• Onet, dzięki źródłom zbliżonym do NIK, dotarł do dokumentów opisujących kulisy jednej z najbardziej elektryzujących operacji politycznych ostatnich lat, czyli nieudanej organizacji tzw. wyborów kopertowych na urząd prezydenta RP w maju zeszłego roku
  • Do tej pory nikt nie znał kulisów procesów podejmowania decyzji w KPRM, które opisujemy w tym tekście. Opinia publiczna nie wiedziała, że rządowi prawnicy wyraźnie przestrzegali premiera Mateusza Morawieckiego przed wydawaniem decyzji o organizacji tzw. wyborów kopertowych
  • Głównymi bohaterami tej historii są najważniejsi politycy w kraju, z premierem Mateuszem Morawieckim na czele, urzędnicy państwowi, wielkie kancelarie prawne oraz kierownictwo partii rządzącej z prezesem Jarosławem Kaczyńskim włącznie
  • Mowa jest o ponad 73 milionach złotych pochodzących z budżetu państwa, które stracono przy próbie organizacji tych wyborów, a także o tuszowaniu błędów, odpowiedzialności finansowej oraz karnej, a także groźbach o odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu dla ludzi z pierwszych stron gazet, w tym dla Mateusza Morawieckiego

W najbliższych dniach można spodziewać się opublikowania przez Najwyższą Izbę Kontroli raportu dotyczącego tzw. wyborów kopertowych z 10 maja 2020 roku.

W ubiegłym tygodniu „Gazeta Wyborcza” donosiła, że w samej Izbie toczy się burzliwy spór o kształt wspomnianego raportu z wynikami kontroli. Według „GW” ostatecznie kolegium NIK przyjęło go ledwie ośmioma głosami w gremium, które ma piętnastu członków, a prezes izby Marian Banaś stoczył o raport w tej sprawie największy bój ze swoimi zastępcami – Małgorzatą Motylow i Tadeuszem Dziubą, którzy byli przeciwko stawianiu w nim zarzutów rządowi Mateusza Morawieckiego.

Onet dotarł do głównych dokumentów pokontrolnych, które stały się kością niezgody w samym NIK, a których obawia się bardzo obóz rządzący. Z ich lektury wynika, że Izba ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym obecnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz kierującego jego kancelarią ministra Michała Dworczyka.

Jednocześnie zaskakujący jest fakt, że wnioski pokontrolne wobec nich są wygładzone i zepchnięte do spraw wręcz drugorzędnych. Bowiem z analizy dokumentów pokontrolnych Izby widać, że inspektorzy NIK, którzy przeprowadzali kontrolę, nie zadali im pytań i skupili się głównie na urzędnikach średniego szczebla, pomijając najważniejsze osoby, które uczestniczyły w tym procesie.

Wobec tak poważnych zarzutów i dowodów całkowicie zasadne wydaje się pytanie, dlaczego tak się stało i czy nie kryje się za tym polityka?

Wybory kopertowe nie „sasinowe”, lecz „mateuszowe”

Onet na podstawie posiadanych dokumentów pokontrolnych NIK oraz dokumentów, opinii prawnych i korespondencji wewnętrznej KPRM, będącej w posiadaniu kontrolerów Izby, zrekonstruował przebieg procesu decyzyjnego z wiosny ubiegłego roku.

Różni on się znacząco od tego, co dotychczas opisywały szeroko media, a przede wszystkim wskazuje, że ośrodek decyzyjny przy organizacji tzw. wyborów kopertowych nie znajdował się w Ministerstwie Aktywów Państwowych, a w Kancelarii Premiera.

Wiosną ubiegłego roku obóz rządzący za wszelką cenę parł do zorganizowania wyborów prezydenckich korespondencyjnie, bez konieczności głosowania w lokalach wyborczych. Na stole leżał wówczas pomysł zorganizowania wyborów na podstawie przyjętej niedawno specustawy „o szczególnych rozwiązaniach związanych z COVID-19”.

10 kwietnia 2020 r. z departamentu prawnego Ministerstwa Aktywów Państwowych do analogicznej jednostki w Kancelarii Premiera trafia drogą elektroniczną projekt decyzji, której istotą jest nakazanie Poczcie Polskiej przez premiera rządu zorganizowania wyborów korespondencyjnych. Błyskawicznie rusza wówczas urzędnicza machina opiniowania dla KPRM kluczowego dokumentu, pod którym podpis miałby złożyć premier Mateusz Morawiecki.

Druzgocące analizy prawne

Jak wynika z dokumentów, między 11 a 13 kwietnia 2020 r. do Michała Dworczyka szefa Kancelarii Premiera i prawej ręki Mateusza Morawieckiego trafiają drogą mailową dwie nieformalne analizy prawne. Pierwsza autorstwa Magdaleny Przybysz, do niedawna szefowej departamentu prawnego KPRM oraz od Mariusza Haładaja, prezesa Prokuratorii Generalnej, odpowiedzialnej za dbanie o interes prawny Rzeczypospolitej i Skarbu Państwa.

