Janusz Korwin-Mikke, Konfederacja
Janusz Korwin-Mikke, Konfederacja Foto: nczas.com

Chińskie przekleństwo: „Obyś żył w ciekawych czasach!” jest uważane za gorsze niż „Obyś połamał sobie obie nogi!”. Z drugiej jednak strony spokojna jazda po zboczu, na końcu którego czyha przepaść, skłania do rozejrzenia se za jakimiś ciekawszymi perspektywami…

Polityka w Polsce była ostatnio potwornie nudna: PiS zgłaszało projekty ustaw, Lewica (RAZEM, PO, SLD itd.) wygłaszała swoje, Prawica (KORONA, Ruch Narodowy i KORWiNa) wygłaszała swoje, po czym projekt przechodził. Emocje dotyczyły tylko tego, czy projekt uzyska 234 głosy, czy 235…

JE Jarosław Gowin raz już próbował (z okazji wyborów…) ożywić tę scenę – ale został natychmiast przywołany do porządku. Tym razem podobno serio wziął się za rozegranie sceny politycznej. JE Jarosław Kaczyński chciał mu to uniemożliwić, robiąc przejęcie Porozumienia przez WCzc. Adama Bielana – jednak poskutkowałoby to tylko wtedy, gdyby za p.Gowinem poszło mniej niż czterech posłów Porozumienia. Tymczasem poszło dwunastu (podobno nawet trzynastu) – i p.Bielan obudził się z ręką w nocniku.

P. Gowin ma znakomity pretekst, by jako centroprawicowe ugrupowanie opuścić tzw. Zjednoczoną Prawicę: ustawa o podatku medialnym. Media hurmem rzuciły się ją potępiać – i słusznie. Tyle że nie wrzeszczały, gdy kolejne „rządy” podatkowały „małpki” i wszystko, co się opodatkować da. Więc my popieramy ten protest – ale jednocześnie grozimy palcem: „A nie mówiliśmy? Doczekaliście się swojej kolejki…”.

Co się stanie, jeśli p.Gowin na czele Dwunastu Gniewnych Ludzi nie tylko zagłosuje przeciwko tej ustawie – ale w ogóle opuści koalicje rządzącą? Oferują mu za to fotel premiera…

Propozycja jest kusząca – ale czy realna?

Pomysł, by KONFEDERACJA weszła do wspólnego rządu z RAZEM i Wiosną, jest absurdalny. Czy mogłaby wspierać taki rząd mniejszościowy?

Wyborcy KONFEDERACJI na pewno by żądali, byśmy wykorzystali pozycję języczka u wagi i wydusili na koalicjantach to, co jest najbardziej Polsce potrzebne. Problem w tym, że KONFEDERACJA nie jest w Sejmie jedyną siłą ideową. RAZEM, Zieloni i Wiosna też są ideowcami – i prędzej zerwą koalicję, niż pozwolą skierować nawę państwa na prawo! Oczywiście można by na tej lewicowej koalicji wydusić nawet zasadnicze zmiany w samym Sejmie: zmianę wicemarszałków i samego marszałka (acz chyba nikt tak sprawnie jak NCzc. Elżbieta Witek nie będzie czytał projektów ustaw; myśl, że mógłby to robić Jarosław Gowin po prostu przeraża…) – jednak byłoby to w pakiecie jednorazowym.

Dlaczego nie razem z prywatyzacją TVPiS – na przykład? Po prostu dlatego, że Pan Prezydent by takie zmiany zawetował…

Istnieje druga możliwość: poparcia przez KONFEDERACJĘ mniejszościowego rządu PiS. To dla naszych wyborców chyba jeszcze gorsze rozwiązanie. Oczywiście: gdyby PiS z tej okazji wycofało co głupsze ustawy i uchwaliło kilka rozsądnych, to nasi wyborcy by tę żabę przełknęli…

Moim zdaniem, jest to niemożliwe. Oznaczałoby to koniec mitu „Dobrej Zmiany”, koniec wiary w Kaczyńskiego (a to przecież Wiara, a nie trzeźwa ocena skutków politycznych trzyma wyborców przy Prezesie PiS). Jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński na to nie pójdzie.

A co może zrobić?

Przede wszystkim: przekupić Porozumienie. Owszem, pozwolić mu na chwilę tryumfu (wycofanie się z „ustawy medialnej”), potem wybaczyć – i ponownie przyjąć w skład tzw. Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście kosztem dodatkowych posad w spółkach Skarbu Państwa dla działaczy Porozumienia.

Druga możliwość: ponowne wybory. Kaczyński próbował tego w 2007 roku. Zerwał koalicję z Samoobroną i LPR, poszedł na nowe wybory… i przegrał je. Miał tu zresztą inne powody niż oficjalnie ogłoszone. Tak czy owak: PiS przeszło do opozycji (co bardzo źle znosiło…).

Obecnie Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i ostatnio Porozumienie stały się dla PiS chyba jeszcze większym kłopotem niż wtedy p.mec. Roman Giertych i śp. Andrzej Lepper. Zniknęły jednak te dodatkowe powody – więc obstawiam, że Prezes PiS na nowe wybory nie zdecyduje się.

A czy ma wybór?

KONFEDERACJA koalicji nie zawrze. Natomiast poparcie rządu mniejszościowego zmuszałoby Kaczyńskiego do każdorazowych negocjacyj nad projektami ustaw. Biorąc pod uwagę, że samej KONFEDERACJI aż cztery godziny (!!) zajęło uzgodnienie wspólnego tekstu potępiającego „ustawę medialną”, mogłaby się z tego zrobić niezła komedia. Ponadto Kaczyński wzorem swojego Wielkiego Mistrza, śp. Józefa Piłsudskiego, narodowców nienawidzi, na liberałów patrzy niechętnie, a KORONA w ogóle nie jest przezeń poważnie traktowana. Konieczność pertraktowania z taką zbieraniną na pewno go odrzuca.

Istnieje jednak inna opcja: sojusz z SLD.

Wyborcy PiS bez protestu przyjęli działalność w PiS p. Stanisława Piotrowicza – to przełkną i WCzc. Włodzimierza Czarzastego – przemiłego człowieka skądinąd. SLD nienawidzi (tfu!) „gejów” z Wiosny i bolszewików z RAZEM, a gospodarczo jest na prawo od PiS, które obecnie zajmuje pozycje między wczesnym Gomułką a sanacją. Uzgodnienie principiów byłoby łatwe – gorzej może z praktyką i podziałem posad…

Wyborcy SLD, absolutnie nieideowi socjaliści, mieliby tylko drobny problem z PiS-owskim klerykalizmem – ale są oni w ogromnej większości ludźmi wie…, tzn. „chodzącymi do kościoła”. To też nie przedstawiałoby problemu.

Większym problemem dla SLD byłaby Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Jednakże SLD ma 25 posłów. Gdyby za Jarosławem Gowinem ze Zjednoczonej Prawicy wymaszerowało mniej niż dziesięciu posłów, samo PiS z SLD dysponowałoby (bardzo kruchą…) większością w Sejmie.

Jarosław Kaczyński ma jednak dużą zdolność przyciągania okruchów. Czy np. WCzc. Lech Kołakowski zdobyłby się na obalenie rządu PiS-SLD?

Zaiste: ciekawe nadchodzą czasy…

Janusz Korwin-Mikke