Szkocki Parlament zaczął prace nad ustawą o
Szkocki Parlament EPA/FRASER BREMNER / SCOTTISH DAILY MAIL / POOL Dostawca: PAP/EPA.

Zjednoczone Królestwo coraz mocniej zwalcza wyimaginowaną mowę nienawiści. Najśmielsze pomysły dotyczące cenzury pojawiają się w Szkocji.

W Wielkiej Brytanii postęp tak się rozpędził, że w części szpitali sugeruje się personelowi, by nie używać już słów takich jak „ojciec” czy „karmienie piersią” (to sformułowanie ma zostać zastąpione przez „karmienie klatką piersiową”).

Wszystko po to, by nie urazić leżących na porodówkach (to słowo też miałoby zostać ocenzurowane) zmiennopłciowców. Londyn karze również „mowę nienawiści”. Szkocki rząd nie czeka jednak, aż rząd Jej Królewskiej Mości wprowadzi pełną cenzurę – Szkoci chcą zrobić to u siebie z własnej inicjatywy.

Cenzura nawet w prywatnych domach?

Duża autonomia brytyjskich regionów pozwala m.in. bronić się przed podobnymi szaleństwami konserwatywnej Irlandii Północnej. Jest też druga strona medalu – opanowana przez lewicowców Szkocja posuwa się w cenzorskich pomysłach dalej nawet niż Londyn.

Szkocka Partia Narodowa, czyli postępowe narodowo-socjalistyczne ugrupowanie, które rządzi teraz Szkocją, bezkrytycznie przyjmuje wszystkie postulaty lobbystów LGBT. Obecnie na przykład upraszcza procedury tzw. zmiany płci. No i w sumie nic w tym takiego strasznego – jeśli dorosła osoba chce się okaleczyć, to niech się okalecza.

SPN chce jednak, by tym zmianom towarzyszyła silna cenzura społeczeństwa, a to już bardzo niedobrze, bo każdy powinien mieć prawo krytykować ideologów genderyzmu i LGBT wedle własnego widzimisię.

Co gorsza, szkocki rząd chce wprowadzić nawet ostrzejsze kary niż narzucił Londyn; kary za bliżej nieokreślone „szerzenie nienawiści” ze względu na rasę, kolor skóry, wiek, niepełnosprawność, religię, orientację seksualną lub tożsamość transpłciową.

Edynburg chce, by za „mowę nienawiści” byli ścigani nie tylko ci, którzy wypowiadają się niezgodnie z obecną poprawnością polityczną w przestrzeni publicznej, czy Internecie, ale również ci, którzy mają czelność wyrażać swoje zdanie… we własnych domach! Czyżby George Orwell miał rację umiejscawiając akcję „1984” na Wyspach Brytyjskich?

Doprowadziłoby to do tego, że rodzice obawialiby się własnych dzieci, które mogłyby na nich donosić i posyłać ich za kratki (dokładnie tak, jak u Orwella).

Tego typy pomysły rządu narodowców i socjalistów krytykują opozycjoniści z ugrupowań konserwatywnych oraz Kościół Katolicki, a także inne wspólnoty religijne.

Na Wyspach, poza Irlandią Północną, nie czuć jednak, by atmosfera sprzyjała jakiemukolwiek zboczeniu z postępackiego kursu.

Źródło: kresy.pl