Bartosz Pilitowski© PAP Bartosz PilitowskiPod koniec maja Sejm, głosami PiS, przyjął projekt zmian w kodeksie postępowania cywilnego, które w znaczny sposób ograniczają jawność rozpraw cywilnych. Ograniczeniu temu nie będą mogły nawet sprzeciwić się strony sporu, do czego dotąd miały prawo. – To złamanie konstytucji oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Uderza w każdego, ale głównie w tych, którzy wejdą w spór z władzą lub z człowiekiem czy instytucją zamożną i potężną – mówi Onetowi prezes Fundacji Court Watch Polska Bartosz Pilitowski.

  • – Zmiany w kpc zakładają m.in., że to sąd arbitralnie – bez względu na opinie stron i bez możliwości złożenia sprzeciwu – będzie mógł zdecydować, że dana rozprawa cywilna odbędzie się niejawnie
  • – Oznacza to, że na salę sądową nie będą mogli wejść ani dziennikarze, ani osoby poproszone o wsparcie przez strony sporu, ani przedstawiciele organizacji monitorujących pracę sądów. Wejdą wyłącznie wyznaczone przez sąd osoby
  • –  – To będzie ogromna krzywda dla osób gorzej sytuowanych, których nie stać często na profesjonalną pomoc prawną. Oni na tym braku jawności ucierpią najbardziej, zwłaszcza gdy zetrą się w sądzie albo z kimś powiązanym z władzą, albo z potężną instytucją – mówi Onetowi prezes Fundacji Court Watch Polska Bartosz Pilitowski
  • – Wskazuje, że rządzący zmieniają nie tylko zasady prowadzenia rozpraw cywilnych. – Niedawno prezydent podpisał nowelizację kodeksu postępowania karnego. Wprowadzone w nim zmiany idą w przerażającym kierunku – mówi Pilitowski
  • – Jak wyjaśnia, chodzi głównie o drastyczne ograniczenie możliwości skorzystania z poręczenia majątkowego. – Areszty się jeszcze bardziej przepełnią, coraz więcej ludzi będzie mieć złamane życie – mówi
  • – Fundacja Court Watch Polska apeluje do prezydenta o to, by zawetował zmiany w kpc. Jak dotąd nie ma żadnego odzewu ze strony Kancelarii Prezydenta

Magda Gałczyńska, Onet: Od roku Fundacja Court Watch Polska alarmuje, że zaplanowane przez PiS zmiany z kodeksie postępowania cywilnego będą mieć dramatyczne skutki tak dla dziennikarzy, których sąd po prostu nie wpuści na salę sądową, jak – co znacznie ważniejsze – dla zwykłych obywateli, którym „ucięta” zostanie jawność rozpraw cywilnych. Na czym dokładnie polega ten problem i gdzie jesteśmy, czyli co na dziś możemy w tej sprawie zrobić?

Bartosz Pilitowski, prezes Fundacji Court Watch Polska: Zacznę od drugiej części pani pytania, czyli co możemy zrobić. Możemy – i już to zrobiliśmy – apelować do prezydenta o zawetowanie tej skrajnie szkodliwej nowelizacji kpc. Skrajnie szkodliwej, bo doprowadzi nie tylko do tego, że dziennikarze zostaną, mówiąc kolokwialnie, „wywaleni” z sal rozpraw, ale też dlatego, że sędzia przewodniczący będzie mógł uznaniowo decydować o tym kto będzie mógł, a kto nie pojawić się w sądzie na swojej sprawie.

„Zwykły Kowalski zostanie w sądzie sam”

A w praktyce co konkretnie będzie to oznaczać?

To, że „zwykły Kowalski”, nie mający środków na profesjonalnego prawnika nie będzie mógł zaprosić na swoją rozprawę ani rodziny, która mogłaby go wspierać, ani mediów, które mogłyby jego ewentualną krzywdę nagłośnić – gdyby, oczywiście, do niej doszło. Wystarczy, że sąd uzna, że wystarczy posiedzenie niejawne i nikt nic z tym nie będzie mógł zrobić.

