Adam Niedzielski.
Adam Niedzielski. (Zdj. PAP/Radek Pietruszka)

Ministerstwo Zdrowia rozszerzyło listę osób, które są zwolnione z obowiązku noszenia maseczki w przestrzeni publicznej. Negatywnie na zmiany zareagowali, niektórzy lekarze twierdząc, że da to pole do manewru kombinatorom.

„W ubiegłym tygodniu minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował o rozszerzeniu listy osób, które zostaną zwolnione z obowiązku noszenia maseczek w przestrzeni publicznej.

W czwartek 11 marca rozporządzenie weszło w życie. Decyzja resortu zdrowia budzi jednak niepokój wśród lekarzy” – przypomina „Wirtualna Polska”.

Do tej pory zwolnione z zasłaniania nosa i ust były osoby cierpiące na: zaburzenia psychiczne, całościowe zaburzenia rozwoju, niepełnosprawność intelektualną w stopniu umiarkowanym, znacznym lub głębokim oraz osoby, które mają trudności w samodzielnym odkryciu lub zakryciu ust lub nosa.

Teraz do tej grupy dołączą jeszcze pacjenci ze schorzeniami: neurologicznymi, układu oddechowego, układu krążenia, przebiegającymi z niewydolnością oddechową lub krążenia.

Każdy kto wpisuje się do grupy zwolnionej z tego obowiązku musi posiadać przy sobie stosowne zaświadczenie od lekarze. Takiego dokumentu mogą wymagać policjanci, funkcjonariusze straży gminnej, Straży Granicznej czy Straży Ochrony Kolei.

– Niezależnie od tego, gdzie przebywają te osoby – czy w transporcie publicznym, czy na dworze, muszą mieć przy sobie zaświadczenie wystawione przez lekarza, które potwierdza problem i wskazuje jednostkę chorobową z listy znajdującej się w rozporządzeniu – oświadczył na konferencji prasowej Niedzielski.

Zdaniem niektórych lekarzy rozszerzenie tej grupy to błąd, jaki może sprawić, że część osób zacznie naciągać na oświadczenia. Medycy nie są jednak zobligowani do ich wystawiania.

– W mojej ocenie rozporządzenie nie jest dobre. Wiemy doskonale, że osoby, które nie chcą nosić maseczek, i widzieliśmy to już podczas poprzednich fal i rozporządzeń o zakrywaniu nosa i ust, będą sobie szukać chorób i tłumaczyć nienoszenie maseczki właśnie schorzeniami, które w żaden sposób nie upoważniają do zakrywania nosa i ust. Tak „szerokowachlarzowa” lista schorzeń otwiera tym ludziom furtkę do nieucziwości – powiedział w rozmowie z WP abc Zdrowie dr Bartosz Fiałek, specjalista w dziedzinie reumatologii.

Prof. Joanna Zajkowska z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku zauważa jednak, że część z osób z listy ma schodzenia nie pozywające na przebywanie w przestrzeni publicznej, tak więc przepisy nie będą miały większego wpływu na przebieg pandemii.

– Korzyść z nienoszenia tych maseczek musi być większa niż ryzyko, natomiast tym osobom, które sobie nie radzą z maseczkami z różnych powodów, należy pozwolić ich nie nosić. Ale nie są to osoby, które napędzają epidemię, bo z takimi schorzeniami nie bardzo są mobline. One indcydentalnie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Natomiast powinny pamiętać o zachowaniu dystansu, jeżeli przebywają w placówkach służby zdrowia, czy gdziekolwiek indziej – studzi niepokoje specjalistka chorób zakaźnych.

nczas