nie wzrosną – donosił w środowym wydaniu dziennik.

Również w środę o drobnych przedsiębiorców upomniał się Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Prezes zrzeszenia przyznał wprost, jak niemiłą niespodzianką dla przedsiębiorców było to, co na poniedziałkowej konferencji ogłosił minister finansów Tadeusz Kościński.

– Wcześniej w rozmowach rząd proponował poduszkę podatkową dla najmniejszego biznesu w postaci ryczałtu ewidencjonowanego, tak aby te 500 tys. najmniejszych firm nie padło ofiarami drastycznej podwyżki podatków. Ale już w poniedziałek tym firmom znienacka podwyższono podatki o 30 proc. – zauważał na konferencji zorganizowanej przez ZPP Cezary Kaźmierczak.

Przedstawiciele zrzeszenia protestują przeciw temu, by koszt programów socjalnych rządu obarczył tylko i wyłącznie mały polski biznes – w tym właścicieli zakładów fryzjerskich, czy kwiaciarni, kosmetyczki i krawcowe – a także stanowiących podstawę klasy średniej specjalistów. Tym bardziej, że – jak deklarowali – podatku CIT de facto nie płaci ponad 60 proc. dużych firm. Jak dodawali, w reakcji na podwyżkę podatków drobni przedsiębiorcy będą zmuszeni podnieść ceny, przez co w ostatecznym rozrachunku beneficjentów reformy będzie znacznie mniej, niż deklaruje rząd.

– Opowiadanie o tym, że skorzysta na tym 18 mln podatników, to są bajki o żelaznym wilku – grzmiał Cezary Kaźmierczak.

Reforma motywowana politycznie, ale małe firmy płaciły niskie podatki

Z wieloma z tych ocen zgadza się prof. Witold Orłowski z firmy konsultingowej PwC Polska. Jak jednak zastrzega główny doradca ekonomiczny w PwC Polska, małe firmy korzystały z Polsce z bardzo niskiego opodatkowania, a ponadto w tym momencie wciąż nie da się ustalić, kto i ile na proponowanych przez Ministerstwo Finansów zmianach straci.

– Nie mam powodów, żeby nie zgodzić się z wyliczeniami ZPP. Problem jednak tkwi w tym, że dopóki reforma nie stanie się obowiązującym prawem, dopóty nie będziemy mieli dokładnych podstaw do obliczeń. Krążą doniesienia o różnych planowanych ulgach, więc w tym momencie nie wiemy, jaki będzie ostateczny kształt zmian – zaznacza ekonomista.

Tymczasem zdaniem Cezarego Kaźmierczaka wejście w życie „pogłębi latynizację polskiej gospodarki”. Co to miałoby oznaczać? Chodzi o osiągnięcie dominacji przez wielkie firmy państwowe i koncerny zagraniczne, oraz marginalizację polskiego kapitału, który „nie będzie miał się jak wykształcić”. Jak prezes ZPP oceniał w tweecie, możemy stać u progu „najwyższej w historii podwyżki podatków dla mikrofirm”.

– Rozumiem argumenty, którymi posługuje się Cezary Kaźmierczak. Jeśli rządzącym nie zależy na rozwoju, to oczywiście mają prawo podjąć takie decyzje. Jest to działanie motywowane politycznie, a nie gospodarczo, ale dysponując większością parlamentarną mogą zmieniać system podatkowy – zaznaczał prof. Witold Orłowski.

Gospodarcze skutki zwiększenia podatków dla małych firm

Jakie będą gospodarcze konsekwencje zmian w podatkach? Tak jak w części uderzającej w dochody samorządów będzie to m.in. przerzucenie większej części kosztów na mieszkańców oraz spadek jakości świadczonych usług, tak w tym przypadku skutki wyjdą daleko poza wspomniane przez Cezarego Kaźmierczaka przerzucanie kosztów na odbiorców. Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego w dłuższym terminie skutkiem będzie wzrost konsumpcji kosztem oszczędności oraz inwestycji.

– Krótkoterminowo ożywi to wzrost, ale długoterminowo – właśnie za sprawą niższych inwestycji – skutek może być przeciwny. Trzeba się liczyć z przyspieszeniem inflacji, a u przedsiębiorców zapewne wzrośnie poczucie niestabilności otoczenia gospodarczego – wyliczał ekonomista.

Przedstawiciele ZPP przyznają, że po kryzysie związanym z epidemią COVID-19 dążenie do zwiększania wpływów podatkowych może być nieuniknione. Jednak ich zdaniem bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby z jednej strony ujednolicenie stawek podatku VAT (przy jednoczesnych rekompensatach dla najuboższych), a z drugiej ustanowienie minimalnego wymiaru podatku CIT w wysokości 1 proc. przychodów podlegających mu spółek.

– Według tego, co policzyliśmy, to dawałoby to budżetowi państwa 40 mld zł rocznie, czyli sumę o wiele wyższą niż ta, którą możemy uzyskać przez zwiększanie składki zdrowotnej dla mikroprzedsiębiorców prowadzących zakłady fryzjerskie i rozliczających się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych – zauważał Jakub Bińkowski, członek zarządu ZPP.

Nowy Ład okiem internautów [MEMY] - Wiadomości