Szpital na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Szpital na Stadionie Narodowym w Warszawie. (Fot. PAP)

„Wirtualna Polska” pisze o pustawych szpitalach tymczasowych i publikuje krytyczne opinie lekarzy i rodzin pacjentów, którzy nie dostali miejsca w szpitalu, bo byli chorzy na coś innego niż Covid.

– Szpitale tymczasowe to atrapy. Mają specjalistyczne wyposażenie, są też lekarze specjaliści. A nie przyjmują pacjentów z chorobami współistniejącymi – „Wirtualna Polska” przytacza słowa internisty z Gdańska.

Podobne złe zdanie mają pacjenci niecovidowi i ich rodziny. – Mama z komplikacjami po przejściu udaru nie została przyjęta na oddział wewnętrzny w Gdańsku, bo, jak usłyszeliśmy, został on przeznaczony dla pacjentów z koronawirusem. Trzeba było 82-latkę transportować do Gdyni, bo miejsca nie było ponoć także w pozostałych gdańskich szpitalach. Gdzie tu sens? – stwierdziła w rozmowie z portalem trojmiasto.wyborcza.pl pani Mariola z Gdańska.

Na „WP” czytamy, że „w Sopocie średnio hospitalizowanych jest kilkunastu pacjentów jednocześnie, choć placówka dysponuje 54 łóżkami, a w przypadku zajścia takiej potrzeby można ich liczbę zwiększyć nawet do 200”.

Podobnie ma to wyglądać w całym Trójmieście. Dlaczego tak jest? Tłumaczy to rzecznik prasowy pomorskiego urzędu marszałkowskiego Michał Piotrowski.

– Pacjentów do poszczególnych placówek kieruje koordynator PRM, czyli jednostka podległa wojewodzie. Opiera się on jednak na bardzo rygorystycznych wytycznych, które ograniczają możliwość przekazywania pacjentów do szpitala tymczasowego – powiedział.

Tymczasem z powodu zapaści w służbie zdrowia w Polsce w 2020 roku zmarło najwięcej osób od czasów II wojny światowej i w przeważającej większości nie były to osoby chore na Covid.

Źródło: „Wirtualna Polska”, „Gazeta Wyborcza”