Szczególnie ciekawa jest analiza najważniejszej prawniczki w Kancelarii Premiera, która jest miażdżąca dla zamierzeń obozu rządzącego i nie pozostawia żadnych złudzeń co do legalności całej operacji. W wielkim skrócie Przybysz w siedmiostronicowej analizie stwierdza, że premier nie może nakazać Pocznie Polskiej organizowania wyborów, a jeśli podejmie taką decyzję, to musi liczyć się z odpowiedzialnością karną, odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową.

Onet od grudnia ub.r. próbował uzyskać od Kancelarii Premiera potwierdzenie istnienia tego dokumentu. Mimo prób, do dziś żadnej odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: po pierwsze nigdy opinia dyrektor Przybysz wysłana drogą mailową do ministra Dworczyka nie stała się formalnym dokumentem, po drugie: była tak druzgocąca, że Kancelaria Premiera zamówiła pięć zewnętrznych ekspertyz, które miały podważyć tę niewygodną tezę.

Przed czym konkretnie ostrzegała premiera najważniejsza prawnik jego kancelarii? Onet dysponuje mailową opinią dyrektor Przybysz, która jest w posiadaniu Najwyższej Izby Kontroli. Oto jej fragmenty:

  • „Istotne wątpliwości budzi podstawa prawna do wydania polecenia przeprowadzenia wyborów”; 
  • „… działania zmierzające do przeprowadzenia wyborów na Prezydenta RP w trybie korespondencyjnym – w szczególności wskazane we wniosku przygotowanie struktury organizacyjnej, zapewnienie niezbędnej infrastruktury oraz pozyskanie koniecznych zasobów kadrowych – nie są działaniami związanymi bezpośrednio ze zwalczaniem i zapobieganiem COVID-19. Brak jest bowiem bezpośredniego związku przyczynowo skutkowego pomiędzy organizacją głosowania korespondencyjnego, a rzeczywistym ograniczeniem liczby zachorowań”;
  • „Reasumując, polecenia wydawane w trybie art.11 ust 2. (specustawy covidowej – red.) mogą co do zasady dotyczyć realizacji działań o charakterze medycznym lub około-medycznym, nie zaś działań luźno związanych z zakresem przedmiotowej ustawy”.

Groźba Trybunału Stanu dla Morawieckiego i upadku rządu

W dalszej części szefowa legislacji KPRM wylicza, że wydanie tej decyzji może grozić Trybunałem Stanu i upadkiem rządu, wspomina też o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariusza państwowego za rażące naruszenie prawa. Zaznacza także, że w praktyce każdy obywatel będzie mógł zaskarżyć decyzję o organizacji wyborów, jeśli Morawiecki ją podejmie:

„Należy wskazać na następujące istotne konsekwencje i rodzaje odpowiedzialności osoby sprawującej funkcję Prezesa Rady Ministrów w przypadku naruszenia prawa w związku z zajmowanym stanowiskiem: odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu, przed parlamentem, odpowiedzialności karnej, cywilnej”.

Konkluzja całości dokumentu, który jest w posiadaniu Onetu, jest druzgocąca i nie pozostawia wątpliwości: „Brak podstaw do wydania przez Prezesa Rady Ministrów decyzji administracyjnej polecającej spółce Poczta Polska SA. przeprowadzenia de facto wyborów powszechnych na podstawie art. 11 ust. 2 specustawy”.

Z ustaleń Onetu wynika, że już 13 kwietnia opisywany powyżej dokument jest w posiadaniu szefa KPRM ministra Michała Dworczyka. Lecz to nie jest jedyne brutalne obnażenie tego, co może przynieść podpisanie decyzji przez premiera Morawieckiego. Bowiem od 11 kwietnia Dworczyk wie o drugiej mailowej nieformalnej analizie podpisanej przez Mariusza Haładyja, prezesa Prokuratorii Generalnej, która także stwierdza brak podstawy prawnej do wydania decyzji o tzw. wyborach kopertowych.

