• Płk Gaj jest człowiekiem ze środowiska Antoniego Macierewicza, który musiał odejść z wojska po ujawnieniu jego antyukraińskich i antysemickich wypowiedzi 
  • W 2018 r. płk Gaj znalazł zatrudnienie u szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka 
  • Publikowane na Telegramie dokumenty – jeśli są prawdziwe – przedstawiają maile płk. Gaja do Dworczyka
  • Płk Gaj dyskredytuje w nich dwóch oficerów Inspektoratu Uzbrojenia i amerykański zespół dowodzenia bateriami Patriot na rzecz polskiego, który jeszcze nie istnieje 
  • Przeraża mnie, że kwestie związane z zaawansowaną technologią zbrojeniową tłumaczy ministrowi Dworczykowi płk Gaj, który w wojsku był kadrowcem – mówi oficer, który służył z płk. Gajem
  • – Ujawnienie tego typu danych przy trwających rozmowach jest niewątpliwie szkodliwe. To ewidentnie sprawa niebezpieczna z punktu widzenia obronności Polski – mówi gen. Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego

Hakerzy włamali się na prywatną skrzynkę mailową Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Premiera. Informacja o tym znalazła się na facebookowym profilu jego żony we wtorek wieczorem.

Kilka godzin później w wydanym oświadczeniu Michał Dworczyk przyznał, że takie zdarzenie mało miejsce, lecz zapewnił, że na jego skrzynce mailowej nie znajdowały się informacje, „które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny”.

Tymczasem dokumenty, rzekomo skradzione z poczty ministra, nadal publikuje rosyjski komunikator internetowy Telegram. Zakładając, że są autentyczne, to znajduje się tam m.in. mail, który szef Kancelarii Premiera miał otrzymać od swojego doradcy płk. Krzysztofa Gaja. Korespondencja dotyczy negocjacji bardzo wrażliwego z punktu widzenia obronności państwa systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu o kryptonimie „Narew”.

 Na jej Facebooku pojawiła się informacja o włamaniu na pocztę szefa KPRM. Kim jest żona Michała Dworczyka?

„Napaleni entuzjaści amerykańskiego sytemu IBCS”

Wojsko nie ujawnia szczegółów tych rozmów zasłaniając się tajemnicą. Analizując jednak treść korespondencji ministra Dworczyka z płk. Gajem można się sporo dowiedzieć.

21 stycznia 2021 r. płk Gaj pisze: „Dwaj oficerowie IU SZ (Inspektorat Uzbrojenia Sił Zbrojnych – instytucja zajmująca się zakupami sprzętu dla wojska – red.), co do których ustalono, że prą do nabycia przez Najjaśniejszą sytemu IBCS to: (tu padają nazwiska oficerów – red.)”. Następnie pułkownik próbując ich dyskredytować dodaje, że podają sprzeczne informacje w zależności od tego, z którą instytucją rozmawiają.

„Panie Ministrze, oto co ustaliłem w Radwarze” (firma Polskiej Grupy Zbrojeniowej – red.) – pisze dalej płk. Gaj w mailu do Dworczyka – „w IU są napaleni entuzjaści amerykańskiego sytemu IBCS. Forsują jego zakup tak gorąco, że chcą utrącić nasz narodowy system w ramach programu („Narew” – red.)”. Pułkownik wyjaśnia też ministrowi, dlaczego amerykański system jest złym rozwiązaniem.

IBCS to zintegrowany zespół dowodzenia bateriami Patriot, które polska kupiła w 2018 r. w ramach programu obrony powietrznej średniego zasięgu o kryptonimie „Wisła”. System ten zaprojektowano jako rozwiązanie otwarte i elastyczne do zarządzania walką. Dlatego może on być też częścią systemu „Narew”.

Korespondencja między pułkownikiem a szefem Kancelarii Premiera odbywa się w newralgicznym dla programu „Narew” momencie. W MON trwało właśnie przyjmowanie ostatnich wniosków do fazy analityczno-koncepcyjnej programu. W kwietniu, czyli cztery miesiące później, szef MON Mariusz Błaszczak ogłosi zakończenie tego etapu i przytępienie do rozmów z konkretnymi wykonawcami. Szczegóły nadal są owiane tajemnicą.

Należy jednak przyjąć, że kiedy płk Gaj i minister Dworczyk wymieniali maile, zapadały najważniejsze decyzje dotyczące choćby tego, czy „Narew” podobnie, jak „Wisła” będzie wyposażona w amerykański system IBCS czy jednak polski system, stworzony przez firmę PIT Radwar, która od dawna ostrzy sobie na ten projekt zęby. Problem w tym, że na razie nie pokazała konkretnych rozwiązań.