Jak to: „nikt nie będzie mógł nic zrobić”? Stronom nie będzie przysługiwać żadna skarga na taką decyzję sądu?

Ano właśnie nie. Rządzący zmienili prawo tak, że żadna skarga nie odniesie skutku, więcej, nawet nie zostanie rozpoznana. A to jest sytuacja, w której obywatelowi odbiera się ważne prawo i nie będzie miał on żadnego pola manewru. To jest naruszenie wprost art. 45 konstytucji, który mówi o tym, że „każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Zaś wyłączenie jawności rozprawy może nastąpić jedynie „ze względu na moralność, bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny oraz ze względu na ochronę życia prywatnego stron lub inny ważny interes prywatny”.

A jak te zmiany mają się do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka? Ona wskazuje wyjątki, w których sąd może wyłączyć jawność rozprawy.

Tak, ten przepis jest niezgodny również z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCz), mówiącym o tym, że „każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd (…). Do tego, jak stanowi EKPCz, „postępowanie przed sądem jest jawne, jednak prasa i publiczność mogą być wyłączone z całości lub części rozprawy sądowej ze względów obyczajowych, z uwagi na porządek publiczny lub bezpieczeństwo państwowe w społeczeństwie demokratycznym, gdy wymaga tego dobro małoletnich lub gdy służy to ochronie życia prywatnego stron albo też w okolicznościach szczególnych, w granicach uznanych przez sąd za bezwzględnie konieczne, kiedy jawność mogłaby przynieść szkodę interesom wymiaru sprawiedliwości”. Te wyjątki są w Konwencji wyraźnie wskazane, tymczasem w nowych przepisach, które uchwalił właśnie pod koniec maja Sejm z wyjątków robi się normę. A to może się dla Polski skończyć fatalnie.

Polskę czekają pozwy do Trybunału Praw Człowieka? „Każdego z nas może to uderzyć po kieszeni”

To znaczy?

Jeśli sądy będą na podstawie tego nowego prawa decydować o wyłączaniu jawności rozpraw cywilnych, to po wyrokach możliwe są masowe skargi stron do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. A ponieważ naruszenie EKPCz jest tu ewidentne, możliwe są również wyroki na korzyść skarżących, co oznacza z kolei, że Polska będzie musiała płacić im odszkodowania.

Tyle że to stwierdzenie o odszkodowaniach płaconych przez to mityczne „państwo” właśnie dla „zwykłego Kowalskiego” brzmi być może kompletnie abstrakcyjnie?

Być może, ale wprost oznacza ono tyle, że każdy z nas, ze swoich pieniędzy będzie musiał jako podatnik jakoś dołożyć się do tych odszkodowań zasądzonych dla tych obywateli Polski, których pozbawiono prawa do jawnego rozpatrzenia sprawy, a Trybunał w Strasburgu uzna ich skargi za słuszne. Słowem, każdego z nas może to uderzyć po kieszeni, bo Skarb Państwa nie ma pieniędzy „skądś tam”, ale z naszych podatków.

Widzicie to wy, czyli Fundacja Court Watch Polska i alarmujecie, że te zmiany mogą się dla Polski skończyć fatalnie. Wszyscy inni przymknęli oczy?

O nie, swój sprzeciw wobec tych zmian w prawie zgłosił tak Sąd Najwyższy, jak Prokuratoria Generalna. Ten ostatni organ ma za zadanie dbać o interesy Skarbu Państwa, zaś SN uznał, że takie zmiany to zbyt drastyczne ograniczenie praw obywateli. I to jest prawda, bo na tych zmianach najbardziej ucierpią osoby gorzej sytuowane, te których nie stać na „obstawienie się” profesjonalnymi prawnikami. Takie, które sądom nie ufają, a ograniczenie jawności rozpraw jeszcze bardziej to zaufanie podważy. Tymczasem takich spraw cywilnych, w których sąd jawność wyłączy mogą być miliony. To może być spór z sąsiadem „o miedzę”, ale równie dobrze to może być spór z osobą powiązaną z władzą, albo potężną korporacją. Obywatel będzie całkowicie bezbronny, samotny na pustej sali sądowej. O ile w ogóle sąd, mu pozwoli na niej być, bo na posiedzeniu niejawnym mogą być tylko osoby wezwane przez sąd i wcale nie muszą być to strony. To wizja, która nijak ma się do państw demokratycznych i praworządnych.

