Dr Machińska: mówi się „proszę napić się wody z kranu”, nie ma nawet kubeczka i bierze się wodę brudną ręką
Protest w Białymstoku
TVN24Uczestniczka protestów: od 22 października policja po prostu oszalała

Działania policji były i nadal są, moim skromnym zdaniem, bezprawne – oceniła uczestniczka protestów ulicznych Katarzyna Augustynek z inicjatywy Polskie Babcie. W Senacie opowiedziała o swoich dotychczasowych doświadczeniach z protestów i oceniła działania policji na przestrzeni lat. Mówiła, że nasilenie działań policji „nastąpiło w tym roku”.

Senat w piątek wznowił obrady. Senatorowie mieli zapoznać się między innymi z informacją ministra spraw wewnętrznych i administracji o działaniach policji wobec uczestników protestów po ogłoszeniu decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Wicemarszałek Gabriela Morawska-Stanecka poinformowała, że Mariusz Kamiński pisemnie powiadomił marszałka Senatu, że ze względu na liczne obowiązki i udział w posiedzeniu Sejmu nie może uczestniczyć w obradach izby wyższej.

Swoje stanowisko w sprawie działań policji przedstawił ustępujący rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Wypowiedziała się także jedna z uczestniczek protestów, Katarzyna Augustynek, współzałożycielka opozycyjnej grupy Polskie Babcie. 10 listopada Augustynek została zatrzymana przez policję w czasie, gdy chciała przejść z Krakowskiego Przedmieścia na plac Piłsudskiego, gdzie odbywały się uroczystości związane z miesięcznicą smoleńską. Sprawę opisał portal tvnwarszawa.pl.

– Mam, przeważnie bardzo przykre, doświadczenia z policją – przyznała. Wyjaśniła, że na ulicy protestuje od pięciu lat, a dokładniej od 3 grudnia 2015 roku. – Wtedy poszłam po raz pierwszy na protest pod Trybunał Konstytucyjny i tak, bez większej przerwy, jestem do tej pory – powiedziała.

Augustynek oceniła, że „nasilenie działań policji nastąpiło w tym roku”, w momencie gdy skończyła się kadencja pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. – Wtedy zaczęły się pierwsze, przedziwne spisywania, zupełnie bez powodu, niczym nieuzasadnione i ich następstwa w postaci mandatów sławetnego sanepidu, od 20 do 500 złotych – zwróciła uwagę.

– Te działania były i nadal są, moim skromnym zdaniem, bezprawne. Wiele z nich jest umarzanych. One natomiast blokują działania sądów, które są teraz zdecydowanie przeciążone – zaznaczyła.

Policjanci „w sposób zupełnie nieuzasadniony, najzwyczajniej w świecie nas prześladują”

Augustynek mówiła dalej, że policja zaczęła być „bardziej brutalna” wiosną i latem tego roku, a „od 22 października (data orzeczenia TK – red.) policja po prostu oszalała”. – W sposób zupełnie nieuzasadniony, od strony prawnej i faktycznej, najzwyczajniej w świecie nas prześladują – powiedziała.

Oceniła przy tym, że policja chce zniechęcić ludzi młodych do „dopominania się o swoje prawa”. – Policja moim skromnym zdaniem działa absolutnie niezgodnie z polską konstytucją i konwencją praw człowieka i obywatela – oceniła.

– Nie wiem, czym się kieruje policja, czy policjanci. Spotykamy na ulicy konkretne osoby, policjantki, jak i policjantów. Staram się z nimi zawsze rozmawiać, traktować ich jak ludzi, chociaż nie jest to mile widziane w moim środowisku. Staram się przekonywać do swoich racji, do tego, aby przestali nas zastraszać, prześladować, karać, nie mówiąc już o biciu – opisywała. Dodała, że w kontakcie z policją powołuje się na konstytucję i ustawę o policji, którą – jak mówiła – „przyzwoicie zna, z konieczności”.

1 lutego 2021, 20:11

Rzecznik KSP zarzuca aktywistce „szereg kłamstw”. Babcia Kasia w TVN24 podtrzymuje swoją relację

Sylwester Marczak o zarzutach pod adresem policji
„Nie otrzymałam wody do picia”
„W pewnym momencie wylądowałam na ziemi
„Dopełnili mojego poniżenia absolutnego”
Pani Katarzyna opowiada o zatrzymaniu w alei Szucha
„Fakty” TVNSylwester Marczak o zarzutach pod adresem policji

Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji bada oskarżenia, jakie pod adresem stołecznych funkcjonariuszy skierowała Katarzyna Augustynek znana jako Babcia Kasia. Rzecznik KSP przekonuje, że te czynności wykażą „szereg kłamstw”, które pojawiły się w oświadczeniu kobiety. W poniedziałek wieczorem Babcia Kasia była gościem TVN24, gdzie powiedziała, że podtrzymuje swoją relację. Zarzuca funkcjonariuszom między innym poniżanie i stosowanie przemocy fizycznej.

