Urszula Kuczyńska pod naciskiem niektórych środowisk lewicowych przestała być asystentką Macieja Koniecznego, posła Lewicy Razem. W specjalnym oświadczeniu twierdzi, że stała się ofiarą nagonki ze strony części grup skrajnie lewicowych i anarchistycznych. Kuczyńska sugeruje przy tej okazji istnienie związków pomiędzy lewicą a biznesem z branży seksualnej.

W ubiegłym tygodniu w środowisku polskiej skrajnej lewicy zawrzało. Przy okazji dyskusji na temat rzekomej dyskryminacji transseksualistów wyciągnięto wywiad z grudnia ubiegłego roku. Kuczyńska w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” twierdziła, że źle kojarzą jej się awantury dotyczące używania określenia „osoby z macicami” zamiast słowa „kobiety”. Jej zdaniem „propaganda tworzy językiem nową rzeczywistość, a język przestaje rzeczywistość opisywać”.

Bardzo szybko asystentka Koniecznego stała się wręcz wrogiem numer jeden wśród lewicowych ekstremistów, domagających się jej wykluczenia z Lewicy Razem. Początkowo była ona broniona przez Koniecznego i Adriana Zandberga, lecz ostatecznie ugrupowanie pokajało się i zapowiedziało organizację „warsztatów antydyskryminacyjnych” dla swoich członków. Sama Kuczyńska została pozbawiona funkcji asystentki społecznej wspomnianego parlamentarzysty, a sprawą zajmie się partyjny Sąd Koleżeński.

Sama lewicowa aktywistka opublikowała oświadczenie w sprawie ostatnich wydarzeń. Sugeruje w nich, że padła ofiarą nagonki, a z powodu opisania jej sprawy przez TVP została porównana do Magdaleny Ogórek, czyli zaangażowanej obecnie po pro-rządowej stronie byłej działaczki Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zdaniem Kuczyńskiej „nic lepiej nie oddaje zachwiania proporcji pomiędzy tym, czego według niektórych dopuściłam się ja, a nagonką, jaką rozpętało na mnie środowisko związane z seksbiznesem, wspomagane sojusznikami z anarchizujących kolektywów”.

Zwraca ona uwagę na wydarzenia nie tylko z Polski, ale również z Francji. Właśnie tam w Międzynarodowy Dzień Kobiet anarchiści mieli zaatakować kobiety protestujące przeciwko prostytucji. Zostały one, podobnie jak teraz Kuczyńska, zwyzywane od „TERF-ów”. W ten sposób określa się bowiem feministki, które odrzucają chociażby twierdzenia, iż transseksualiści mogą być kobietami.

Według Kuczyńskiej nagonka na część feministek może mieć związek z faktem, że sprzeciwiają się one „zjawisku prostytucji jako strukturalnej formy wyzysku kobiet i jaskrawego przejawu seksizmu w patriarchalnym porządku świata”. Była asystentka Koniecznego wyciąga z tego wniosek o istniejącym sojuszu pomiędzy częścią skrajnej lewicy i biznesmenami czerpiącymi dochody z tytułu działalności w seks-biznesie. Krytyka Kuczyńskiej za jej stosunek do określenia „osoby z macicami” ma być tym samym tylko pretekstem do walki o zupełnie inne cele.

Lewicowa działaczka odniosła się także do zachowania Lewicy Razem. Twierdzi ona, że przychodziła do ugrupowania, które w jej mniemaniu było dużo bardziej rozsądne i wiedziało choćby o uwarunkowaniach kulturowych Polski. Tymczasem obecnie Lewicę Razem trapią problemy podobne do tych będących udziałem hiszpańskiego Podemos. Dawny wzór do naśladowania dla europejskiej lewicy również targany jest kryzysem, związanym właśnie z nagonką na „TERF-ów”.

Na podstawie: polsatnews.pl, dorzeczy.pl.