Wybory/Obrazek ilustracyjny/Foto: PAP
Wybory/Obrazek ilustracyjny/Foto: PAP

10 lutego 2021 roku rezygnację z pełnienia funkcji prezydenta Rzeszowa złożył Tadeusz Ferenc. Ustąpił ze stołka stary i schorowany, ale zarazem kilka dni po ozdrowieniu z zakażenia koronawirusem. Ustąpił dokładnie w dniu swoich 81. urodzin, co tylko podkreśla pewnego rodzaju infantylność zachowania, gdyż data ta na pewno nie była przypadkowa. Ustąpił po 19 latach nieprzerwanego pełnienia funkcji prezydenta miasta wojewódzkiego otoczony mitem „dobrego gospodarza”.

Ta decyzja spowodowała, że zapowiadane przedterminowe wybory na prezydenta Rzeszowa mogą okazać się najważniejszym poligonem politycznych zmagań przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi, które wg kalendarza wyborczego przypadają dopiero w drugiej połowie 2023 roku.

A to, że może być polityczna „jazda”, pokazał już dzień samej rezygnacji dotychczasowego prezydenta, ponieważ ten ogłaszając swoją decyzję, jednocześnie wskazał na następcę wywodzącego się – o dziwo – z PiS-owskiej frakcji „ziobrystów”.

PiS-owska wojna domowa

Nie było to bardzo dużym zaskoczeniem tylko dlatego, że ów namaszczony kandydat, Marcin Warchoł, obecny wiceminister sprawiedliwości, już od kilkunastu miesięcy wyraźnie szykował się do takiego „skoku”, wykorzystując każdą okazję, by pokazywać się przy prezydencie Ferencu. Co jednak skłoniło lewicowego z przekonań i partyjnej przynależności Ferenca, że ten nagle kilka-kilkanaście miesięcy temu skierował swój wzrok na „ziobrystę” Warchoła, stanowi bardzo intrygującą zagadkę, której rozwiązanie mogłoby pokazać nowe ścieżki i zakamarki rodzimej polityki.

Ale „namaszczenie” ministra Warchoła spowodowało niemałe zamieszanie, by nie napisać: kociokwik także w samej partii matce, której działacze uznali takie zachowanie za kolejny wybryk Ziobry i szykują Warchołowi jakiegoś własnego PiS-owskiego kontrkandydata, Ewy Leniart – obecnej wojewodziny. Aby było zabawniej, o swoim kandydacie głośno wspomina także trzeci koalicjant Zjednoczonej Prawicy, czyli Porozumienie Gowina, przy czym „gowiniści” podają nawet nie jedno, ale od razu dwa nazwiska swoich potencjalnych nominatów (ostatecznie Porozumienie zgłosiło Waldemara Kotulę – red.).

Urodzaj kandydatów

Sytuację zdaje się wykorzystywać lokalna opozycja, głównie PO, suflująca przecieki, jakoby jednym z jej kandydatów na kandydata był do niedawna  rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego – prof. Aleksander Bobko. Byłoby to naprawdę bardzo oryginalne zagranie opozycji, albowiem prof. Bobko był w ubiegłej kadencji parlamentu senatorem i wiceministrem oświaty z ramienia PiS. Można sobie więc wyobrazić sytuację, gdy w wyścigu wyborczym do rzeszowskiego ratusza stratowałoby czterech kandydatów kojarzonych bezpośrednio lub pośrednio z PiS. Jako ciekawostkę trzeba wspomnieć, że prof. Bobko w latach dziewięćdziesiątych był aktywnym działaczem UPR, co w przypadku potwierdzenia tej kandydatury musiałoby wpływać na strategię wyborczą konfederackiej prawicy.

Ostatecznie wspólnym kandydatem tzw. totalnej opozycji został Konrad Fijołek.

