Szczepienie.
Szczepienie. (Zdj. pixabay.com)

Trwają masowe szczepienia personelu szkolnego. Do mediów docierają sygnały o reakcjach grypopodobnych, które występują u mnóstwa osób. Tymczasem okazuje się, że pacjenci nie mają komu zgłaszać podobnych dolegliwości.

„Bliska znajoma po szczepionce (jako przedszkolanka) dostała objawów kowidopodobnych, które trwały cztery dni. Próbowała to gdzieś zgłosić, niestety nikt nie przyjmuje takich zgłoszeń. Nic więc dziwnego, że takich zgłoszeń oficjalnie nie ma” – pisze na swoim koncie twitterowym redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

To pokazuje jak nieodpowiedzialne są władze, które szprycują Polaków preparatami opracowanymi w specjalnym, przyspieszonym trybie, nie kontrolując reakcji. Izrael, który prowadzi szczepienia z największym rozmachem, dokumentuje każdy taki przypadek.

O tym, że nie ma systemu dokumentującego powikłania poszczepienne może potwierdzić fakt, że po licznych zgłoszeniach nauczycieli w Krakowie, dopiero jeden z tamtejszych radnych opracował specjalne ankiety, które rozesłał do szkół.

Ale cóż, jeśli nie chce się mieć niepożądanych efektów szczepień to co najlepiej zrobić? Nic. Nie prowadzić dokumentacji, wtedy nie będzie z czego robić statystyk, opisywać przypadków. To tendencja odwrotna od tej, która towarzyszy rejestrowaniu zgonów osób zakażonych koronawirusem.

Służby sanitarne mają w końcu co robić. Trzeba ganiać upadających przedsiębiorców i ludzi, którzy na ulicach nie noszą maseczek.

nczas