Jadwiga Emilewicz. Foto: PAP
Jadwiga Emilewicz. Foto: PAP

W środę „Głos Wielkopolski” rozpisywał się o „tajemniczej” wolontariuszce Basi z punktu szczepień na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jak się okazało, jest nią… Jadwiga Emilewicz. Była wicepremier ukrywa się ze swoją działalnością do tego stopnia, że dała się sfotografować w żółtym T-shircie w punkcie szczepień i udzieliła wywiadu. Wygląda na to, że ocieplanie wizerunku idzie pełną parą.

Za punkt szczepień na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP) odpowiada Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Działa on od stycznia.

W pawilonie 5a znajdują się gabinety lekarskie, w których medycy kwalifikują do szczepień. W całym procesie dużą rolę odgrywa też ponad 80 wolontariuszy. Większość z nich to osoby, które wcześniej pomagały w poznańskim Hospicjum Palium i szpitalu klinicznym przy ul. Długiej.

– Zazwyczaj pracujemy czwórkami, które zmieniają się co cztery godziny. Pomagamy w tym, by usprawnić i ułatwić cały proces szczepienia. Pierwsza osoba kieruje pacjenta do rejestracji, druga pomaga wypełniać ankietę, kolejna, wskazuje, który gabinet jest wolny. Na ostatnim odcinku, obserwacyjnym też mamy zawsze jedną osobą. Staramy się też stworzyć rodzinną atmosferę, zwłaszcza dla seniorów, którzy często czują się zagubieni – mówiła „Głosowi Wielkopolski” koordynatorka wolontariuszy Monika Nowak.

Wolontariusze noszą żółte koszulki i identyfikatory z imieniem. Jeszcze w lutym w punkcie pojawiła się „tajemnicza” wolontariuszka „Basia”. Jak się okazuje, jest nią poznańska poseł z klubu PiS i była wicepremier Jadwiga Emilewicz. Pracuje tam od pięciu tygodni.

„Mam kontakt z każdym obywatelem”

– To już mój piąty tydzień na MTP. Przychodzę tu od poniedziałku do czwartku, najczęściej w pierwszej części dnia od godziny 8 do 12, ale też zdarza się, że jestem od 12 do 16 – mówiła Emilewicz „Głosowi Wielkopolski”.

– Dla mnie to bardzo ważne, ponieważ mam kontakt z każdym obywatelem. Cieszę się, że mam okazję rozmawiać, ale także pomóc. W drugim dniu mojego wolontariatu pojawiło się opóźnienie w transporcie szczepionek z Warszawy. Skontaktowałam się z ministrem Dworczykiem i poprosiłam o to, by dojechały one szybciej, a osoby oczekujące na szczepienie nie musiały zbyt długo czekać – opowiadała.

Na tym jednak nie koniec. Emilewicz przyznała, że w podobne akcje pomocowe angażowała się jeszcze w liceum i na studiach. Wówczas była wolontariuszką krakowskiego Hospicjum św. Łazarza. Teraz, „na II fali” mniemanej pandemii, zgłosiła się do pomocy w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. – Na początku roku chciałam się zapisać na wolontariat w Warszawie, ale okazało się, że zdecydowanie lepiej zorganizowany jest ten poznański – wyjaśniała Emilewicz.

Tymczasem „Wyborcza” snuje spiskowe teorie. „Na targach (MTP – przyp. red.) mówi się, że wolontariat Emilewicz to „ustawka”. Mało kto wierzy w jej szczere intencje. Wiele osób uważa, że na targi posłankę wysłał prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński i że to kara za to, że złamała lockdown i pojechała z rodziną na narty” – czytamy.

Chodzi o styczniowy wypad na narty trzech synów Jadwigi Emilewicz. Wzięli oni udział w zgrupowaniu narciarskim, jako zawodowi sportowcy. Reszta Polaków miała siedzieć w domach za sprawą lockdownu i zamkniętych stoków narciarskich. Jak się okazało, wnioski o sportowe licencje synów byłej wicepremier, niezbędne do tego, by uczestniczyć w zgrupowaniu, zostały złożone już po zakończeniu zgrupowania, gdy sprawę ujawnił TVN24.

– Nie powinnam była jechać. Mama wygrała we mnie z posłanką. Niestety, nie zadałam sobie pytania, czy to wypada – mówiła wtedy Jadwiga Emilewicz. – Trzeba odpracować ten błąd – powiedziała Emilewicz. I wygląda na to, że jak powiedziała, tak zrobiła.

Źródła: Głos Wielkopolski/wyborcza.pl