Zdjęcie ilustracyjne© Pixabay / Domena publiczna Zdjęcie ilustracyjnePerypetie byłego deputowanego, który na Ukrainie jest znany jako właściciel potentata w branży drobiarskiej „Pan Kurczak”, w ciągu kilku miesięcy urosły do rangi skandalu dyplomatycznego. O podjęcie interwencji ambasador Ukrainy prosił już wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Interpelację do Zbigniewa Ziobry w tej sprawie wysłał też poseł Zjednoczonej Prawicy Kamil Bortniczuk, a temat – według informacji DoRzeczy.pl – był także poruszany na szczeblu rządowym.

– Kilka tygodni temu rozmawiali o tej sprawie wicepremier Ukrainy Ołeksij Reznikow oraz wicepremier Jarosław Gowin. Reznikow prosił o wyjaśnienie opieszałości polskiej prokuratury. Sprawa jest delikatna – mówi nam informator w polskiej administracji.

Po kilku miesiącach opieszałości Prokuratury Rejonowej w Kluczborku, do której pierwotnie trafiło zawiadomienie o przestępstwie, sprawę wzięła w swoje ręce Prokuratura Krajowa. Jak wynika z naszych ustaleń, Prokuratura Krajowa półtora miesiąca temu postanowiła sprawdzić przyczyny bierności śledczych z Kluczborka, którzy odmówili wszczęcia śledztwa w sprawie ukraińskiego deputowanego.

„W listopadzie 2020 r. do Prokuratury Krajowej z Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęła korespondencja Ambasadora Ukrainy dotycząca tego postępowania” – czytamy w odpowiedziach Prokuratury Krajowej na nasze pytania.

W konsekwencji Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej wszczął kontrolę akt sprawy. Efekt? „Badanie aktowe uzupełnione o wyniki dodatkowych czynności przeprowadzonych już po wydaniu decyzji o odmowie wszczęcia postępowania, wykazało że decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa była przedwczesna i zachodzą przesłanki do jej uchylenia. W sprawie zostanie przeprowadzone postępowanie przygotowawcze, które ma wyjaśnić okoliczności podniesione w zawiadomieniu o przestępstwie” – informuje nas Prokuratura Krajowa.

Historia choroby

Sprawę mającą genezę w 2018 r. po raz pierwszy wnikliwie opisał poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk w interpelacji poselskiej z 19 lutego br. skierowanej do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Problemy „Pana Kurczaka” rozpoczęły się w 2018 r., gdy Capital Trade, spółka kontrolowana przez Martyniaka, postanowiła zainwestować w Crownpol, polską firmę zajmującą się przetwórstwem mięsnym. W 2019 r. ukraiński inwestor umówił się na zakup połowy udziałów w spółce Crownpol. Interes wydawał się wyśmienity, bo polscy właściciele zapewniali, że mają wyłączne prawa do dwóch znaków towarowych o międzynarodowej rozpoznawalności. Po fakcie okazało się, że według Urzędu Patentowego znaki zarejestrowano w złej wierze, a zgłoszenie miało charakter blokujący. Z ustalonej stawki 6 mln zł zapłacone zostały w dwóch transzach 4 miliony złotych. Co ciekawe, Polacy zażądali płatności tej sumy w gotówce.

Układ współpracy miał być prosty. Właściciel „Pana Kurczaka” dostarcza surowiec, a Crownpol go przetwarza i dystrybuuje. Pomimo wpłacenia pieniędzy, i początkowego pozorowania zgodnej współpracy, ukraińskiego partnera usunięto z władz spółki. Ukrainiec do dzisiaj nie odzyskał zainwestowanych środków. Spółka nie odzyskała także dodatkowych 160 tys. euro, które miała wyłudzić jedna z polskich wspólniczek, w zamian za przeprowadzenie transakcji.

Po transakcji prezesem spółki został Volodymir V. (nazwisko znane redakcji). Jego prezesura nie trwała jednak długo. „Po objęciu przez p. V. funkcji prezesa zarządu ujawnione zostały dalsze nieprawidłowości w spółce dokonane przez polskich wspólników. Próba wyjaśnienia tych nieprawidłowości spotkała się z odwetowymi działaniami ze strony mniejszościowych udziałowców, którzy podczas zwołanego zgromadzenia wspólników spółki Crownpol, bez udziału największego wspólnika, pomimo wymogu reprezentacji 100% kapitału zakładowego, odwołali V. z funkcji prezesa zarządu, a kiedy V. zjawił się w zakładzie, został z niego siłą usunięty i znieważony słownie („wyp… ty, ukraiński skur…” – cytat za prywatnym aktem oskarżenia złożonym przez V. V. w Sądzie Rejonowym w Kluczborku). Podczas incydentu doszło również do naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonego” – czytamy w interpelacji posła Kamila Bortniczuka.

Prokuratorskie perypetie

W pierwszej kolejności, jeszcze w 2019 r., to V. złożył w Prokuraturze Rejonowej w Kluczborku powiadomienie o przestępstwie. Po półrocznej ciszy prokuratura we współpracy z opolską policją odmówiła wszczęcia śledztwa. Kolejne zawiadomienie – tym razem złożone już przez Martyniaka – podjęte zostało przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu. Przekazała je jednak… temu samemu policjantowi z Opola, który wcześniej przyczynił się do wydania decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa. Z początkiem 2021 r. Wrocław zamknął sprawę Martyniaka.

Właśnie na tę indolencję prokuratury poskarżył się w Ministerstwie Sprawiedliwości ambasador Ukrainy Andrij Deszczycia. DoRzeczy.pl dotarło do pisma ambasadora, w którym informuje polskiego ministra sprawiedliwości o „lekceważącej i niechętnej” postawie polskich służb i organów ścigania, prosząc o nadzór ministerialny i prokuratorski nad sprawą. W efekcie do akcji wkroczyła Prokuratura Krajowa.

Wygląda więc na to, że sprawcy domniemanego wyłudzenia, którego ofiarą mógł paść „Pan Kurczak”, wreszcie trafią na celownik organów ścigania.

msn