A kandydatem Konfederacji jest poseł Grzegorz Braun, postać wyrazista, będący kandydatem – jak sam to ujął na pierwszej konferencji po ogłoszeniu decyzji – „narodowców, wolnościowców, tradycjonalistów, konserwatystów i patriotów…”. Wyjściową bazą wyborczą posła Brauna jest bardzo dobry wynik w Rzeszowie uzyskany podczas minionych wyborów parlamentarnych, jak i jego parlamentarna aktywność już po uzyskaniu mandatu. Jest to też praktycznie jedyny kandydat, który nie próbuje odcinać kuponów od „dorobku” byłego już prezydenta Ferenca, albowiem konkurenci co rusz wychwalają minione dokonania, licząc na głosy dawnego Ferencowego twardego elektoratu.

Oczywiście wymienieni kandydaci nie wyczerpują cały czas uzupełnianej listy nazwisk, gdyż zamiar startu wyborczego ogłosił były poseł Kukiz’15. Cały czas w grze chce się również znaleźć stronnictwo byłego prezydenta, czujące duże rozczarowanie jego niedawną polityczną woltą. Coraz mocniej rozpychają się też mniej lub bardziej zdefiniowane tzw. ruchy miejskie, imitujące inicjatywę oddolną, ale również suflujące już konkretne nazwiska do wyborczego startu.

Czy będą wybory?

Ale oczekiwane wybory oprócz starcia kandydatów i politycznych frakcji mogą również kolejny raz potwierdzić, jak sytuacja okołocovidowa może być wykorzystywana do osiągania bieżących celów partii rządzącej. Od rezygnacji prezydenta Ferenca minęły bowiem prawie dwa miesiące i praktycznie wybory powinny zostać już ogłoszone, ale nie są.

Został natomiast powołany komisarz, będący urzędnikiem Pani Wojewody, której nazwisko jak było wcześniej wspomniane, jest również na liście kandydatów PiS na prezydenta miasta. W interesie tegoż PiS-owskiego konkurenta będzie jak najdłuższe odwlekanie terminu wyborów, by nieco wyblakło owo „błogosławieństwo”, jakiego Warchołowi udzielił w dniu rezygnacji ustępujący prezydent. A skoro – jak doskonale pamiętamy – można było naruszać postanowienia konstytucji przy wyborach prezydenta kraju, to dlaczego nie byłoby możliwe naginanie przepisów wyborczych przy wyborach prezydenta Rzeszowa?

Mamy przecież – jak trąbi codziennie rząd – „trzecią falę”, więc pretekst do odwleczenia terminu wyborów jest bardziej niż dogodny. Są wprawdzie tacy, którzy uważają, że PiS mogłoby utrzymywać w miejskim ratuszu komisarza nawet przez dwa i pół roku, aż do następnych wyborów, ale przeciwko temu świadczy fakt, że na komisarza powołano nieznanego szerzej urzędnika, co wskazuje na jego doraźną funkcję.

Zapowiadane i oczekiwane wybory prezydenckie w Rzeszowie odsłaniają różne archetypiczne sytuacje. Mamy tutaj ogromny przyrost zadłużenia miasta i zarazem mit „dobrego gospodarza” bardzo podobny do mitu gierkowskiego, jest pochwała rządów rzeszowskiego „Breżniewa” ze strony zarówno kandydatów Zjednoczonej Prawicy, jak i lewicowej opozycji. Jest wyraźne napięcie przed starciem politycznym po pełnym sezonie polityki covidowej, gdyż ubiegłoroczne wybory prezydenckie jeszcze nie mogły dać wyborcom pełnej palety metod i doznań tej polityki. Jest także wyraźna u rządzących pokusa wykorzystania sytuacji w celu ręcznego wyreżyserowania wyborów. Z wielu względów wybory na prezydenta Rzeszowa, jeżeli dojdą do skutku, mogą dostarczyć ciekawych obserwacji o kierunku rozwoju sceny politycznej, jak i stosunku wyborców do tego, co się w Polsce dzieje od kilkunastu miesięcy.

Krzysztof M. Mazur/nczas