W weekend Katarzyna Augustynek opowiadała przed kamerą TVN24 swoją wersję wydarzeń po zatrzymaniu w alei Szucha podczas czwartkowej demonstracji przed Trybunałem Konstytucyjnym przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Babcia Kasia twierdzi, że była brutalnie traktowana i obrażana na komisariatach w Pruszkowie i Piastowie, opowiadała, jak na oczach innych funkcjonariuszy miała zostać siłą rozebrana przez dwie policjantki. Zapowiedziała też pozwy i zażalenie na działania służb. – Na komisariacie, oprócz tego, że byłam obrażana – odnoszono się do mojego wieku, płci, wyglądu, ale to jest normalna rzecz, jeśli chodzi o kontakty policji z nami – w pewnym momencie kazano mi iść do toalety. Wyglądała na męską. Kazano mi się rozebrać. Ja nigdy się sama nie rozbieram, bo uważam, że po pierwsze, nie powinno mnie tam w ogóle być, bo byłam na legalnym zgromadzeniu, a po drugie, takich rzeczy się w ogóle nie powinno robić – mówiła między innymi.

„Szereg kłamstw”

W poniedziałek do sprawy odniósł się rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak, który podkreślał, że to „są nie fakty, a oskarżenia ze strony” kobiety. – To są słowa, które wskazuje pani Katarzyna A., bo dla nas to nie jest Babcia Kasia, tylko Katarzyna A., której zostały postawione zarzuty w związku chociażby z naruszeniem nietykalności cielesnej policjantów, w związku między innymi ze znieważeniem policjantów, ale to także osoba, która pogryzła policjantkę w trakcie wykonywanych czynności – zaznaczył rzecznik na wstępie rozmowy z reporterem „Faktów” TVN.

Podkreślił, że oskarżenia skierowane przez kobietę pod adresem funkcjonariuszy są weryfikowane przez Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji. – Biorąc pod uwagę nasze ustalenia, jestem przekonany, że czynności biura wykażą szereg kłamstw, które pojawiły się w oświadczeniu pani Katarzyna A. – dodał w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

I zaznaczył, że komenda stołeczna nie będzie sprawy oceniać do czasu trwania czynności Biura Kontroli. Dodał też, że w jednostkach policyjnych są kamery monitoringu. – Jestem przekonany, że zostały zabezpieczone przez Biuro Kontroli – podkreślił.

„Jest moje słowo przeciwko ich słowom i ich ewentualnym nagraniom”

W „Faktach po Faktach” TVN24 w poniedziałek Katarzyna Augustynek powiedziała, że podtrzymuje swoją relację. Przypomniała, że zarzuca policjantom między innymi poniżanie czy przemoc fizyczną. – W pewnym momencie wylądowałam na ziemi, na brudnej podłodze toalety zdzierano ze mnie stanik i to co miałam pod spódnicą – mówiła między innymi. Dodała w swojej relacji, że leżała na brzuchu przyciśnięta do ziemi. Zaznaczyła też, że policjanci nie mówili, dlaczego wywieźli ją do komisariatu poza stolicą.

– Sytuacja osoby zatrzymanej jest taka, że jest pozbawiona swoich rzeczy. Jest sama najczęściej, a oni (policja – red.) mają przewagę nagrywania wszystkiego i wszędzie. Jest moje słowo przeciwko ich słowom i ich ewentualnym nagraniom – zaznaczyła.

„W pewnym momencie wylądowałam na ziemi”TVN24

Przez prowadzącego „Fakty po Faktach” była pytana o zarzuty kierowane pod jej adresem, że wcześniej między innymi gryzła policjantkę. – Jeśli nawet tak, to ja się broniłam, nie to, że pogryzłam. Osoba zatrzymana, taka jak ja, musi się w jakiś sposób bronić. Skoro mnie szarpią, gniotą, stosują przemoc, obrażają werbalnie, muszę się bronić. Często ja się bronię w radiowozie w środku – przekonywała.

Podkreśliła, że demonstrowanie na ulicach jest jej zdaniem zgodne z prawem. – Zgodnie z Konstytucją mamy prawo spacerować, głosić nasze poglądy. Tak zwane rozporządzenie covidowe nie może zmienić Konstytucji, wiec nie jest legalne powoływanie się na ten akt prawny – mówiła Augustynek.

Autor:ran/r

Źródło: „Fakty” TVN, tvnwarszawa.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24