Młoda para oraz katakumby – zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixnio/Pixabay (kolaż)

Wesela – choć reżim ich zakazał – odbywają się w podziemiu. Ta sytuacja jest jednak upokarzająca dla par młodych i uczestników.

To nie czasy wojny, ale wesela znów odbywają się w tajemnicy i ukryciu, a listę gości trzeba ograniczać do tych najbardziej zaufanych, którzy nie zgłoszą donosu. Do tego zmusił nas pisowski rząd i covidowy reżim.

Oficjalnie wesel urządzać nie można, a z tego powodu drastycznie spadła również liczba ślubów (szczególnie ślubów kościelnych). Tak oto wyglądają rządy partii, która reklamuje się jako prorodzinna i tradycjonalistyczna.

To, że nie można, nie oznacza jednak, że wesel nie ma. Są oczywiście, ale urządza się je w ścisłej konspiracji. Pomieszczenia bez okien, sale na odludziach, goście ubrani tak, by nie zwracać na siebie uwagi – tak dzisiaj młodzi zaczynają nowe życie.

– Byłem na weselu w grudniu. Imprezę robili dobrzy znajomi, głupio było nie przyjść. Wszystko odbyło się w zaprzyjaźnionej knajpce, w salce bez okien. Zasady były takie, że nie ma wychodzenia na papierosa, nie ma szwendania się po okolicy. Zresztą na imprezie byli sami znajomi, więc ryzyko wpadki było niewielkie – mówi w rozmowie z money.pl pan Piotr, uczestnik nielegalnej imprezy weselnej.

Mężczyzna oczywiście nie podał nazwy restauracji – to mogłoby się dla niej źle skończyć. Wiadomo jedynie, że impreza miała miejsce na Pomorzu.

Na imprezę nie zaproszono seniorów. – Przynajmniej takie środki bezpieczeństwa udało się zachować młodej parze. Bo oczywiście o maseczkach czy dystansie nie było mowy. Nie było też takich typowych zabaw jak na weselu, panna młoda miała zwykłą sukienkę, nie białą z welonem. Zostaliśmy też poinformowani, by nie ubierać się zbyt elegancko, żeby nikt nie zwrócił na nas uwagi. No i nie było mowy o kwiatach – opowiada pan Piotr.

Na takich podziemnych imprezach nie ma fotografów, filmowców – udział ludzi z zewnątrz ogranicza się do minimum.

– Wiemy, że wesela w pandemii się odbywają, ale skala jest trudna do oszacowania. Nikt się tym przecież nie chwali, głupio wrzucić zdjęcia na Facebooka czy Instagrama. No i imprezy są o wiele mniejsze, niż wcześniej. W zasadzie w Polsce głośno było tylko o jednym przypadku – w Lublinie – mówi Maria Lubińska, która zawodowo zajmuje się organizowaniem wesel.

– Skala jest naprawdę niewielka. W branży się raczej o tym nie słyszy. Z drugiej strony jak się robi takie wesele, to raczej nie zaprasza się zewnętrznego organizatora. Większe ryzyko – dodaje.

To, że wesela wciąż się odbywają, można zauważyć przeglądając ogłoszenia w Internecie. – Dosłownie przed chwilą widziałam, że ktoś pytał gdzie najlepiej zamówić tort na 40 osób. Chyba nie kupuje się go po to, żeby zjeść z sąsiadem. Pojawiają się też pytania o lokal do wynajęcia czy dostarczenie cateringu na 15 – 20 osób. Ale są to sytuacje sporadyczne – mówi Lubińska.

Cała ta sytuacja jest oczywiście upokarzająca dla par młodych. Kto chciałby mieć ślub bez wesela lub wesele w pomieszczeniu bez okien – spędzane w strachu przed nalotem policji i sanepidu? W najgłębszej komunie reżim nie był tak totalitarny, by zabraniać ludziom wesel – tych czasów Polacy nie zapomną jeszcze przez wiele dekad.

Źródło: money.pl