„Niebezpieczna sprawa z punktu widzenia obronności Polski”

Wojskowi są zgodni, że IBCS jest kluczowy dla sprawnego funkcjonowania systemów obrony powietrznej.

– Wielu ekspertów stało na stanowisku, że jeśli już kupujemy Patriota, to powinniśmy go kupić z IBCS, który jest wdrażany w armii amerykańskiej, co pozwala dokładać do niego kolejne elementy. Jednak lobby PGZ, a głównie PIT Radwar, twierdzi, że w ramach „Narwi” zrobi taki system we własnym zakresie i będzie to system narodowy. Zatem ten mail jest elementem wojenki między MON-em, a KPRM, czyli ludźmi z otoczenia Dworczyka – mówi nasz informator. I dodaje: – Jeśli PIT Radwar zrobi własny system, to nie ma problemu, by go później połączyć z IBCS. Tylko nie zarzynajmy po drodze IBCS-a – mówi jeden z oficerów.

Nasi rozmówcy twierdzą też, że treść maila stawia nasz kraj w niekorzystnym świetle w rozmowach z najpoważniejszym dostawcą sprzętu wojskowego, czyli Amerykanami. Obawiają się, że doszło do naruszenia tajemnicy przy wojskowych negocjacjach.

– Ujawnienie tego typu danych przy trwających rozmowach jest niewątpliwie szkodliwe. To ewidentnie sprawa niebezpieczna z punktu widzenia obronności Polski – mówi gen. Piotr Pytel, był szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

– Pytanie czy ujawnione maile stanowią tajemnicę, bądź nie, jest mocno dyskusyjne. Nasze przepisy dość enigmatyczne to opisują. Dodatkowo część z informacji dotyczących programu „Narew” już się pojawiała na posiedzeniach sejmowych komisji obrony. Natomiast już sama treść maila dyskredytuje zarówno piszącego, jaki i odbiorcę. Język, którego używa ten oficer świadczy o tym, jakie zaplecze „eksperckie” posiada nasz rząd. A to mnie przeraża – mówi gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych.

Raport wysłany na Nowogrodzką

Kolejny wątek jaki porusza płk Gaj w mailu do Michała Dworczyka dotyczy ukraińskiej rakiety R-27. Polskie firmy przy programie „Narew” szukały zagranicznych kooperantów, które sprzedałby licencję do produkcji rakiet, ponieważ nasz przemysł nie ma takich kompetencji. Rozmowy toczyły się też z Amerykanami, Brytyjczykami, czy Izraelem.

W tygodniku „Polityka” Marek Świerczyński ujawnił, że pod koniec 2020 r. przedstawiciele polskiej firmy Grupa WB wysłali do KPRM i siedziby PiS na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie raport, w którym porównują zachodnie rozwiązania z propozycją opartą na produkowanej na Ukrainie rakiecie R-27. Wskazują jednocześnie, że pod wieloma względami takie rozwiązanie będzie lepsze niż zachodnie propozycje.

– To jest rakieta pochodzenia radzieckiego. Ukraina ma do niej prawa i może ją produkować. Zasadniczo jest to rakieta lotnicza, czyli powietrze-powietrze, ale nie jest wykluczone, że po odpowiedniej modyfikacji mogłaby stanowić efektor (nośnik ładunku bojowego, najcześciej rakieta z głowicą – red.) do naszej „Narwi”. Nie była ona jednak wcześniej rozpatrywana, ponieważ patrzyliśmy na efektory nowocześniejsze – mówi jeden z naszych rozmówców.

Płk Gaj w mailu tłumaczy Dworczykowi, czym jest ta rakieta i jakie ma słabe punkty. Ewidentnie też nie jest zwolennikiem tego rozwiązania.

Pod koniec kwietnia tego roku minister obrony Mariusz Błaszczak poinformował, że program „Narew” wchodzi w fazę realizacji, obejmującej negocjacje z wykonawcą oraz podpisanie umowy. Nie wiadomo, czy ujawnione maile pokrzyżują te plany.