„Zmiana, która przeraża. Areszty wydobywcze rozkwitną”

Tyle że te zmiany w kpc to nie jedyny problem, jaki pojawia się w związku ze zmianami, jakie w wymiarze sprawiedliwości wdraża obecna władza. Niedawno, w czerwcu prezydent podpisał zmianę w kodeksie postępowania karnego, która m.in. ogranicza dostęp tak stron, jak dziennikarzy do akt postępowania przygotowawczego.

To prawda, ale to nie jedyny problem, który ta zmiana wprowadza. Jest inny, który mnie – mówiąc wprost – przeraża.

Jaki?

Ta zmiana kpk doprowadzić może do tego, że jeszcze bardziej wzrośnie nam w Polsce liczba osób tymczasowo aresztowanych, która i tak rośnie od paru lat skokowo. Otóż wprowadzone zmiany zakładają, że poręczenie majątkowe – które w wielu przypadkach może pozwolić na zwolnienie człowieka z aresztu – będzie mogła wpłacać wyłącznie osoba podejrzewana. Wykluczone staje się poręczenie ze strony rodziny czy zbiórka środków. A to oznacza, że na taki środek zapobiegawczy stać będzie wyłącznie osoby zamożne. Ci ubożsi, którym rodzina nie będzie mogła już pomóc, pójdą – mówiąc kolokwialnie – „siedzieć”. I to w areszcie, gdzie warunki są, proszę mi wierzyć, znacznie surowsze i znacznie gorsze niż podczas odbywania kary pozbawienia wolności.

Jakie mogą być tego skutki?

Cóż, obawiam się poważnie, że na ogromną skalę rozkwitną nam tzw. „areszty wydobywcze”. A to dlatego, że prokuratura zyska kolejne narzędzie nacisku na podejrzewanych. Prokurator może przecież zająć podejrzanemu cały majątek na poczet ewentualnych kar, czyli w praktyce pozbawić go możliwości złożenia poręczenia i warunkowego wyjścia z aresztu. Proszę sobie wyobrazić, że osoba osadzona w areszcie śledczym znajduje się w celi z osobami oskarżonymi o pełną paletę przestępstw – od „alimenciarzy” po morderców, nie ma żadnej segregacji. Do tego, nie ma pojęcia, ile w tym areszcie pozostanie. To sytuacja koszmarna, a możliwości nacisku na takie osoby są dla prokuratury niemal nieograniczone. Prokurator decyduje, czy taka osoba ma prawo zadzwonić czy spotkać się z bliskimi. Prokurator może także ten areszt w dowolnym momencie uchylić.

Dokładnie o tym mówię. To może się teraz mnożyć, po tej zmianie prawa, o której mówimy. Niewyobrażalne i potworne jest to, że w XXI wieku, w Polsce będącej w Unii Europejskiej ludzie siedzą latami w aresztach. Przez ciągnące się postępowania spędzają w areszcie średnio dziewięć miesięcy, kiedy w Austrii, czy Anglii wystarczą dwa. Mimo, że w Polsce przestępczość spada, to aresztów tymczasowych przybywa, masowo mnożą się też wnioski prokuratury o ich zastosowanie. To pokazuje, że Polska zmierza w tył, w kierunku dehumanizacji prawa. Areszt osadzonego odczłowiecza, a my stosujemy je na potęgę. A podobno mamy w Polsce domniemanie niewinności… Pytanie, jak to się ma do danych, które mówią, że ilość aresztowanych lawinowo wzrasta. Jak widać, także z woli rządzących i wprowadzanych przez nich zmian w prawie.

msn/onet.pl