„Dorosłe dziecko” Źródło: Pixabay

Zakończyli edukację, mają już pracę, a wciąż mieszkają przynajmniej z jednym z rodziców. W ten sposób żyje aż 2 miliony Polaków w wieku od 25 do 34 lat.

Dane dotyczą roku 2018 – przewiduje się, że w ciągu dwóch lat sytuacja jedynie się pogorszyła, a kryzys wywołany koronawirusowymi restrykcjami tylko pogłębi problem.

Obecnie mówi się o pokoleniu „gniazdowników”. Nie ma w tym ani krzty przesady, bo mówimy aż o 2 milionach dorosłych ludzi, którzy nie byli w stanie w pełni się usamodzielnić.

GUS zbadał, dlaczego dorośli, aktywni zawodowo ludzie nadal mieszkają z rodzicami. Z tym problemem trzeba coś zrobić, bo w Polsce jest on o wiele większy niż w reszcie UE.

W Polsce rodzinnych domów nie opuściło aż 45,1 proc. osób w wieku od 25 do 34 lat. Unijna norma, którą i tak uważa się za zbyt wysoką, to 28,6 proc.

W Polsce liczba „gniazdowników” nieustannie rośnie. Od 2005 roku grono to powiększyło się o niemal 9 pkt proc. W tym samym czasie w reszcie UE wskaźniki się nie zmieniały.

Przeciętny Polak wyprowadza się z domu rodzinnego, kiedy ma 27 lat, 7 miesięcy i 6 dni. To całe 9 lat później niż przeciętny młody Szwed!

Najbardziej niepokoją jednak statystyki dotyczące ludzi będących dawno po 30-stce. W Polsce aż 20 proc. 34 latków wciąż mieszka ze swoimi rodzicami.

O wiele trudniej z rodzinnym domem jest się rozstać polskim mężczyznom. W populacji 25-latków na 100 kobiet mieszkających z rodzicami przypada 132 mężczyzn, a potem ten stosunek systematycznie maleje i osiąga poziom 170 mężczyzn mieszkających z rodzicami przypadających na 100 kobiet w grupie 34-latków.

Główny powód? Pieniądze

65 proc. osób z badanej grupy już zarabia. Ich pensje nie wystarczają jednak na samodzielnie życie. Tymczasem inflacja sprawia, że produkty w sklepach są coraz droższe. Drożej również mieszkania i to do takich poziomów, że nawet zamożnych Polaków nie byłoby stać na zakup własnego lokum.

Z tego też powodu młodzi wolą zostawać w domach. Można się tylko domyślać, że jest to też powód, dla którego mężczyźni tak późno się wyprowadzają – czują oni wciąż na sobie większą odpowiedzialność za przysłowiowe „zbudowanie domu, zasadzenie drzewa i spłodzenie syna”.

Sytuacja ta jest jednak wysoce patologiczna. Patologicznie wpływa na młodych dorosłych, którzy wciąż czują się dziećmi i patologicznie wpływa na ich rodziców, którym odbiera się wolność.

Kolejne rządy, które zamiast uwalniać rynek pracy i zmniejszać koszty życia (podatki, opłaty) wprowadzają rozwiązania socjalne, tylko konserwują ten szkodliwy stan rzeczy.

Źródło: money.pl