Kolega Macierewicza doradza Dworczykowi

Płk Gaj jest kontrowersyjną postacią. Po odejściu z armii w 2011 r. związał się z Antonim Macierewiczem. Stał się jego nieformalnym doradcą i ekspertem Narodowego Centrum Studiów Strategicznych (NCSS) założonego przez Jacka Kotasa. Tygodnik „Polityka” ujawnił, że kierowana przez Kotasa spółka deweloperska Grupa Radius miała związki z rosyjskimi oligarchami, służbami i mafią.

Nieistniejące już dziś NCSS skupiało sporą grupę ludzi związanych z Macierewiczem. Tam też powstała koncepcja utworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej, której jednym z autorów był właśnie płk Gaj.

Zanim trafił on na polityczne salony służył w wojskach pancernych m.in. 17. Brygadzie Zmechanizowanej, gdzie był kadrowcem i zajmował się systemem mobilizacji.

– Przeraża mnie, że kwestie związane z zaawansowaną technologią zbrojeniową tłumaczy ministrowi Dworczykowi płk Gaj, który w wojsku był kadrowcem. To jest poziom, do którego on doszedł jako żołnierz. Potem zaczął się bawić w politykę – mówi oficer, który służył razem z płk. Gajem.

Już w cywilu pułkownik stał się niejawnym doradcą najpierw posła, potem ministra obrony Antoniego Macierewicza. Wtedy też wrócił do armii i awansował najpierw na stopień podpułkownika, potem pułkownika. Jak mówią nasi rozmówcy, kazał się też nazywać ekspertem od broni pancernej.

4 stycznia 2016 r. został szefem Zarządu Organizacji i Uzupełnień Sztabu Generalnego Wojska Polskiego lecz po zaledwie kilku miesiącach został przeniesiony do rezerwy kadrowej, kiedy ujawniono jego antysemickie i antyukraińskie wypowiedzi.

„Nie jestem rusofilem (podkreślam to stanowczo), ale w tym miejscu doskonale rozumiem Putina – to są faszyści. I Putin ma w zupełności rację – z nimi trzeba walczyć, bo Europę z ich przyczyny ogarnie pożoga” – tak pisał o Ukraińcach w gorącym okresie wojny z Rosją w październiku 2014 r., na kojarzonym z rosyjskimi sympatiami portalu Kresy.pl.

Po ujawnieniu przez media, że Gaj obserwował na Facebooku takie strony jak „Nie dla Ukrainy w UE”, „Stop UPAdlaniu polskiej ziemi”, „Antymajdan Polska”, czy grupę dyskusyjną „Grupa przeciwko OUN-UPA„, skasował swoje konto.

Mały MON przy premierze

W 2018 r. Anna Gielewska w tygodniu „Wprost” ujawniła, że skompromitowany pułkownik znalazł zatrudnienie w Kancelarii Premiera. Ściągnął go tam właśnie minister Michał Dworczyk. Od osób związanych z PiS słyszymy, że ambicją szefa Kancelarii Premiera jest stanowisko ministra obrony.

Dlatego z inicjatywy Dworczyka przy urzędzie szefa rady ministrów został powołany Departament Analiz Przygotowań Obronnych Administracji zajmujący się sporządzaniem analiz i rekomendacji w zakresie bezpieczeństwa narodowego, obronności i zarządzania kryzysowego. Tak powstał alternatywny do prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego ośrodek przy premierze i właśnie do niego trafił płk Gaj.

Głównym zadaniem pułkownika jest konsultowanie ustawy dotyczącej dostępu do broni, ale doraźnie – jak mówią nasi rozmówcy – miał on monitorować dla ministra Dworczyka najważniejsze kwestie związane z funkcjonowaniem armii. – Stąd jego zainteresowanie programem obrony powietrznej „Narew” – mówi nasz informator.

Przypomnijmy, obrona powietrzna ma składać się z trzech poziomów. Pierwszy – system „Wisła” – oparty na amerykańskich bateriach Patriot przeznaczony jest do obrony polskiego nieba przed najwyżej latającymi samolotami czy pociskami balistycznymi, takimi jak rosyjskie Iskandery. Ten system został już zakontraktowany w Stanach Zjednoczonych i częściowo opłacony. MON czeka na jego dostawy.

Niżej lecące samoloty, pociski i bezpilotowce ma zwalczać system „Narew”. Oparty ma być na wyrzutniach pocisków rakietowych z importu, lecz produkowanych na licencji w Polsce.

Najniższy poziom tego sytemu mają tworzyć przeciwlotnicze zestawy rakietowe polskiej produkcji Poprad i Pilica. Będą one chronić zgrupowania wojsk, bazy oraz instalacje przez atakiem z powietrza.