Sala szpitalna. Zdjęcie ilustracyjne: PAP
Sala szpitalna. Zdjęcie ilustracyjne: PAP

27 maja 2021

Po śmierci pana Ryszarda ktoś wypłacił z jego konta 50 tys. złotych. Mężczyzna zmarł w szpitalu na zamkniętym oddziale covidowym i miał przy sobie kartę do bankomatu oraz PIN.

W Gorzowie Wielkopolskim doszło do oburzającego zdarzenia. Ktoś wypłacił pieniądze z konta zmarłego na zamkniętym oddziale covidowym 83-latka.

Pan Ryszard Siemek przez ostatnie lata swojego życia mieszkał w domu pomocy społecznej w Zielonej Górze. Gdy w placówce potwierdzono COVID-19 razem z innymi pensjonariuszami został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł.

Według relacji świadka, mężczyzna miał kartę do bankomatu przy sobie, a wraz z nią numer PIN. Po jego śmierci zamaskowany mężczyzna wybrał z bankomatu cały majątek zmarłego.

„Ktoś wyczyścił po prostu konto. 50 tysięcy złotych skonsumował bawiąc się cudzym kosztem. To w zasadzie taki chichot hieny cmentarnej nad grobem zmarłego człowieka” – komentuje Łukasz Pilarczyk, siostrzeniec zmarłego.

„Był obciążony wieloma chorobami współistniejącymi. Wiemy, że jego stan w pewnym momencie uległ znacznemu pogorszeniu. Do tego stopnia, że został przewieziony na OIOM. I tam jakikolwiek ślad i kontakt z wujem się urywa” – opowiada Pilarczyk.

Po śmierci pana Ryszarda rodzina przez blisko miesiąc starała się odzyskać jego rzeczy z DPS-u. Udało się to dopiero po decyzji sądu.

Wówczas odkryto, ze brakuje w nich dokumentów oraz karty. Władze DPS-u unikają wyjaśnień, a gorzowski szpital nie ma sobie nic do zarzucenia.

„My nie jesteśmy dysponentami tych rzeczy, a sprawy majątkowe, to są sprawy rodziny i sądu. Potrzebowaliśmy czasu, zgody sądu, byśmy mogli podjąć taką decyzję” –skomentował krótko przedstawiciel DPS-u.

„Natknęliśmy się też na dyspozycję dotyczącą rachunku osobistego na wypadek śmierci. W tej dyspozycji moja mama, siostra wuja, została wskazana jako uposażona. Okazało się, że z ponad 50 tysięcy złotych, jakie wuj miał na rachunku jeszcze z września, saldo rachunku opiewa na kwotę 14 złotych z groszami” – mówi Łukasz Pilarczyk.

To właśnie rodzina zmarłego ustaliła, że pieniądze zaczęły znikać z konta po jego śmierci.

„Operacje na rachunku rozpoczęły się tydzień po śmierci, w zasadzie od dnia pogrzebu 27 października. Mają miejsce w różnych godzinach, najczęściej nocnych lub porannych. To są wypłaty z bankomatu np. po tysiąc złotych i kolejne po 15 minutach, kolejne tysiąc złotych. I tak do progu, do bólu” – opisuje Łukasz Pilarczyk.

„Pacjent był poinformowany zarówno przez lekarza, jak i przez personel oddziału, że ma możliwość złożenia cennych dla siebie rzeczy w depozycie. Nie zrobił tego. My też nie mamy takiej pewności, że ta karta na terenie naszego szpitala się pojawiła” – broni się rzecznik szpitala wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim Agnieszka Wiśniewska.

Rodzina oskarża szpital o dopuszczenie do kradzieży na zamkniętym oddziale. Inni pensjonariusze również twierdzą, że doszło do dziwnych wydarzeń.

„Tę kartę miał w szpitalu, oczywiście, ze sobą. I cały ten PESEL miał z tą kartą razem. To takich dwóch mężczyzn. Z jednej strony trup, z drugiej strony trup, o czym nie wiedziałam i jadłam śniadanie. To tej kobiecie zabrali cały portfel, zabrali całą zawartość torby. Schowali. Telefon zabrał, dał koledze. Powiedział: ty będziesz miał telefon, a ja będę miał te pieniądze. Podzielili się we dwóch. To na moje oczy widziałam” – zapewnia była pacjentka szpitala.

Policja prosi o pomoc w poszukiwaniach mężczyzny, który z konta pana Ryszarda wypłacił ponad 50 tysięcy złotych.

Źródło: Polsat News