Po nowelizacji minister cyfryzacji będzie mógł wydać tzw. polecenie zabezpieczające, a więc np. nakazać operatorom telekomunikacyjnym zablokowanie połączeń z określonymi adresami IP lub stronami internetowymi. Najprościej ujmując, będzie mógł w każdej chwili „wyłączyć” internet. Zmiana polega nie tylko na przekazaniu tej kompetencji do resortu cyfryzacji (dziś to prawo ma wyłącznie premier), ale także na tym, że decyzję będzie można podjąć natychmiast i bez uzasadnienia.

– Natychmiastowa wykonalność nie pozostawia żadnego pola manewru – mówi na łamach dziennika „Gazeta Prawna” Łukasz Olejnik, niezależny badacz i konsultant ds. cyberbezpieczeństwa i prywatności. Wraz z innymi ekspertami chwali planowane zmiany w ustawie, ale i przyznaje, że przywilej ministra – zakładając jego złe intencje – może być wykorzystany do cenzury.

– Problem pojawia się z decyzjami bez uzasadnienia, zwłaszcza gdy obszar do blokad miałby okazać się dysproporcjonalnie szeroki – tłumaczy Olejnik.

Tyszkiewicz nie ma złudzeń

W ocenie propozycji PiS bezkompromisowy jest Wadim Tyszkiewicz, niezrzeszony senator, wieloletni prezydent Nowej Soli. Temat forsowanych zmian w ustawie podjął na Facebooku. Zaczął parafrazą: „Śpieszcie się czytać, co piszę, tak szybko władza zamyka nam usta”.

„Tak, to nie żart” – pisze Tyszkiewicz, przewidując najgorsze. „Reżim ma to do siebie, że nie znosi krytyki i odmiennego zdania. Mamy dzisiaj do czynienia z kroczącą bolszewią. Czy dla Kaczyńskiego istnieje jakaś granica, której by nie przekroczył? Ten bolszewik zawłaszczył media publiczne opłacane z naszych abonamentów i naszych podatków, przejmuje 20 dzienników i 120 tygodników lokalnych, a teraz chce położyć tę swoją brudną łapę na sieci i mediach społecznościowych? Barbarzyńca. Mam nadzieję, że Naród się obudzi, by bronić wolności i demokracji. Od was zależy, czy Polska nie stanie się ortodoksyjnym Kaczystanem, któremu bliżej do fundamentalistów Iranu czy Afganistanu. A może Korea Północna Bis w centrum Europy? Dramat” – napisał oburzony senator.

wyborcza