Onet w grudniu ub.r. zwrócił się do Prokuratorii Generalnej z pytaniami o powstanie analizy prawnej dotyczącej organizacji wyborów kopertowych. W odpowiedzi czytamy, że Prokuratoria nie przygotowywała żadnej opinii prawnej, lecz niektóre kwestie tylko konsultowała. Mamy także i tę korespondencję, znajdującą się również w posiadaniu NIK. Oto kilka cytatów z tej opinii:

  • „Polecenie wydane na podstawie art. 11 jest, w naszej ocenie, zbędne, a w sensie formalnym pozbawione podstawy prawnej”;
  • „Ustawa nie zawiera jakiegokolwiek upoważnienia/kompetencji dla Prezesa Rady Ministrów w zakresie wydawania rozporządzeń lub innych aktów o charakterze władczym”;
  • „W obecnym stanie prawnym, tj. przed wejściem w życie ustawy o wyborach wydanie polecenia nie jest, jak się wydaje możliwe. Nie jest bowiem spełniona przesłanka wydania polecenia, o którym mowa w art. 11 ust. 2. ustawy o COVID-19, tj. cel polegający na przeciwdziałaniu COVID-19, skoro głosowanie korespondencyjne w sposób powszechny nie jest jeszcze prawnie dopuszczalne”.

Z przedstawionych dokumentów wynika zatem, że już 13 kwietnia 2020 r. Kancelaria Premiera dysponowała jasnymi analizami dwóch kluczowych rządowych ośrodków, które mówiły wprost, że szef rządu nie może podpisać decyzji o organizacji tzw. wyborów kopertowych, bo narazi się na bardzo poważne konsekwencje polityczne, prawne, a nawet finansowe.

Mimo to już 16 kwietnia ub.r. premier Mateusz Morawiecki wydał taką decyzję. Dlaczego?

Morawiecki i Dworczyk pod presją Nowogrodzkiej

Jak wynika z dokumentów, które zgromadził Onet, 14 kwietnia ub. r. premier Morawiecki wraz ministrem Dworczykiem udał się na naradę najważniejszych liderów Prawa i Sprawiedliwości z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego poświęconą głównie kwestii organizacji wyborów, które zostało nieoczekiwanie przerwane przez fałszywy alarm bombowy. Według naszych informacji, Morawiecki przedstawia na tym spotkaniu kierownictwu PiS druzgocące nieformalne analizy, które jasno stwierdzają, że organizacja wyborów kopertowych będzie złamaniem prawa i może doprowadzić do unieważnienia wyborów prezydenckich, a także postawienia go jako szefa rządu przed Trybunałem Stanu.

Morawiecki z Dworczykiem stają przed gigantyczną presją ze strony partii władzy. Dowodem jest błyskawiczne działanie Kancelarii Premiera, która zamawia zewnętrzną ekspertyzę prawną u prawnika Krzysztofa Wąsowskiego z Akademi Sztuki Wojennej. Wąsowski w tym krótkim dokumencie, przypominającym bardziej tekst publicystyczny niż poważną analizę prawną, datowanym już na 16 kwietnia ub.r. przekonuje, że Morawiecki może wydać Poczcie Polskiej polecenie organizowania wyborów.

„Wydanie polecenia przez Prezesa Rady Ministrów (…) należy ocenić jako działania konieczne, niezbędne i wyjątkowe, ukierunkowane bezpośrednio na zwalczanie i zapobieganie epidemii. (…) Zgodnie z przytoczonym już uzasadnieniem do specustawy, zamiarem ustawodawcy było stworzenie regulacji wychodzącej naprzeciw wszystkim sytuacjom, w których narasta zagrożenie epidemii” – czytamy w konkluzji dr Wąsowskiego.

O nerwowym pośpiechu, jaki wówczas panował w Kancelarii Premiera świadczy również fakt, że ekspertyza Wąsowskiego została datowana dzień przed sporządzeniem umowy między prawnikiem a KPRM, która została zawarta 17 kwietnia 2020 r.

Kolejne ekspertyzy jako „podkładki”

Mimo świadomości olbrzymich kontrowersji i osobistego zagrożenia, premier Morawiecki wydaje 16 kwietnia ub.r. pisemne polecenie Poczcie Polskiej organizowania wyborów.

Z dokumentów Najwyższej Izby Kontroli, które ma w posiadaniu Onet wynika, że 7 maja, gdy jest już przesądzone, że wybory korespondencyjne się nie odbędą, Morawiecki wydaje Dworczykowi pisemne polecenie uzyskania zewnętrznych ekspertyz dotyczących m.in. roli szefa rządu w procesie wyborczym w stanie epidemii.

Trudno nie odnieść wrażenia, czytając dokumenty NIK, że chodziło premierowi o zdobycie prawnych „podkładek” uzasadniających wydanie decyzji z 16 kwietnia oraz o zabezpieczenie się na wypadek, gdyby szukano winnych za nieudane wybory.

Już 11 maja ub.r. spływa do Kancelarii Premiera pięć zewnętrznych opinii prawnych, które dowodzą, że Morawiecki miał uzasadnienie, by wydać polecenie Poczcie Polskiej.

W dokumentach NIK czytamy, że w sumie z opisywaną analizą Wąsowskiego wydano na te ekspertyzy prawne z budżetu 149,3 tys. zł. Ich autorami są: prof. Marek Szydło, dr Adam Szafrański, wspólnie Tymoteusz Zych oraz Jerzy Kwaśniewski (obaj z Ordo Iuris), Łukasz Bernaciński, a także Jan Sakławski z kancelarii Brysiewicz&Wspólnicy oraz trzej prawnicy z kancelarii RKKW: Radosław Kwaśnicki, Krzysztof Wróbel oraz Łukasz Sieczka.

Na wszystkich zamówionych opiniach widnieje podpis zastępcy dyrektora departamentu prawnego KPRM dr. Krzysztofa Szczuckiego.

Na zamówionych ekspertyzach prawnych suchej nitki nie zostawił jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny, który 15 września ub.r. po skardze złożonej przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara rozbił w pył decyzję premiera Morawieckiego z 16 kwietnia 2020 r., uznając ją za nieważną.

NIK ma dowody, lecz nie robi z nich użytku

Z naszej analizy dokumentów NIK, do których mamy dostęp, wyłania się dość przykry obraz.

Po pierwsze Izba nie formułuje poważnych wniosków mając w rękach wyjątkowy materiał obciążający najważniejszych polityków w państwie.

Pod drugie w jednym z dokumentów czytamy, że NIK odstępuje od formułowania wniosków pokontrolnych, mimo stwierdzenia nieprawidłowości:

„Mając na uwadze fakt, że działania objęte kontrolą dotyczyły sytuacji ekstraordynaryjnej, która ma znikome szanse na powtórzenie się, Najwyższa Izba Kontroli odstępuję od formułowania wniosków pokontrolnych w zakresie nieprawidłowości przedstawionych w niniejszym wystąpieniu” – napisał NIK do kancelarii premiera.

To zagadkowy wątek i pytanie, czy nie wpływa na to polityka.

Po trzecie, inspektorzy NIK nie skonfrontowali kluczowych faktów z głównymi osobami odpowiedzialnymi za tzw. wybory kopertowe, czyli z premierem Mateuszem Morawieckim czy ministrem Michałem Dworczykiem. W dokumentach NIK nie ma też śladu świadczącego o przepytaniu Magdaleny Przybysz, która dopiero w ostatnich tygodniach odeszła z Kancelarii Premiera, by objąć funkcję wiceszefa pionu prawnego państwowego banku PKO BP. Przybysz jako zaufana prawniczka Morawieckiego i członkini Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego szybko znalazła zatrudnienie u wieloletniego przyjaciela premiera, jakim jest prezes państwowego banku PKO BP Zbigniew Jagiełło.

W dokumentach pokontrolnych NIK dość zaskakującym faktem jest udzielenie wyjaśnień w imieniu Dworczyka przez ówczesnego wiceszefa Kancelarii Premiera Pawła Szrota – dziś pracującego w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

Inspektorzy NIK tak opisują, czasem dość zaskakujące, tłumaczenia Szrota:

„Prezes Rady Ministrów nie mógł nie pozostać w bezczynności, ale powinien (wręcz musiał) przedsięwziąć odpowiednie kroki administracyjne celem jak najlepszego przygotowania organizacyjnego do umożliwienia przeprowadzenia wyborów w zakładanym przez ustawodawcę kształcie. Dodał, że 16 kwietnia 2020 r., kiedy to ostateczna forma i termin przeprowadzenia wyborów nie były przesądzone, administracja rządowo powinna być przygotowana na wszelkie możliwe scenariusze”.

Aż nasuwa się pytanie, jak takie publicystyczno-polityczne wyjaśnienia mają się do braku podstawy prawnej, na co wskazywali zawczasu najważniejsi prawnicy rządowi i do orzeczenia WSA? Nie mówiąc już o wyrzuceniu w błoto ponad 73 mln zł po dyspozycji wydanej przez szefa rządu.

W świetle dokumentów, które posiada NIK i dowodów wskazujących na złamanie prawa przez szefa rządu trudno nie zadać publicznie pytania: czy polityka ma wpływ na kształt raportu NIK o tzw. wyborach kopertowych?

A może Banaś nie chce dawać prokuraturze Ziobry narzędzia, którym mógłby uderzyć w premiera, z którym szef Solidarnej Polski jest także na wojennej ścieżce? Na pewno te pytania są dzisiaj w pełni uzasadnione.

Póki co nikt z Kancelarii Premiera od miesięcy nie chce odpowiedzieć na pytania Onetu dotyczące organizacji tzw. wyborów kopertowych. Na ten temat nie chcą z nami rozmawiać ani premier Mateusz Morawiecki, ani szef KPRM Michał Dworczyk. Także Najwyższa Izba Kontroli nie chce udzielać żadnych informacji, póki wyniki kontroli nie zostaną opublikowane.